piątek, 04 czerwca 2004
Cos sie konczy, cos sie zaczyna ...

No i na koniec – krotki komunikat : wlasnie z powodu, ze kartony i ze inne takie tam rozne zwiazane z Wielkim Powrotem zawieszam na jakis czas bloxowanie. Sienieda. Gratow pakowanie, ftewefte jezdzenie, formalnosci zalatwianie, zaleglosci roboczych zamykanie  sa blogoniekompatybilne i troche tego za duzo , jak na jednego Starego Wertera. Gdy juz okrzepne wsrod tych wzgorz malowanych zlotem rozmaitem i gdy sobie znajde jakas w miare stala wtyczke do netkabla, to sie pewnie odezwe. Prosze to potraktowac jako po-gruszke. No to hej i co zle, to nie ja.

Stary Werter

Rocznice

Dzis wazny dzien z waznymi rocznicami. Tych dwoch najwazniejszych, pietnastych, nie ma co komentowac, bo wszystkie przekaziory o nich trabia – i bardzo dobrze.  Ale sa i inne -  jesli ktos lubi czytac kalendaria i efemerydy, to prosze bardzo, tutaj  jest fajoska stroniczka, do ktorej czasami sobie zagladam : http://www.jurek.com.pl/kal/index.php?PHPSESSID=27b5bce2d1178a36882803c4262967f0

A czasmi zagladam tez tu i tu : http://pl.wikipedia.org/wiki/4_czerwca  , http://en.wikipedia.org/wiki/June_4  

Ale nigdzie nie odnowano jednego wydarzenia, niezwykle istotnego : 10 lat temu Niezbyt Wtedy Stary Werter wzial i sie dal zaobraczkowac. Stosowne zyczenia zlozylismy sobie z Pania Werter tuz po polnocy, miedzy kartonem z ciuchami a kartonem z Bardzo Waznymi Papierami, szampana odkladajac na dzisiejsze popoludnie. Bombelki i chwila refleksji, polaczone z garscia kombatanckich wspomnien, beda chyba dobrym pretekstem by na chwilke oderwac sie od pakowania.

Stary Werter

czwartek, 03 czerwca 2004
Smacznie i zdrowo ?

A tak poza tym, to jak Wam sie podoba Kaczorek w smietanie z jagutkami ? Pyszotka, prawda ?

Dobry rodzic

Jest to dosyc stary spam, a przypomnial mi sie po przeczytaniu kilku bloxowpisow  z ostatnich dni. Ich Autorom dedykuje zwlaszcza punkt ostatni. Caluski, kochani eksperci i ekspertki, do zobaczenia w makdonaldzie lub supermarkecie ;-)

 Dobry rodzic

Zapomnij o poradnikach na temat wychowywania dzieci i przestań bujać wobłokach. Oto kilka sposobów na sprawdzenie, czy jesteś już gotowy zostać dobrym rodzicem.

Kobiety:
Aby przygotować sie do macierzyństwa: włóż szlafrok i
przymocuj na brzuchu worek z grochem. Trzymaj go tam przez 9 miesięcy.
Po tym czasie wyjmij z worka 10 procent grochu.

Kobiety i Mezczyzni:
1. Aby przygotować się do bycia rodzicem, pójdź do najbliższej apteki, wyłóż calą zawartość portfela na ladę i oddaj aptekarzowi. Następnie pójdź do supermarketu i załatw, by cała Twoja pensja była co miesiąc przelewana bezpośrednio na konto sklepu.
2.Aby przekonać się, jak będą wyglądały Twoje noce, powinieneś chodzić po pokoju od 5 po południu do 10 wieczorem, nosić mokry tobołek o wadze okolo 5 kilogramów. O 10 wieczorem odłóż tobołek, nastaw budzik na północ i idź spać. O północy wstań i chodź po pokoju z tobołkiem na rękach do godziny pierwszej. Nastaw budzik na 3 rano.Ponieważ nie możesz zasnąć, wstań o 2 i weź sobie coś do picia. Wróć do łóżka o 2.45. Wstan, gdy budzik zadzwoni o 3. Śpiewaj piosenki przy zgaszonym świetle do godziny 4. Ustaw budzik na 5. Wstań. Zrób śniadanie. Postępuj tak przez 5 lat. Sprawiaj wrażenie zadowolonego z życia.
3. Wydrąż melon, robiąc mu z boku maly otwor o średnicy piłeczki pingpongowej. Zawieś na sznurku u sufitu i rozbujaj. Weź miseczkę wodnistej papki i spróbuj za pomocą łyżeczki przełożyć jej połowę do wnętrza bujającego się melona, udając przy tym, że jesteś samolotem. Druga połowę papki wylej sobie na kolana. Jesteś już gotów karmić roczne niemowle. Aby przygotować się na karmienie raczkującego dziecka, rozsmaruj dżem na kanapie i wszystkich zasłonach. Ukryj paluszek rybny za szafą i zostaw go tam na pare miesiecy.
4. Ubieranie maluchów nie jest wcale takie łatwe, jak się wydaje.
Kup ośmiornicę i siatkową torbę. Spróbuj włożyć ośmiornicę do torby tak, by żadne jej ramię nie wystawało na zewnątrz. Czas przeznaczony na to zadanie: cale przedpoludnie.
5.Przygotuj sie do wyjścia rano z domu. Czekaj pół godziny przed drzwiami do ubikacji. Wyjdz z domu. Wróć. Wyjdź ponownie. Wróć. Wyjdź i odejdź kilkanaście metrów od domu. Wróć. Wyjdź i oddalaj się bardzo powoli. Po drodze zatrzymuj się, by dokładnie przyjrzeć się każdemu niedopałkowi na chodniku, każdej gumie do żucia, każdemu papierkowi i każdemu martwemu owadowi. Wróć pod dom. Krzycz głośno, że masz już tego wszystkiego dosyć, aż sąsiedzi staną w oknach i z zaciekawieniem zaczną się na Ciebie gapić. Teraz jesteś już gotów, by zabrać swojego malucha na spacer.
6. Pójdz do supermarketu, zabierając ze sobą cokolwiek, co przypomina
dziecko w wieku przedszkolnym. Najlepiej nadaje sie do tego dorosły kozioł. Jeśli chciałbyś mieć więcej niż jedno dziecko, weź ze sobą kilka kozłow. Zrób sprawunki na cały tydzień, nie spusczając ich z oczu ani na chwile. Zapłać za wszystko, co kozły zjedzą lub zniszczą.
7. Naucz się na pamięć imion bohaterów dobranocek. Kiedy zorientujesz się, że śpiewasz podczas kąpieli "Ja jestem pan Tik-Tak", jesteś gotów, by zostać rodzicem.
8. Pamiętaj, aby wszystko to, co mówisz, powtarzać przynajmniej pięć razy.

9.Zanim dorobisz się potomstwa poszukaj ludzi, ktorzy mają juz dzieci. Krytykuj ich bezustannie za brak konsekwencji i cierpliwości, za to, że nie uczą swoich pociech dyscypliny i że pozwalają im na wszystko. Doradzaj im bez przerwy, co powinni zrobić, by dzieci wcześniej szły spać, jak mają nauczyć je dobrych manier i zachowania przy stole. Ciesz się tym okresem. Nigdy później nie będziesz już tak doskonałym ekspertem w wychowywaniu dzieci.

wtorek, 01 czerwca 2004
Na zyczenie Nadredaktora Szostego

Uuuch, dluga liste elementow niezbednych dobremu blogowi wystawil ten Redaktor Ka Szosty : "musi być w nim coś o sado-masochistach, koprofagii, profanacji grobów, obrzędach wood-doo, satanistach męczączych małe kotki z puszki, a... i najważniejsze... powienien być chociaż jeden blog seryjnego mordercy albo siatki terrorystycznej, do wyboru. No i... koniecznie przepis na brudną bombę, mapa schronów atomowych w najbliższej okolicy, maski gazowe po okazjonalnej cenie, także coś dla krzyżówkowiczów, bumelatnów, aspirantów, geszafciarzy, szparagowców, druciarzy etc. etc. " Aj em impresd, indid.

No, wszystkiego na raz nie zdaze, zwlaszcza, ze pora taka wiecej sypialniana, ale tak, jak Profesor Kind, postaram sie choc troszke wyjsc naprzeciw i stanac otworem.

Co do planow schronow atomowych w okolicy – no problem, tylko troche czasu potrzebowalbym. I ochoty. Bo tu, paniedziejaszku, na kazdej klatce schodowej przy drzwiach wejsciowch jeszcze wisi naklejka, ze najblizszy schron miesci sie na ulicy  takiejatakiej pod numerem takimatakim i ze w razie alarmu nalezy sie tam udac. Ale ja nie o tym ... dzis wspomne tylko o kilku satanistach, co to nabyli taka puszke z kotkiem na naklejce, bo nie byli akurat przy kasie, a potrzebowali zagrychy. I poniewaz byli juz niezle nastukani i glodni, to z trudem bo z trudem, ale jednak tego kotka zmeczyli. Nie bylo innego wyjscia, niestety. A potem - lezeli wszyscy rowno, ale chyba nie odwroconym krzyzem a normalnym pokotem. I to by bylo na tyle – na razie musi wystarczyc.

Zrzedzenia polykendowe

No tak,  to bylo do przewidzenia. Ta kasa, ktora tak nieobyczajnie tors prezyla na koncie,  to sie okazala miec powiazania z rachunkami  za ubiegly miesiac, co to ich zapomnialem  w odpowiednim czasie zaplacic. No i po splaceniu wyzej wspomnianych rachunkow, i to za dwa miesiace na raz,  sytuacja wrocila do normy. Dzizas, i ten facet ma za poltora miesiaca prowadzic samodzielna firme ... z czym do goscia , petaku, moze od razu lepiej z kapeluszem pod kosciol ? Ale nic to - sa i pozytywy : przez kilka tygodni mialem poprawione samopoczucie,  no i zdazylem sobie kupic ten aparacik cyfrowy, co to ma mi byc niezbednie potrzebny. Co zas sie tyczy kupna notebooka, to przeciez wiadomo, ze ta taniocha z procesorami Celeron  jest nic nie warta, nawet zeby za psem rzucic, prawda ? A poza tym obecny komputer ma dopiero dwa lata i hula , jak dziki. Znaczy , ze bardzo dobry on jest, to chcialem powiedziec. Ze troche duzy i ciezki ? No moj Boze, ja tez malutki nie jestem i jakos sobie radze. A drukarki i plaskie ekrany to maja w Polsce podobne ceny, wiec moze poczekam jeszcze troszke i na te mityczna przyszla fime kupie. Taki bede przedsiebiorczy, o.

No i jeszcze jako pozytyw odnotujemy fakt, ze byl to dlugi , zielonoswiatkowy week-end, ze w sobote zwiedzilismy nowe miasto, ktore okazalo sie byc bardzo mile (o co jako zywo wcale go nie podejrzewalem i pojechalem uprawiac te turystyke wylacznie z wrodzonej grzecznosci i troche tez zanecony perspektywa libacji) a w sobotni wieczor, w ramach rekompensaty za dzien zwiedzania, bardzo sie przyjemnie i po staropolsku znietrzezwilismy w rytm nocnych Polakow rozmow.  Jako bonus wystapil niedzielny brak kaca. Bonus zwielokrotniony  obserwacja objawow giganta u niektorych wspolbiesiadnikow. Nie zebym ich nie lubil, co to to nie, bardzo wszystkich lubie, ale zawsze to przyjemnie byc lepszym w jakiejkolwiek dziedzince, chocby puszczaniu slinowych baniek albo ruszaniu uchem, a co dopiero w alkoholizwaniu sie. To takie meskie, nie ? Tyyyle móc wychlac i nic, hehehe , my ze szwagrem nie takie rzeczy robili, kurna .... Przynajmniej w tym wypadku masa okazuje sie byc czyms przydatnym , a nie tylko miara bezwladnosci ;-)

I na koniec -  szczerze ucieszyly mnie wiesci z Seymu Naszego Wielkiego. Nie zebym jakos specjalnie gustowal w przygladaniu sie czyjejs kompromitacji, ani tez nie z powodu jakiejs szczegolnej sympatii do posla Zero, ale po prostu dlatego, ze wreszcie jest, jak w bajkach z moralem, co to mi je kiedys Rodzicielka na dobranoc opowiadala, kiedym byl pacholeciem. Tak chlopcy eseldofcy krecili, tak kombinowali, az przekombinowali i ich pokaralo. No i git. Oni chyba naprawde musieli ostatnio brac korepetycje u jakichs luminarzy z AWS-u lub innych specjalistow od spektakularnych porazek. Ciekawe, jak sie ta rozpizdziucha skonczy.
czwartek, 27 maja 2004
Kontrolowana poprawa nastroju

A wczoraj dla poprawy nastroju  dokonalem zakupu kompulsywnego i kompensacyjnego. Byl to zakup tylko czesciowo kontrolowany ;-) Wytlumaczylem sobie, ze na nowej zawodowej drodze zycia po Wielkim Powrocie bedzie  mi to niezbednie potrzebne, jako ze wplynie na jakosc pracy i swiadczonych uslug oraz zmniejszenie kosztow.Popracowalem wiec nad Pania Werter i po zadziwiajacym braku oporu udalem sie do sklepu i kupilem aparat cyfrowy. Od razu sie lepiej poczulem, jakis taki nowoczesny  i swiatowy. Nawet ze dwa zdjecia pstryknalem – jedno pod czujnym okiem sprzedawcy, drugie w domu. Wczoraj nie mialem czasu , ale dzis lub jutro najpozniej naucze sie toto obslugiwac i bedzie pieknie. Czy wiecie, ze gdy sie wezmie pod uwage koszty filmow i ich wywolywania,  to moja inwestycja zwroci mi sie juz po ok.1000 zdjec. Minie, jak z bicza strzelil.

Aha, i jeszcze pare slow o samej operacji kupna. Bezposrednim impulsem bylo znalezienie bonu w dystrybuowanym bezplatnie (!) katalogu reklamowym  tutejszej wielkiej (no,bez przesady) sieci handlowej. Bon opiewal na spora sume i byl do wykorzystania przy zakupie aparatu cyfrowego powyzej pewnej ceny. No no ,se mysle, 16 % znizki, ho ho ho, interes zycia chlopie zrobisz. Pokazalem Pani Werterowej ow bon  i widze, ze tez na niej zrobil wrazenie. No to bon do kieszeni i jazda do sklepu. Byl, byl upatrzony aparacik, taki maluski, fikusny i nazwyczaj profesjonalny. No to poprosze. A prosze bardzo. Tu mam bon. A to swietnie, a moze by Pan chcial dodatkowo karte pamieciowa ? Bo wie Pan, ta tutaj firmowa, to sie na niej tylko 10 zdjec zmiesci, jesli robi Pan w duzej rozdzielczosci . No oczywiscie, ze w duzej bede robil, inaczej niz w duzej nie wolno, ma byc profesjonalnie. A ile to ? Nieduzo, tyle. O w morde. No ale juz 50 zdjec sie zmiesci, a na tej tutaj o, niewiele w sumie drozszej, dwa razy tyle, czyli 100. A cena wcale nie dwa razy wieksza, tylko o 40 %. No rzeczywiscie. A poza tym, i tak nie bedzie juz Pan mial wydatkow na filmy i wywolywanie, prawda. Sie panu zwroci. No faktycznie, sie mi zwroci – juz po tysiecznym zdjeciu. No widzi Pan. No ale jednak drozej troche sie zrobilo, wiecej niz ten bon znizkowy. No niby tak, ale to ja dam panu jeszcze jden bonik na mniejsza sumke, ale jak sie doda, to bedzie juz niezle, prawie tyle samo.  Acha, acha, to ja poprosze. A futeralu Pan nie chce ? Jak to, to jest bez futeralu ? No tak, wie Pan, niektorzy wola  bez, wiec futeraly sprzedajemy oddzielnie. Acha acha. O tu, Prosze Pana, mamy caly zestaw futeralow i pokrowczykow, te dwa sa akurat w tym rozmiarze, o widzi Pan, tu jest dodatkowa kieszonka na druga baterie, a mozna  to nosic przy pasku  albo, o tu widzi Pan, mozna ten tu tu o pasek przypiac i przez ramie przewiesic. Acha acha. No widzi Pan, a tu sie zapina na zamek blyskawiczny. Nie zaden rzep, co to go kazdy kieszonkowiec moze otworzyc, nie nie, na dobry suwak,  i jeszcze jest na tym klapka na rzep, kazdy kieszonkowiec, jak zobaczy cos takiego, to pojdzie sie rozejrzec za czym latwiejszym do ukradzenia. Acha acha, co pan powie. No wlasnie, to woli Pan ten z czerwonym  czy ten z marengo. Ten szary poprosze, znaczy ten z marengo. Prosze. Dziekuje. To chodzmy, pokaze Panu, jak sie pstryka i gwarancje wypisze. O, tu sie wlacza, tak sie pstryka, tu jest ladowarka do baterii, a tu Pan sobie reszte wyczyta w tej instrukcji. Acha acha, no tak. Instrukcje koniecznie trzeba przeczytac, bo ten aparat ma mnostwo roznych mozliwosci. Acha acha. A tu gwarancja, prosze z tym do kasy. Dziekuje. Dziekuje, Prosze. Do widzenia. Milego wieczoru. Wzajemnie. Ufffffff .....

No i jeszcze chyba bede musial tam wrocic po te druga baterie.No bo jak bez drugiej baterii. Tyle kasy wydac i nagle  stanac w polu bez drugiej baterii ? Ale bylaby poruta.

A jeszcze czuje, ze  koniecznie przydalby mi sie nowy komputer, znaczy chyba lepszy bylby notebook, bo przeciez bede sie duzo przemieszczal. Tak, na pewno notebook, a komputer da sie dzieciom, to wreszcie przestana odganiac mnie od roboty zeby ogladac swoje filmy. Wlasnie wczoraj reklamke dostalismy, fajne znizki na notebooki daja w sklepie obok tego z aparatami. Aha, i jeszcze jakas drukarka, bo nie mamy a tu sa tansze,niz w Polsce. Pani Werter nic nie mowi, znaczy chyba sie zgadza.

Takie tam rozne

Mam podobnie, jak Hornet99 – fura roboty i spraw nie cierpiacych zwloki rosnie, a ja wlasnie sobie zajrzalem do gazety i do bloxa.

W Gazecie wali po oczach artykul o opiece, jaka otaczaja Czeczenow rosyjscy wojacy. No comments – co chcialem napisac, to napisal Pangloss i wystarczy. Ja moze tylko dodam male pytanko  do redaktorow GW i innych specow od etyki dziennikarskiej : czyzby  stosik czeczenskiej padliny byl mniej drastyczny od zastrzelonego dziennikarza ? Aha, rozumiem, ze ow dziennikarz byl znajomym i na dodatek nie byl Czeczenem. Ok.  Trzeba tylko szybko otrzec kaciki ust i powiedziec, ze to byla musztarda.

Dla poprawy nastroju zapisalem sobie taki piekny fragment:

"Lili Galili z izraelskiego dziennika "Haarec" przeprowadziła wywiad z liderem Samoobrony Andrzejem Lepperem. Fragmenty tego wywiadu publikuje dzisiejsza "Gazeta Wyborcza". Na pytanie, czy jest antysemitą Lepper gwałtownie zaprzeczył i opowiedział dziennikarce następującą historię: "Podczas II wojny światowej Żyd, który ocalał od spalenia przez Niemców, ukrył się w piecu chlebowym niedaleko domu moich rodziców w miasteczku nad jednym z jezior na północy. Moja matka codziennie nosiła mu jedzenie, a w końcu zaniosła mu ubrania ojca, który był wtedy w wojsku. I Żyd zdołał uciec. Miałem wtedy cztery lata i to pamiętam...". Dziennik "Haarec" przypomina, że w rzeczywistości Lepper urodził się 13 czerwca 1954 r. Lili Galili przeprowadzała wywiad z Andrzejem Lepperem po polsku."

Miodzio, ale to zadna rewelacja. To, ze Jedrzej Smaglolicy przybyl do nas z Czwartego Wymiaru wiedzialem nie od dzis. Sladami Stana Tyminskiego do nas przywedrowal zapewne. A to, ze wywiad przeprowadzono z nim po polsku uwazam za wyjatkowo wredna szykane ze strony zydowskich publikatorow.

W kontekscie Smaglolicego wiele sie mowilo o Goebbelsie i goebbelsowskich wzorcach. Wszystko to byc moze, ale ja od dluzszego czasu zauwazam tez inne podobienstwa i korzenie, widoczne w wielu jego wypowiedziach (m.in. w w/w wywiadzie). Takie samo austriackie gadanie i totalny brak odpowiedzialnosci za slowa cechowaly i cechuja innego Wielkiego Trybuna Ludowego, speca od elektryki, plotow i siekierek. Zapewne Wielcy Trybuni Wszystkich Polakow juz tak maja. Baron Münchausen to po prostu szczeniak, on sie tylko sam za wlosy z bagna wyciagal.

wtorek, 25 maja 2004
Myslenie magiczne

Fajnie jest, Bush bedzie zlo odczynial. Wyrwie murom zeby krat i od razu bedzie lepiej. Na pustym powieziennym placu marinesi zasadza drzewka pokoju , a sprowadzony Szaman plemienia Navajo odtanczy taniec deszczu, ktory to deszcz zrosi skapana w ogniu iracka ziemie. Zespol Gaweda odspiewa "Pust' wsiegda budiet solnce" i "We are the world", po czym nastanie powszechne braterstwo i pokoj na Ziemi. Baranek spocznie kolo Lwa, a wzruszony i skruszony Ben Laden wysle ofiarom WTC swiateczne pocztowki dzwiekowe ze swoim nagraniem ("Imagine" byloby dobre, moim zdaniem)

Kazal Franz ...

Kazal Franz gabinet cieni robic, no to bierzmy sie  za to : 

Tebe na premiera, to chyba nie podlega dyskusji ? Lizu lizu lizu … PPP - Premier Ponad Podzialami. Premier Prawiewszystkich Polakow. I tak juz na nim wszyscy psy wieszaja, wiec nie ma nic do stracenia, a poza tym krytyka nie psuje mu dobrego samopoczucia.

Franz Maurer na pewno by chcial zostac szefem MSW. Wiadomoczemu. Nie dosc, ze nazywa sie odpowiednio, to jeszcze chyba lubi grzebac sie w dyskach tfardych i mietkich. A poza tym lubi monitorowac.

Xionc bedzie od Edukacji. Bo tak ma byc, xiondze maja nauczac.

Tobry – Infrastrukture dostanie. Juz buduje przejscia dla zwierzat pod autostradami, wiec w zasadzie wejdzie z marszu.

Redaktork6 – Informacja i propaganda. Doswiadczenie w redaktorowaniu juz ma.

Profesorkind – Nauka. Bo profesor i bo kind, wiec bedzie mozna mu kase wyciagac.

Coffeeholic sie zajmie gospodarka , bo juz ma firme wiec wie, co i jak.

Istraj zajmie sie zdrowiem, to se odpocznie po ostrych dyzurach. Odsypiajacy minister zdrowia to skarb, bo nie majstruje w Systemie i wszystko moze sie toczyc po swojemu.

Judge Bott bedzie sie zajmowala sprawiedliwoscia.

Kura domowa niech pilnuje finansow. Nikt tak nie skapi kasy, jak kury domowe.

Eurogaj bedzie nas integrowal z Europo.

Kropka niech sie zajmie szeroko pojeto, wicierozumicie, kulturo. Bo kulturalna jest i ma meza, co go w telewizji pokazywali.

Wiedzma kostropata niech sie zajmie opieka spoleczna i ubezpieczeniami. Sie jej bedom bali, to nikt nie bedzie lapy po nie swoje wyciagal.

Tanczaca w deszczu w sam raz pasuje do ochrony srodowiska. Bedzie dbala, zeby te deszcze nie byly zbyt kwasne.

Pangloss niech zajmie sie rolnictwem. Jego optymizm bedzie dobra rownowaga dla wiecznego chlopskiego narzekania.

A ja, znaczy Stary Werter, bym chcial sie Sprawami Zagranicznymi zajac. Z powodu, ze nie znam juz zbyt dobrze realiow polskich, ze lubie jezdzic za granice i ze tez mi sie cos nalezy. A poza tym tez umiem tak sie ustawic na dowolnie wskazanych schodach, ze nie wiadomo, czy wchodze czy schodze.

-------------

Jesli sa jeszcze jacys chetni, to niech sie zgaszaja, zeby nie bylo, ze ktos nie dostal i czuje sie  pokrzywdzony. Tek i foteli starczy dla wszystkich. Skrocone siwi i listy motywacyjny prosze skladac w komentarzach.

--------

Uzupelnienia biezace :

Pangloss zostaje dodatkowo Bardzo Szara Eminencja i Koordynatorem do spraw Swietlanej Przyszlosci.

Oyster, czyli  Arbitralna – obejmie teke Ministra Rownego Statusu Kobiet i Mezczyzn.

Ele.Gancki bedzie Ministrem Wykwintnego Stylu Zycia. I rownoczesnie Prezesem Komitetu Turystyki.

Atomic24 chcial, to zostal prezesem NIK - Narodowego Instytutu Ksiezycologii.

poniedziałek, 24 maja 2004
Kluska premierem

Na taki superpomysl wpadla ogarnieta panika Partia Swoich Ludzi. Nie zebym nie lubil pana Kluski, nie chodzi tez o to, ze wierze w powodzenie  pomyslu. Ale rozczulilo mnie co innego -  wg sondy Onetu prawie polowa ankietowanych uwaza, ze to dobry pomysl. Zadziwiajace, jak bardzo nam sie podobaja rozne wyciagane z kapelusza kroliki. Wazne, zeby byl czlowiekiem sukcesu, zeby byl znany z przekaziorow i zeby byl swoj. Taki swojski krolik lub krolica  z miejsca moze zostac Mezem Opatrznosciowym (lub Opatrznosciowa Zona), a niektore kroliki czasami nawet zaczynaja w to wierzyc. 

A dalej -  piekny tekst o wiejskich wyborcach rozdartych miedzy peezelem a samozagladom. Jak sie czyta te przedwyborcze "przemyslenia", to sie po glowie kolacza  takie wielce niedemokratyczne mysli o wprowadzniu jakichs ograniczen  prawa wyborczego. Na edukacje moze po prostu nie starczyc juz czasu.

Na szczescie oprocz prasufki przejrzalem sobie kilkanascie bloxow i to mnie jakos wyprostowalo – nie jest tak zle, zyja jeszcze jacys w miare normalni ludzie - myslacy i dowcipni.

Marudzenie jajakopolskie

I jeszcze jedno zrzedzenie. Gdy sie odwiedza Polske niezbyt czesto ale w miare regularnie, to widac, ze wszystko ciagle sie zmienia  i to w dodatku na lepsze, co ma sie nijak do obrazu , ktory rysuje sie po lekturze prasy i listow od znajomych. Moze inaczej – to, co zalezy od gmin lub panstwa wegetuje sobie na poziomie zblizonym do poznej komuny, natomiast  to, co zalezy od inicjatywy ludzkiej, mimo ogolnego burdlu i przepychanek, rozwija sie i to calkiem niezle. We Francji tych zmian nie widac, a jesli juz, to niekoniecznie sa to zmiany na lepsze. Bogaciej i cywilizowaniej maja, to jasne , to co ma dzialac – dziala, ale calosc sprawia nienajlepsze wrazenie. Gdy sie rozmawia z ludzmi, to czuc  jakis taki psychiczny marazm i dodupizm, mimo powszechnej aktywnosci i widocznego dobrobytu. Musze przyznac, ze troche mnie to dowartosciowuje, jako Polaka. Swoja droga, Jajakopolactwo dopadlo mnie dosc niedawno - przez dlugie dlugie lata przynaleznosc narodowa , jako efekt przypadku, traktowalem dosc niefrasobliwie. Dopiero za granica okazuje sie, ze niezaleznie od checi i dzialan swiadomych  jest sie zawsze okreslanym i ocenianym jako przedstawiciel swojej wspolnoty pierwotnej. Okazuje sie tez, ze nawet jesli jest to nieswiadome, reagujemy czesto "po swojacku", czyli stosownie do dzwiganego bagazu i nasiaknietej skorupki. Nawet jesli nie chcemy sie do tego przyznac. Nie jest to bardzo dobra wiadomosc, ale coz – trzeba sie chyba z tym pogodzic i zadbac, by w tym bagazu nie bylo zbyt duzo slomy i brudnej bielizny. Wypieranie sie go daje efekty zalosne.

Nie mniej zalosne sa dzialania Skrajnych Jajakopolakow. Mialem niedawno okazje poznac osobiscie, chyba po raz pierwszy w zyciu, osobnika, ktory naprawde uwaza, ze UE to dla Polski nieszczescie na skale rozbiorow (albo jeszcze gorzej, naprawde), ze Polacy to naprawde narod Bohaterow, Orlow i Aniolow, naprawde otoczony przez samych odwiecznych wrogow, przed ktorymi nalezy sie bronic wszelkimi sposobami i jesli sie uda – zniszczyc lub zdominowac. I nie dac sie tym pederastom, zoofilom, aborcjonistom i eutanazistom. Ani ciubarykom, zapijaczonym, zdegenerowanym i brudnym kacapom. Ze o sprzedajnych pepikach, asfaltach, czarnuchach i innej zarazie nie wspomni. I ze naprawde "tylko pod Krzyzem, tylko pod tym znakiem, Polska bedzie Polska a Polak Polakiem". I ze naprawde bylaby Rajem na Ziemi, gdyby nie knowania wiadomokogo z wiadomokim. I nie byl to zaden gumofilc ani lysol. Po piewszych rzuconych uwagach pomyslalem, ze zartuje. Potem – ze tak tylko sobie marudzi. No i odpowiedzialem po swojemu. Dopiero gdy sie okazalo, ze zadne z nas nie zartuje – zaczela sie krwawa jatka, ktora trwala chyba z godzine. Niby smiesznie bylo, bo jatka byla tylko slowna, a poza tym, jak kazdy - lubie sobie czasami pokopac lezacego, ale tak naprawde to opadlo mi wszystko, nie tylko rece.

Puenta rozmowy o anielskosci i lepszosci Polakow przyszla niespodzianie i poniewczasie : przed chwileczka przeczytalem o pewnej Matce Polce z opolszczyzny. Przytoczylbym, ale nie mam sil ani ochoty.

Zrzedzenia turystyczne

Paryz, Paryz i po Paryzu. Ajfla stoi na swoim miejscu, inne Bardzo Znane Miejsca tez. Pytanko sie nasuwa, czy warto bylo spedzic prawie dwa dni w aucie, zeby sie o tym przekonac po raz kolejny, pod pretekstem, ze po Wielkim Powrocie bedzie znacznie dalej i drozej . No, plusem dodatnim jest to, ze sie Pani Werterowa ucieszyla i ze Mlodziaki na od dawna obiecana Ajfle wjechaly i ze sie przekonaly naocznie i nanoznie, ze Paryzewo to duze miasto. Po "naszym" malutkim, prowincjonalnym i sehr gemütlich kraiku Francja chyba bedzie im sie jawila , jak cos w rodzaju Rosji czy Stanow, jako kraj , w ktorym wszystko jest wielkie, zatloczone i bardzo oddalone od siebie. Ciekawe, czy wieksze wrazenie zrobila na nich Ajfla, Wersal, metro czy Megasklep z zabawkami ;-). Ja oczywiscie zapamietalem glownie kilometrowe kolejki do zwiedzenia czegokolwiek, ponure twarze w metrze, wolna amerykanke na jezdniach i jakis taki ogolny balagan i przybrudzenie. Po raz kolejny przekonalem sie, ze trzydziesci pare tysiecy ludzi w naszej wychuchanej "metropolii" (oczywiscie poza godzinami szczytu) jest maksymalnym natezeniem cizby, jakie jestem wstanie zniesc bez popadania w depreche, a idealem jest nasza submetropolitalna wiocha, w ktorej wszyscy sie znaja i mowia sobie dzien dobry, a zdobycze cywilizacji i kultury sa w bezpiecznej kilkunastokilometrowej odleglosci. Po raz kolejny przekonalem sie tez, ze turystyka "zaliczeniowa", a zwlaszcza zwiedzanie miast, to nie jest to, co  Stare Wertery lubialyby uprawiac.  Stare Wertery lubiejo poznawac powolutku i stopniowo kraj, w ktorym mieszkaja przez jakis czas. I najlepiej, gdyby okolica ta nie zawierala wiekszych skupisk ludzkich. Chyba pojde sie leczyc - podobno mizantropia jest uleczalna ;-)

środa, 19 maja 2004
Smieszno i straszno ...

W Wielkiej Niewiadomej Powrotowej jedynym elementem pewnym jest koniecznosc zarejestrowania tzw. dzialanosci gospodarczej.  Dlaczego akurat ja, ktoremu rowno zlewaja sie w jedno wszystkie wazne skroty typu NIP, PIT, CIT, VAT, ZUS i inne podobnie brzydkie trzyliterowki. Przeciez po to wlasnie wybieralem przed laty Ciekawy Zawod, zeby moc w glorii i chwale pasozytowac na zdrowym ciele roznych narodow swiata. Kurna, chyba cos nie halo. Nie tak sie umawialismy.

Zeby bylo smieszniej, Kawoholiczka zaserwowala dzis taki tekst, ze przez chwile gotow bylem przyjac prace pomocnika pucybuta, byle tutaj. Mysle, ze podobny efekt psychologiczny mialoby puszczenie w transatlantyckim samolocie ciekawego dokumentu o wielkich katastrofach lotniczych ;-)

Dziekuje Ci, Coffeeholic, kiedys Ci sie odwdziecze ;-)

No nic to, za to na dlugi lykent jedziemy sprawdzic, czy wieza Eiffla nadal stoi. Cztery dni bez czytania wiadomosci i optymistycznych wpisow. Ufff ....

Marudzenie Ciekawego Czlowieka

Dzis rano w klasie u Mlodziaka bylo spotkanie z Ciekawym Czlowiekiem  - czyli ze mna ;-)

Przez trzy kwadranse opowiadalem o swoim Ciekawym Zawodzie i co z niego wynika. Milo bylo, az sie zdziwilem, bo nie wierzylem, ze dziatwa bedzie w stanie to wytrzymac, a tu prosze – mlodz siedziala spokojnie, lykala wiedze, zadawala bez przerwy pytania, cieszyla sie slajdami. Co prawda Pani Uczycielka mowi, ze to wyjatkowo spokojna i mila klasa, ale moim zdaniem to sa normalne dziewieciolatki wyrastajace w przyjaznym srodowisku. Nie musze mowic, ze Mlodziak byl dumny, jak paw i nawet dal wyraz swemu zadowoleniu, co sie rzadko zdarza ;-)

I tylko potem, w drodze do Ciekawej Pracy, taka refleksyjka nieduza mnie naszla – gdzie jest blad ? W ktorym momencie i dlaczego cala ta idylla idzie sie j... i zaczyna sie Sajgon ? Bo tutejsze gimnazja to tez bywa niezla dzungla, moze nieco inna niz polska, ale tez fajoska.

No i zaraz potem – kolejna biegunka myslowa, czyli wariacje na temat  "co to bedzie, co to bedzie ?" Za szesc tygodni Wielki Powrot, dla nas wszystkich Wielka Niewiadoma a dla Mlodziakow w dodatku pierwszy w zyciu kontakt z prawdziwa polska szkola – nieco mniej "user friendly", niz tutejsza. Mloda jest bardziej plastyczna, ale Mlodziaki sa, delikatnie mowiac, silnymi indywidualistami i obawiam sie, ze bedzie ostro iskrzylo.  Nic to - pocieszam sie - co ich nie zabije, to ich wzmocni, ale sam nie bardzo w wierze w te samopocieszanki. Moze dlatego, ze mam zbyt dobra pamiec :-(

wtorek, 18 maja 2004
Szkola

Juz sie sprezylem, zeby pozrzedzic na calego na temat szkoly w ogole, a polskiej szkoly w szczegolnosci, a tu bec – jak raz artykul w Polityce pt. "Szkola w Oslej Lawce" http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1162964&M=RA&MP=1 . No i dzieki temu nie bede sie strzepil po proznicy, bo moglbym w gruncie rzeczy tylko pare smakowitych anegdot  dorzucic - w zasadzie wszystko zostalo juz napisane, choc i tak bardzo lagodnie.

Polska  szkola to jest temat, z ktorego wieje groza, o czym mozna sie przekonac chociazby przegladajac gazetowe fora (chociazby glowne forum "Edukacja" http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=33 , choc nie tylko). A juz jednym z najbardziej ponurych miejsc polskiego netu jest chyba forum "Prawa i obowiazki uczniow" http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14486 , cieszace sie wielka popularnoscia wsrod nauczycielskiej braci, zalozone przez pedagoga (?), ktorego jedna z dewiz jest "Szkola nie jest po to, zeby ja lubic. Szkola jest po to, zeby ja skonczyc". BINGO. (Ten ostatni kwiatek zostal zerwany przez przypadek i na chybcika. Inkryminowane forum ma ich wiecej i to bardziej soczystych)

poniedziałek, 17 maja 2004
To se vrati

No i zadyma z okazji tegorocznego wydania "Matura-show" dobiega powoli konca. W Opolu pewnie jeszcze odbedzie sie jakas demonstarcja, ale juz spoko,bo przeciez trzeba sie pouczyc do dogrywki. Kwiat mlodziezy opolskiej napisze ja jeszcze raz (no i pewnie bedzie lagodniej traktowany ze wzgledu na traumatyczne przejscia. I w sumie slusznie) , bo nie bedzie mial innego wyjscia, winni przeciekow beda pociagnieci za odpowiedzialnosc (albo nie), kuratora sie zmieni, bydgoski nauczyciel-gapcio zmieni zawod (albo nie), niezlapani oszusci w innych wojewodztwach odetchna z ulga. Replay za rok.

Tylko po co  to wszystko ? Po co organizowac co roku te gigantyczna hucpe ? Bardzo bym chcial, zeby ktos wykazal mi korzysci plynace z pisania tego czegos, oprocz wspomnien.

No i bec, tak jakos mi sie skojarzylo, ze to jest jak zakladanie obozow pracy po to, aby Ci, co przezyli mogli wspominac dzien wyzwolenia i zeby mogl powstac greps "Ech Dachau, to se ne vrati".

Wszyscy chlopcy z Albatrosa

Nic na to nie poradze - lubie czytac wiadomosci o bylym Prezydencie Warszawy, Pawle P. Kolejne wiesci o jego sukcesach na rynku nieruchomosci, takie jak ta dzisiejsza , ( http://info.onet.pl/920838,11,item.html ) nastrajaja mnie optymistycznie i czuje sie wtedy jak mlody pangloss, a nie jakis stary werter. 

I zawsze przypomina mi sie wtedy taki piekny wiosenny dzionek sprzed lat, gdy wraz z kilkoma innymi bojownikami Nielegalej Organizacji Studenckiej udalismy sie na nadwislanskie bulwary, w celu znalezienia , zakupu i konsumpcji Deficytowego Napoju Chmielowego. Przy okazji dalismy wyraz  swojej niezgodzie na obowiazujacy program studiow , czyli pryncypialnie zbojkotowalismy cala serie wokolpoludniowych wykladow. (dla porzadku zaznacze, ze Przyszlego Prezydenta z nami nie bylo – nie ten rocznik i nie te studia, ta anegdota nie jest o nim).

Poniewaz dwa pierwsze etapy naszej akcji przebiegly nadspodziewanie gladko, usadowilismy na trawce w okolicach bodajze Albatrosa (albo innego obiektu strategicznego, nie pamietam, w kazdym razie z widokiem na Most Syreny) i przystapilismy  do niespiesznej relizacji etapu trzeciego. Wiosenne sloneczko, udany bojkot wykladow, poczucie niezwyciezonosci i niewtapliwego bohaterstwa (Nielegalna Organizacja wlasnie sie odradzala i rosla w sile), swiadomosc bliskiego konca komuny, bliskosc wakacji  oraz Nektar Chmielowy – wszystko to wprawilo nas w nastroj euforyczno-figlarny.

W pewnej chwili Nadwislanskim Bulwarem przejechal czerwony Jaguar. Prawdziwy, piekny, bezczelnie wybijajacy sie z przykurzonej cizby maluchow, polonezow i oplo-fordo-mercow o niewatpliwie lawetowej proweniencji. Nalezal zapewne do przedstawiciela klasy , ktora juz za dwa-trzy lata miala stac sie klasa wiodaca, o czym jeszcze wtedy nikt nie wiedzial. Wtedy jednak nikt z nas nie widzial w nim sojusznika w walce z komuna, nikt nie dostrzegal tego smialego wyzwania rzuconego komunie w ogole, a urzedom skarbowym w szczegolnosci. Dominowalo w nas zdrowe proletariackie uczucie zawisci, stlumione jednak sloneczkiem, Chmielowym Nektarem i innymi, wymienionymi wyzej czynnikami.

Kiedy juz nas minal i zniknal , jeden z Bojownikow rzucil "Eeech, zobaczycie, jeszcze przyjda czasy, ze wszyscy chlopcy z NZS-u beda jezdzili takimi Jaguarami". Wszyscy wybuchnelismy gromkim smiechem, takie to bylo smieszne i absurdalne.

Tja ...
Proste rozwiazania

No i znowu zabradiazylem w Internecie. A tam - sami specjalisci. Radykalni zwolennicy prostych i radykalnych posuniec w celu zeby bylo lepiej. Wymienie kilka z nich (z roznych dziedzin) : zmniejszyc podatki, udzielic skutecznego wsparcia, zostawic tylko na wojsko, sady i  policje, prowadzic polityke prorodzinna, sprywatyzowac szpitale i wszystko, dofinansowac szkoly i naukowcow, wprowadzic kare smierci, wyrzucic wszystkich urzednikow, wycofac wojska, jebnac atomufkom.  I takie tam rozne.

I powtorze za (chyba) Woody Allenem, ktory to W.A. cytowal podobno jakiegos starego rabina (choc mysle, ze sam to wymyslil) : "Kazdy skomplikowany problem ma jakies jedno proste rozwiazanie i ono nigdy nie jest dobre".

Marudzenia

Fajowo - bylem dzis swiadkiem, jak dwie osoby niszcza sobie wzajemnie zycie. Po krotkim okresie wzajemnej fascynacji, juz przy pierwszych "schodach" wszystko poszlo sie wiadomo co i tak juz od 3-4 lat maszeruja sobie ramie w ramie przysrywajac sobie do taktu. Jak dlugo jeszcze ?

No i sprawa Wielkiego Powrotu. Oprocz roznych drobiazgow przyziemnych, jedna kwestia , jak wielka czarna chmura : juz zapomnialem o zdrowych odruchach, zeby na widok grupki lysych mlodziencow raczej zmienic chodnik. Nic  to - raz dwa sie przyzwyczaje i stare nawyki wroca , ale co ze szczylkami ? One tego w zyciu nie widzialy, wiec nauka moze byc dosyc bolesna ...

piątek, 14 maja 2004
Idealisci, Ideowcy

Sa sola tego Swiata, tabunem plag egipskich i biczem bozym. Sa to ludzie o goracych sercach i czystych rekach, ludzie cierpiacy z powodu Zla i czynnie to Zlo zwalczajacy. Pierwszy krok na drodze ku Idei to konstatacja, poczyniona zazwyczaj w mlodym wieku, ze Swiat jest zly i pogmatwany. A przeciez powinien byc dobry i prosty. I poniewaz sa to jednostki wybitne, po jakims czasie juz wiedza, dlaczego Swiat jest zly. Wiedza tez, jak  powinien wygladac Swiat Dobry. Malo tego - wiedza tez, co  i jak nalezy zrobic, by ten zepsuty Swiat naprawic, a oprocz tej wiedzy maja tez przekonanie, iz da sie to zrobic. Maja tez niezachwiana wole walki o Lepsza Przyszosc, o to, zeby ludziom bylo lepiej i zeby oni sami stali sie lepsi. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Sa to Zbawiciele, Prawdziwi Humanisci, Ludzie Czynu, a na domiar zlego maja to cos duzego na "Ch", czyli charyzme. Poniewaz ich recepty sa proste, wiec Naprawa tez powinna byc prosta i szybka, a to pociaga. Skoro idealem ma byc rownosc i bezklasowosc, nalezy klasy zlikwidowac , a co wystaje, zrownac. Najlepiej z ziemia.  Skoro najlepiej zyc tak, jak zyl Prorok 1380 lat temu, to nalezy wszystko, co wystaje, odrabac, wyciac i spalic. Skoro recepta na wszelkie zlo jest Czystosc Rasy i  Dyscyplina, nalezy zlikwidowac wszstko, co dekadenckie i antropometrycznie nieidealne. Skoro przyszloscia jest Krolestwo Powszechnej Milosci, droga do owego Krolestwa jest likwidacja  wszystkiego, co ta Miloscia nie jest i tych, ktorzy nas nie miluja. Skoro celem Historii (ktora zreszta dobiega konca) ma byc nasz liberalizm i nasza cywilizacja, skuteczna, dobra, cool i demokratyczna, nalezy te wartosci szerzyc wszelkimi srodkami, nie baczac na opor dzikusow. Jak widac, swiat moze byc dobry na wiele sposobow, tylko nie nalezy sie wahac i hamletyzowac. Po jakims czasie Idealisci widza, ze nie jest latwo, ze wokol popiol i zgliszcza, jak okiem siegnac, a Pan B. ma coraz wieksze klopoty z rozpoznawaniem swoich. Niektorzy opuszczaja rece, inni zaciskaja zeby i brna dalej do celu, nie baczac na nic. A gdy wreszcie znikaja (lub sa zniknieci), na ich miejsce wskakuja inni Idealisci, calkiem nowi i swiezy, w nowym, lepszym opakowaniu i z nowa, rewelacyjna formula wybawiajaca. Po uzupelnieniu strat w ludziach i wyczyszczenu pamieci zaczyna sie nowe naprawianie Swiata.

Upupianie Pana Jacka

W Tygodniku Powszechnym stara, niepublikowana dotad rozmowa z Kaczmarskim : 

 http://tygodnik.onet.pl/1548,1163220,1,dzial.html 

Rozmowa, jak zwykle, wazna. Na samym poczatku cytat : "Ktoś kiedyś powiedział, że ludzie posługujący się rozumem widzą życie jako farsę, ci zaś, którzy odczuwają je sercem - jako tragedię." To pewnie dlatego zycie wyglada jak dupczenie tygrysa : "smieszno i straszno".

 Na szczescie juz przycichlo Wielkie Upupianie Pana Jacka. Bard, barda, bardowi, bardem, o bardzie ! Bard Solidarnosci oczywicie, na wypadek, gdyby ktos nie wiedzial. Wszystkie protezy i gotowce jezykowe brzmia glupio, ten "bard solidarnosci" jest jednak wyjatkowo beznadziejny. Upupionych "Murow" nie moglem sluchac przez kilkanascie lat, dysonans miedzy trescia a choralnymi jekami  wydawanymi ku pokrzepieniu stad byl zbyt silny. Chyba z tego powodu nie poszedlem nigdy na zaden jego koncert – Kaczmarskiego moge sluchac tylko gdy jestem sam (no, moze z wyjatkiem kawalkow ludycznych i "bojowych").

wtorek, 11 maja 2004
Pamietacie, jak bylo fajnie ?

Niewiele rzeczy tak mnie zlosci jak Peerelonostagia. I nie mam tu na mysli teknoty wyrazanej przez zredukowanych gornikohutnikow czy zrownanych z ziemia chlopow i pegerowskich parobkow. Ich mozna w zasadzie zrozumiec.

Ale nie, najbardziej propeerelowsko mizdrza sie ludzie podobno inteligentni, wyksztalceni i zamozni, masturbujac sie wspomnieniami o sofixach, trzydolarowej brandy i dzinsach z Pewexu lub Odry, podchodach z cenzura i  milicja, listach spolecznych i kolejkach po wizy, pieluchy, pralki  i inne luksusy. I o barach melcznych. Moj Boze, jakiez one wspaniale byly ! Tak wspaniale, ze uznano, iz wlasnie mlecznym barem najlepiej sie Francuzom dogodzi  :

http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,2064039.html

A ci wredni Franole co ? Ni cholery nie docenili. No jak mozna nie zagustowac w naszych  leniwych konsumowanych aluminiowym sztuccem  na laminowanym stoliczku, wsrod podniecajacych aromatow starej scierki  i zjelczalego mleka ? Czyby do nas nie dorosli ?

"No ale przynajmniej kulturalniej wtedy bylo". Tja, o uduchowieniu tamtych pieknych czasow wspomne moze innym razem ...

Swiete oburzenie 2
Zeby bylo jasne : legalne jest tez donosicielstwo, prostytucja i uprawianie polityki, a lista czynnosci teoretycznie zabronionych lecz uznawanych za "spolecznie nieszkodliwe" jest jeszcze dluzsza. Wybor  nalezy do Ciebie.
Swiete oburzenie

Sad i prokuratura uznaly, ze kupowanie magisterek i innych prac dyplomowych jest legalne. I bardzo slusznie uznaly, bo nie bardzo widze mozliwosc scigania osob, ktore pisza teksty na zlecenie.

Kolegium Rektorow wyrazilo oburzenie. Kolegium Rektorow moze wyrazac co chce do utraty tchu, ale moze by tak najpierw zajelo sie sprzedawaniem dyplomow, czyli rozwijaniem rozmaitych form "studiow", malo absorbujacych, ale za to platnych. Mogloby tez zwrocic uwage swoim kolegom luminarzom, ze ich psim obowiazkiem jest prowadzenie prac magisterskich czyli miedzy innymi sprawdzanie postepow w ich pisaniu. Chetnym pomagac, a nieukow i sprawnych inaczej kasowac.

Tak przy okazji przypomnial mi sie artykul z "Magazynu GW" (ho ho, kiedyto bylo ?) poswiecony wlasnie zawodowym "magistrantom". Jeden z nich wspominal, jak  przygotowujac sie do napisania kolejnej magisterki  postanowil zapoznac sie z nowym podrecznikiem wlasnie wydanym przez promotora swojego klienta i jak znalazl w nim obszerne ustepy innej magisterki,  ktora napisal kilka lat wczesniej dla innego klienta. Oczywiscie bez cytowania, bo po co. Mysle, ze warto byloby uprawiac ten zawod wlasnie dla takich chwil.

Droga kadro wysokouczelniana, jest tyle innych zawodow, w ktorych mozna sie kurwic i robic przekrety za znacznie wieksze pieniadze. Dlaczego robicie z siebie dziadow za sumy, ktore budza smiech w kazdym szanujacym sie wlamywaczu, ze o "byznesmenach" nie wspomne?

 
1 , 2