piątek, 10 listopada 2006
Tempora mutantur ?

Etam, wcale nie tak mutantur, ani my nie mutamur in illis. I bardzo dobrze, bo dzięki temu stare dobre dowcipy są nadal aktualne. Z niewielkimi zmianami.

 

 

 

- A na tym zdjęciu to kto ?

- A taki jeden. Giertych się nazywał.

- Dziadku, a kim był Giertych ?

- Oj, to bardzo zły człowiek był, Jasiu.

- A tu na tym zdjęciu to chyba Ty, Dziadku ? Dlaczego rękę tak podnosisz ?

- Bo ja mu mówię „Hola, hola, zły człowieku !”

 

Powyższy wpisik dedykuję dziarskim  uczniom Zespołu Szkół nr 1 w Tychach, ze szczególnym uwzględnieniem Marcinka Semika. I innym wygolejeńcom.

 

Stary Werter

 

czwartek, 09 listopada 2006
Ludzie uczciwi

 Bolszesław ogłosił przed nadchodzącymi wyborami, że wyciąga rękę do Ludzi Uczciwych. A kto jest Ludziem Uczciwym, o tym zadecyduje Bolszesław. Oni na przykład raczej nie są uczciwi, do nich wyciągnie się rękę nieco inaczej.

Siemi przypomniał rok 1981 : „Jak długo wyciągnięta ręka ma napotykać zaciśniętą pięść?” łkały „Trybuna Ludu”, „Żołnierz Wolności” i Telewizja Polska. Ech, łza sie w oku kręci ...

 

Jednak Stary Werter

 

piątek, 03 listopada 2006
Niespodziewane skutki autolustracji ...

... miłościwie nam premierującego Bolszesława.

Bolszesław prawdopodobnie podczas porannego golenia*) stwierdził, że en face to jeszcze jeszcze, ale profil to już nie bałdzo ... Siakiś taki mało przywódczy (?). W związku z powyższym ustanowił i ustami swych dworzan obwieścił, że „nie ma potrzeby robienia zdjęć premierowi z profilu” . I że to jest taka normalna demokratyczna praktyka. Mniodzio.

 Odmłodniały Gwałtownie Werter

 PS : Onetowi dziękujemy za wybór zdjęć. Choć i tak uważam, że równie bardzo „nie ma potrzeby” robienia Bolszesławowi zdjęć en face (o tu tu tu o), a jeszcze bardziej „nie ma potrzeby” robienia zdjęć Bolszesława na tle pisoskiego logo ;-) No to co kurnaszjego pokazywać ? Czy tylko zdjęcia z dzieciństwa, odpowiednio podretuszowane ?

Wniosek : może by tak panowie dziennikarzowie w ogóle na jakiś czas odpuścili fotografowanie (i przepytywanie) Bolszesława i poczekali aż sam w łachę przyjdzie.

 -----------------------------------------------

 *) jest to interpretacja korzystna dla Bolszesława. Niekorzystna wymagałaby założenia, że Bolszesław spędza czas przyglądając się sobie  przed lustrem ...

  

czwartek, 02 listopada 2006
Atak Określonego Kręgu

Wdałem ci się ja niedawno na pewnym poczytnym polit-blogu w dyskusyjkę  na temat Hubala i Powstania Warszawskiego, a ogólniej – na temat opluwania Naszej Historii przez „Gazete Wyborczą”. Znaczy mój dyskutant twierdził, że GW, jako wyrazicielka Określonych Kręgów, opluwa i przeinacza, sugerując, że Polacy nieustająco mordowali Żydów i wysyłali cywilów na niepotrzebną śmierć. Broniłem GW i Określonych Kręgów, a tu nagle Makoski nusz w plecy mi wraził. Okazało się, że obiektywnie Makoski też jest Określony Krąg, nie wiadomo czy nie gorszy od Gazety. Bo on subiektywnie sugeruje, że podczas gdy Polacy mordowali Żydów, to za Polaków z bolszewikami musieli walczyć Murzyni.  No i co z robić z takim Elemętem ? Moim skromnym to zwykła samokrytyka nie wystarczy ...

 Obiektywnie Stary Werter

  

środa, 01 listopada 2006
Jak Polak z Polakiem

No nareszcie jakaś fajoska niepolityczna wiadomość z życia wyższych sfer, którą można czytać bez wstydu, że się człowiek jakimś tabloidem kala. Bo to nie żadne tam „Fakty” czy „Superexpressy”, tylko poważne gazety zajęły się sprawą. No bo tabloidowa sieczka to by była, gdyby jakaś gwiazdeczka drugiej gwiazdeczce sklepała buzieczkę lub osobistego i aktualnego narzeczonego przygruchała. A tu nic z tych rzeczy, nenene. Tu, Paniedziajszku, wyższe sfery intelektualne, śmietanka i salon, tu, proszę proszęjakogo, Wybitny Krytyk Wybitnemu Pisarzowi dał z liścia w obronie czci swej małżonki, na dodatek przy światkach i wyrażając  żal, iż nie żyjemy w czasach płaszczy, szpad, krócic, kodeksów i pojedynków. Oczywiście przy okazji wyszła na jaw tabloidowa nieudolność żurnalistów z Gazety i Dziennika (ano tak, bo i Jedyny Słuszny się tym zajął wczoraj) – żadna z obydwu gazet nie opisała , o co tak naprawdę poszło. Podobno między innymi o ten tekst, choć Bogiem a prawdą* , to w wyniku tego felietonu raczej Wybitny Krytyk mógłby spodziewać się bycia rękodzielnie sklepanym przez Wybitnego Literata niż na odwrót. Tak więc biedny nieobyty salonowo czytelnik musi się domyślać, że albo Wybitny Literat emablował Panią Wybitnokrytykową, albo Ją obraził, alboco. Może te poezje, co to On Jej czytał na peronie, były aż tak złe, że wymagały Naprawdę Ostrego Skarcenia ? A może były to dajmynato limeryki (albowiem Każdy Szanujący się Polski Literat musi tworzyć na poczekaniu  limeryki, a ten, jak wiadomo, muszą być pieprzne, gdysz inaczej nie są limerykami) i zbyt odważne się one wydały Wybitnemu Krytykowi, zwłaszcza w odniesieniu do Jego Małżonki ? No ale mniejsza o to. Tyle dobrego dla mnie z tego wynikło, że przy okazji  po raz pierwszy (ze wstydem to przyznaję) wczytałem się w felietony Wybitnego Krytyka i muszę przyznać, że bardzo misie. Na przykład ten, tu tu o. Ciekawe, swojo szoso, czy Rybiński zgadł, o czym napisze Autor i czy spodziewał się rękodzieł ? Zresztą mniejsza o Rybińskiego, Państwu polecam na odtrutkę lekturę Krytyka (w zalinkowanym felietonie kliknijta na „ zobacz wszystkie”). Pięknie pisze, pilchową frazą, aż dziwne, że co tydzień nie pada ofiarą jakiegoś Opisanego (na przykład dzielnej dziennikowej krytyczki z „Rymu do rondla” czy innej ,niemniej dzielnej,  telewizyjno-wprostowej, z „Bereza do Berezy” – czy one mężów nie mają, albo przynajmniej jakichś aktualnych osobistych doskakiewiczów, którzy by ich honoru bronili ?) .  Z tego między innymi powodu wynikła przerwa w werterowym blogopisatielstwie – lepiej bowiem czytać Krytyka niż pisać samemu różne pierdoły. Otco.  No ale czytanie się skończyło więc niestety wracają zrzędzenia

 Starego Wertera

 PS : A przed chwilą wyczytałem w komentarzach forumowych, że podobno Markowski sklepał Liberę za to, że ten zwyzywał jego żonę od agentek. Jeśli to prawda, to się Liberze należało jak psu kij. Ech, co za czasy.

--------

 *) tak, tak, droga młodzieży. Mówimy „Bogiem a prawdą” a nie żadne „między Bogiem a prawdą”. Za „między Bogiem a prawdą” powinno się wysyłać do poprawczaka, a przynajmniej na godzinne klęczenie na grochu w kącie. Albowiem poniewasz między Bogiem a Prawdą już nic nie ma, mili moi. Natomiast w/w powiedzenie pochodzi od „klnę się Bogiem a Prawdą” czy „przyrzekam na Boga i Prawdę”. Otco, kurna. Koniec wstafki dydaktycznej dla młodzieży szkolnej. Odmaszerować, jutro będę z tego odpytywał.

 --------

 

Dodatek specjalny:

Dzisiejszy „Dziennik” wydrukował oświadczenia obydwu rycerzy. No i wynikałoby z nich, że rzeczywiście, jak napisała Socjopatyczna Malkontentka, sklepany został nie ten, który powinien. Jak zwykle zresztą ( © by Inside vel Mój_blog).

poniedziałek, 30 października 2006
Są takie fajowsze (imiesłowne) dni

... kiedy świeci słąko, a taki przykładowy stary werter, wysławszy i zostawiwszy karbowych na świeżym wykopowym powietrzu, wróciwszy dodom i  dowiedziawszy się, iż dziś przypada 25-ta rocznica śmierci oraz 85-ta (+8 dni) rocznica urodzin Georges’a Brassensa, zapuszcza sobie rzeczonego Jubilata razporaz naokrągło, a napieściwszy zmysły światem, gdzie zakochani „dzióbkają” się na ławeczkach nie zwracając uwagi na krzywe spojrzenia świętych rodzinek, gdzie wyposzczony goryl rozprawicza się używając pewnego dorodnego sędziego i gdzie bywa, że podmiot liryczny staje taki malutki, gdy znajdzie się fejstufejs z laleczką, która zamyka oczy, gdy sie ją kładzie i mówi „mamusiu”, gdy się ją dotknie , postanawia (znaczy ów przykładowy stary werter) przypomnieć i podzielić się z czytelnikami tym światem, jest to bowiem świat fajowszy, bez  paranoików na urzędach, bez pajaców w opozycji, bez brunatnych wygolejeńców i wszelkiej maści kryminalistów przebranych za obrońców ludu ; co stwierdziwszy, przykładowy stary werter śmie twierdzić, iż piosneczki rzeczonego Wielkiego Georges’a  są wystarczającym powodem, byś się, młodzieży, uczyła francuskiego, bez tego bowiem skazani jesteście, moi młodzi przyjaciele, na tłumaczenia i inne erzatze i umrzecie ubożsi, nie wysłuchawszy oryginałów wyśpiewanych z najpiękniejszym fhranusskim „ehr” pod słońcem, przed czym chciałby was przestrzec życzliwy jak zwykle

Stahrý Wehrtèhre

A TU można posłuchać.

poniedziałek, 23 października 2006
Zbiegi ...

... okoliczności znaczy. Odsunęły mnie od mojego zajefajnego blogaska. A ściślej – skordynowany atak mojego netprowajdera oraz sił Ciekawego Zawodu. Oraz wielofalowego solenizantowania Pani Werterowej. A na koniec – zwykłego niechciejstwa.

Siakoś tak misie niechciao, ani o wiadomym eurodendrologu (polecałbym już raczej TO i TO, a tak swojo szoso, to eurofrankensteina musiał właśnie jakiś ocalały smok wawelski pokąsać, bo powszechnie wiadomo, że od smoczego jadu albo się umiera, albo idiocieje), ani o Gosiu-expressie (jedynej zrealizowanej inwestycji transportowej w Polsce), ani o dzielnych krynickich hotelarzach-samorządowcach, ani o niegdysiejszych szkolnych podbojach miłosnych kolejnego Prawego i Sprawiedliwego Ludowo-Narodowego(po prostu, takie prawo, taka sprawiedliwość, taki narodzik i taki ludek).

Ani nawet o tym, że, Paniedziejaszku, strach powiedzieć, ale ten cały, za przeproszeniem, Michnik, to wie Pan, ten wredny Żydokryptokomuch, to on, panie, tego, wutke pija w podejrzanym towarzystwie, podwładnych opierdala, i ten tego, no, przeklina. Jak szewc, Panie, na Ka, na Cha i na całą masę innych liter. Całkiem nie jak chumanistyczno-romantyczny bochater-intelektualysta, tylko właśnie jak jakiś pieprzony komuszy żulik. On wogle nie powinien był z komuno udawać że walczy i że siedzi, bo to jest jeden wielki Układ, ten cały Michnik. I pewnie też pedofil.

O. O tym właśnie misie niechciao. I o wielu innych rzeczach. Ani nawet czasu i możliwości nie miałem. Ale już mi przeszło. Znaczy niechciejstwo tylko mi przeszło, bo Ciekawy Zawód ciągle upomina się, skubany, o swoje. Będziem zatem walczyć.

 Stary Werter

  

środa, 11 października 2006
Apolitycznie.

Agencje podały, że norwescy naukowcy chcą szczelać do łosia-albinosa. Bo jest inny i będzie psuł populację, jeśli uda mu się wychędożyć jakąś niewybredną łosiczkę. To bardzo dobry pomysł jest, takie szczelanie, i należałoby go przeszczepić na nasz lucki grunt. Wyszczelac wszystkich nienormalnych, zostawiając tylko myszowatych ciemnych blondynów między 170 a 180 cm wzrostu, z mazowieckim wąsikiem, piwnym brzuszkiem, dziesięcioletnim Poldkiem i wykształceniem przedmaturalnym. Reszta do piachu. Niestety  nie wszyscy są tego zdania, łosie polskie stworzyły oddział szybkiego reagowania, który w ramach zemsty o małoco nie odszczelił pierwszego lepszego Norwega, który mu się nawinął, nie bacząc, że to nie żaden naukowiec, tylko derechtor browaru. Żródła milczą, czy w komandzie polskich łosi byli albinosi. Zebrał i skomentował dla Państwa Wasz

 Stary Werter,

 który musiał nastąpić.

 

piątek, 29 września 2006
Do PT Licealistów

Z zestawu najczęściej wystukiwanych fraz do wejść na mojego zajefajnego blogaska wynika, że nadszedł czas klasówek i wypracowań  z Wertera. Kochanieńcy. Zamiast szukać w Guglach różnych pierdół na tematy typu :

cechy wertera

dzieje werter

werter

listy wertera

stosunek wertera do dzieci

wertera

krytyka wertera

werter dzisiaj

cechy wertera

objawy wertera

cytaty werter

czytałem wertera

etapy życia wertera

losy wertera

problemy wertera

pytania do wertera

stosunek wertera do ludzi

stosunek wertera do życia

werter cytaty

zachowanie wertera

życiorys wertera

dziejów wertera

listy wertera

6 wertera

ballada a werter

byście po prostu wzięli te nieszczęsne „Cierpienia” i je w końcu przeczytali. Nie jest to może pasjonujące, ale i tak zajmie Wam to mniej czasu, niż czytanie w ściadze.pl źle lub wcale nie poprawionych wypocin średniorozwiniętych, a wielce zadowolonych z siebie prymusów.

Jeśli już musicie w Internecie, bo natenprzykład jesteście uczuleni na papier, to wejdźcie TU :

http://jezyk-polski.eza.pl/materialy/lektury/cierpienia_mlodego_wertera/cierpienia_mlodego_wertera.htm 

i nie zawracajcie sobie głowy jakimiś brykami czy innymi zrzędzeniami. Wasz

 Stary Werter

PS : Nie dziekujcie, drobiazg, doprawdy ;-)  Wystarczy, że mi jakis młody literaturoznawca wytłumaczy łopatologicznie, jak sie robi te fajoskie linki wkomponowane w tekst, w których nie widać tych wszystkich przeszkadzajek typu http etc... Kiedyś wiedziałem, a teraz jusz mi się nie chce szukać. Dobranoc.

 

środa, 13 września 2006
Tempora ...

...niestety, urwałnać, mutantur. 

Właśnie wyczytałem w jakimś blogu, że pewnej studentce-stypendystce za granicą (znaczy osobie z niemalże wyższym wykształceniem i takimiż samymiż aspiracjamiż, a nie jakiemuś tam ladaco) rosyjski kojarzy się z kurwami i sprzątaczkami. Komuś innemu zaś z mafią.  No.

Nie żebym ganił, sieczepiał alboco, cototonie. Ale wolałem czasy (a może pokolenia ? towarzystwa ? no tak, wszak jestem tą, no, łże-elitą i zgredziałym wykształciuchem ex-mokotoskim), gdy rosyjski się kojarzył z Wysockim, Okudżawą oraz pijackimi i błatnymi piosneczkami. Kiedy dowcip bywał śmieszniejszy, jeśli zawierał choć jedno zdanie po rosyjsku. Eeech ...

Ech raz, da jeszczio  raz, jeszczio mnoga, mnoga raz ...

Oczień Staryj Wierter

wtorek, 12 września 2006
Wyjechani za granicę bałwaństwa

Link do tekstu, który wyprowadził mnie z równowagi bardziej niż jakiekolwiek doniesienia ze sceny politycznej :

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,75055,3608616.html

 

Biedny dziubdziuś, ma już 27 lat (toszto, paniedziejaszku, prawie nad grobem stojący starzec), AŻ pięć lat doświadczenia zawodowego (ho ho ho) jako informatyk. No i, kurdebalans, tylko 7 kawałków miesięcznie razem z małżonkom. Stary, bo aż siedmioletni , paniedziejaszku, samochód, mieszkanie nie własne tylko cudze za piniondze, noszkurwamać, poruta i bryndza. Nic tylko się urżnąć z rozpaczy, pierdolnąć tym wszystkim i wzionść wyjechać gdzieś tam, dajmynato, na Zachód, na ten przykład, o.

 

A tam na Zachodzie, przyhołubiom, przytulom, domek dadzom i bryke nowom co rok (ale takom, wicie, niebylejakom, bo bylejakimi siem brzydzimy), pracę godziwom i, ciekawom, takom wiencej rozwijajoncom i z pszyszłościom. I laptopa i cyfrufke. No i  tesz ze siedem kawałkuf albo i dziesięć, ale w eurosach i na twarz męską – damską. Dlatego muszem, Panie Redaktorze wyjechać stego syfu, bo sie tu , kurna , nie dorobie.

 

Jak śpiewał Wiadomokto : „Tam poeci kieszenie mają pełne dolarów i za szczęście ludzkości przelewają swój tusz”.

 

Kociaczku, sierotko boża, jedną radę mam. Pakuj się i czym prędzej wypierdalaj. W podskokach i gdziekolwiek. Albowiem tylko ostra tyrka na Zachodzie i kilka razów w dupsko mogą nauczyć Cię rozumu.

 

Stary Wkurwiony Werter

 

---------

 

A teraz już nieco spokojniej i gwoli wyjaśnienia :

 

Po pierwsze primo, nie mam nic przeciwko wyjazdom  na Zachód, ani nawet na Wschód, Północ, Południe ani nawet do Państwa Środka. Wyjazdom na studia, na zawsze, za chlebem, za szynką , za głosem serca, z powodu że Weltschmerz albo inna migrena. Nic a nic. Wręcz przeciwnie, gdyby to ode mnie zależało, każdy młody obywatel byłby prawnie zobowiązany do przynajmniej rocznego wyjazdu za granicę.

 

Po drugie primo : wcale nie uważam, że obecna fala wyjazdów jest jakąś tragedią narodową. Część zostanie, część wróci dorobiona (albo i nie, życie to niejebajka), wszyscy i tak będą dofinansowywać pozostawione rodziny albo wręcz inwestować. Na miejsce wyjechanych pojawią się inni, choćby i z zagranicy, a w niektórych branżach wzrosną zarobki (już wzrastają). Tak na marginesie dodam, że całym sercem popieram wyjazdy lekarzy i pielęgniarek, uważam też , że masowo powinni zacząć wyjeżdżać nauczyciele i inni – niezbędni, a systematycznie przez dziesięciolecia nabijani w butelkę przez wszystkie bez wyjątku rządy.

 

Po trzecie primo :  choć nie jestem wielbicielem miłościwie nam panującej kualicji, to uważam, że obarczanie jej odpowiedzialnością za aktualną falę wyjazdów jest, delikatnie mówiąc , nadużyciem. By nie powiedzieć skrajną głupotą, tym bardziej, że stosowanie zarzutów fałszywych osłabia wagę i wiarygodność tych prawdziwych i uzasadnionych. Każde dziecko wie, że z Polski wyjeżdżano zawsze (jak to z biednego kraju), a obecny pęd przybrał na sile już w połowie 2004, a teraz po prostu trwa.

 

Podsumowując : tak się złożyło, że poznałem dziesiątki ludzi, którzy wyemigrowali z powodu rzeczywistej nędzy, braku pracy i perspektyw na takąż lub głodowych zarobków. Oni naprawdę nie mieli nic, lub niewiele, do stracenia. Dlatego czytając wynurzenia osoby, która w zasadzie żyje sobie, jak pączek maśle, trafił mnie jasny i niespodziewany szlag. W tym wieku i w tej sytuacji życiowej wyjazd może być tylko ciekawym wyzwaniem, ale , do k. nędzy , nie tragedią. Skoro wyjeżdżasz, Kolego,  z powodu pewnego dyskomfortu psychicznego, to wyjeżdżaj, ale nie płakusiaj, że wyganiają Cię bieda i brak perspektyw. I pamiętaj, że gdziekolwiek wyjedziesz, będzie trudniej.

 

SW

 

piątek, 08 września 2006
Wpis pozytywny

 

Żeby nie było , że ja tu same nieprzytomne ataki na PiS, koalicję rządzoącą i (baczność!) Najwyższe Władze urządzam, będzie tu wpis optymistyczny. Bez zrzędzenia, epitetów i oskarżeń. Ani słowa o ordynacji, TKM-ie, swojakach, przepychankach  i podłostkach. Nic, same pozytywne fale.

 

Otóż dziś rano w Trójce program prowadził Wojciech Mann. Dwie godziny  go słuchałem, jak za dawnych dobrych ...

 

Nieco Mniej Stary Werter

środa, 06 września 2006
Uroki życia na wsi ...

  

... polegają m.in. na tym, że gdy w piątek wieczorem stwierdzimy awarię dostępu do netu, to już we wtorek wieczorem sprawa jest załatwiona.

W związku z powyższym przepraszam osoby, którym nie odpowiedziałem na komentarze (również w innych blogach).

 

Stary Werter

 

niedziela, 27 sierpnia 2006
Trzecia reanimacja starego

„Wracać, nie wracać?” Pytanie dotyczy Bloxa, bięsiur, bo na Łonoojczyzny  to już dawno... Czasu wciąż niezmiennie mało, ale wszakpszeciesz oprócz działań pozytywnych (znaczy  rodzina, praca, nauka i takie tam różne) trzeba też mieć jakieś nałogi - skoro zatem (jeszcze?) nie jestem alkoholikiem ani narkomanem, to niech sobie przynajmniej pobloguję , a nie tylko te papierochy  i papierochy wciążiwkółkonaokrągło.

Tym bardziej, że budowana już od prawie roku Czwarta Erpe aż się prosi o komentarze. Nie żeby te zrzędzenia starego zrzędy miały coś zmienić albo niedajbuk poprawić, ale tak se kombinuję, że jak se poujadam, to mi może ulży. No i będę miał dowód, w razie cuś, że ja też byłem przeciw.

Zatem chyba wracam. Odrobię parę zaległości z ostatniego roku, poprzetykam zrzędzeniami z aktualności i jakoś to poleci. I skórkę zmieniam, bo niestety nastroje nie są leśno-wycieczkowe fcaleafcale.

Trochę Starszy Werter

sobota, 02 kwietnia 2005
No to komu ...

… w droge, temu rower. To juz ostatni wpis z Zegarkolandii.  Nastepny bedzie juz z Łonałojcystego. Stary Wucikij.

wtorek, 29 marca 2005
Zbieg

Znaczy okolicznosci. Znaczy Gudniusowe pisanie o półmetkach (nieważne, jaką liczbą opatrzonych) zbiegło się z moim wsobnym snuciem na podobny temat. A z innej strony zbiegł  nowy wpis w bloxie szablonowym. To se zajrzałem (przepraszam, jako prawdziwy świeżo upieczony Galileusz napiszę : zaglądnąłem ;o)), se rozwinąłem całość i se znalazłem taki o : z butamy w lesie. Bardzo mi pasuje do moich rozmazań. Bo się właśnie rozmazałem na temat, że fajnie byłoby dojść do takiego miejsca, w którym wiadomo, że  wycieczki jest przed nami jeszcze całkiem całkiem, czasu i sił sporo,  ale już należy nam sie, jak psu kość, żeby na chwile zrzucić plecak, zzuć buciory i walnąć się pod drzewko (aha, tam na dole, za tym pieńkiem, co to nic nie widać, to właśnie ja se leże i se myśle). I pozrzędzić se spokojnie i bezkarnie, z błogą świadomością, że nikt tego zrzędzenia  nie bierze na poważnie, a już najmniej my sami. Wkoło zielono i spokojnie, żywina różna pełza, lata i pitoli  a my  se leżymy i se patrzymy “na chmury typu cumulus w kolorze białym ; natomiast niebo jest przy tym niebieskie”. Znaczy nie żaden Stary Werter tylko stara pierdoła wyszła, ale nic to – tak też jest fajnie ;o)

Dziękuje Bibi16 za ten szablon. Teraz, może ktuś mógłby mi powiedzieć, gdzie i jak mam pomajstrować, żeby czcionka linków była deczko mniejsza, a komentarze troche ciemniejsze ;o) Dziękuje from the mountain.

Stary Lamer

środa, 16 marca 2005
Odsapka

Dzis wieczorem odbyla sie zaprogramowana od dawna kurtuazyjna wizyta u pewnej starszej pani. Ech, tak mi sie nie chcialo, bo to i kurtuazyjna i u starszej pani , no i szkoda mi bylo tych dwoch – trzech godzin, jak psu, bo czeka mnie dzis calonocne stukanie, zebym sie na jutro rano wyrobil. No i  co ? No i okazaosie, ze nic wlasnie, ze tego wlasnie potrzebowalem. Oprocz gospodyni, przemilej Szwajcarki (wyobrazcie sobie Heidi jako babcie i macie obrazek ;o)) pojawil sie drugi gosc – tez starszy, ale za to Francuz. I bylo pysznie, pelna gama tego, za co jednak Francuzow da sie lubic. Pogaduchy przy kolacji i winku. Bo z nikim nie da sie tak fajnie swintuszyc nie wpadajac w zenade i fizjologie. I przede wszystkim - z nikim, tylko z tymi wstretnymi Franolami, nie da sie tak fajosko gadac o jedzeniu ;o) Oni moga godzinami o tym rozmawiac, lekko a zarazem z namaszczeniem. Tym bardzeiej, ze ten okaz byl z Poludniowego Zachodu, gdzies z okolic Tuluzy. Najfajowszy region Francji, moim skromnym, pod kazdym wzgledem : turystycznym, przyrodniczym, klimatycznym i przede wszystkim gastronomicznym. A rzeczony Franol byl pieknym przedstawicielem swojego regionu, bon vivant calom gembom, taki troche Brassens bez wasisk ;o) I poslugiwal sie moja ulubiona odmiana francuszczyzny, wlasnie poludniowo-zachodnia, taka nie do podrobienia, czysta muzyka i poezja. Mniam. Taka Francja chyba niestety powoli zanika, choc jeszcze, jak widac, dzielnie sie broni. W efekcie, jak mawiaja Tubylcy, “zdekompresowalem” calkowicie, czyli po naszemu : wyluzowalem sie, jak kaczka po chinsku. No i w ten prosty sposob, calkiem niespodziewanie odsapnalem, naladowalem baterie, wystukalem ten wpisik a teraz, lyknawszy kafki, pozycze Panstwu dobrej nocy i oddam sie nocnej klawiszologii. Bo tak wogle, oprocz tego, to jest dosc wujowo. Robota sie ciagnie, jak sierp przez rzyc i siemi nie chce, a na dodatek juz wiem na pewno, ze Wielkanoc spedze z dala od pozostalych Werterow. Bue. No ale nic to – w koncu Vous l’avez voulu, Georges Dandin. Kasy sie zachciewa, kurna.

Chwilowo Niekoniecznie Stary Weter

PS : Z franolskich pogaduch o jedzeniu wynioslem i niniejszym podaje Panstwu trick na udany omlet z truflą. Przyda sie na pewno, w koncu trufle w priwislanskich lasach to chocby kosa , panie dzieju, tyle tego rosnie. No to lecim : w przeddzien smazenia omletu nalezy w szczelnie (koniecznie szczelnie) zamknietym naczyniu zlozyc : 1) trufle (jesli duza, to przekroic), 2) taka ilosc masla, jaka bedzie potrzebna do zrobienia rzeczonego omletu oraz 3) przeznaczone nan jajka (normalne,  cale, surowe, w scorupkach). Maslo i jajka przez cala noc i czesc nastepnego dnia nasiakaja zapachem trufli i wlasnie to podobno stanowi tajemnice sukcesu. Dalej – normalnie,  jak to przy omletach.

PPS : No to jak juz sie rozpedzilem to zaserwuje Panstwu jeszcze jedna niepotrzebna wiadomosc o truflach, bedziecie mogli zaszpanowac w towarzystwie. Wyobrazcie sobie, ze oprocz klasycznego sposobu szukania trufli przy pomocy tresowanych psow lub swin, istnieje jeszcze jeden, bardzo rzadki. Otoz niektorzy spece typu “stary perigordzki prawie goral” se siadajo i podgladajo tudziez podsluchujo muchy. Istnieje podobno jakis szczegolny gatunek muchy, ktory z jakiegos tam symbiotycznego powodu  ciagnie do trufli. I lata nad nimi i siada w poblizu i wogle sie napawa. Podobno wystarczy sie wsluchac, wpatrzyc, rozroznic rzeczona muche i gotowe. Proste, prawda ? Takie tam pierdoly, ale smieszne. A poza tym “Dobrze jest , gdy wie sie ..” , jak spiewali Starsi Panowie dwaj. No to czolgiem.

niedziela, 20 lutego 2005
A jesli chodzi o polityke, to ...

... „Nurogęsi zaczęły już wędrówkę na północ, sikorki i kosy odzywają się głośniej niż zwykle, a lada dzień przylecą skowronki. To znaczy, że - choć za oknem zimno - idzie wiosna”

podala wczoraj Gazeta Wyborcza. I to jest nius :-) http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2561481.html

Nieco (o jedna wiosne) Mniej Stary Werter

sobota, 19 lutego 2005
Cos drgnelo pod sutanna

We Wloszech, pod auspicjami Kosciola katolickiego wydano pierwszy katolicji przewodnik po seksie : http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2558956.html . W zasadzie juz samo zestawienie slow „katolicki” i „przewodnik po seksie” budzi u wielu osob usmiech, ale tytul ("Grzech tego nie robić") i kilka cytatow z owego przewodnika (oczywiscie tych przytoczonych przez GW, innych nie znam) zwraca uwage : 

"Seks jest zamysłem Bożym", "Seksualność jest skarbem życia", "Poprzez seks przekazujemy miłość", "Masturbacja jest dopuszczalna, gdy kobieta w trakcie aktu miłości nie zdołała przeżyć stanu rozkoszy",  "Dziś porządny katolik uprawia miłość, a wzgardzanie boskim darem seksu jest wbrew naszej wierze", "Jeśli jesteś impotentem, nie masz ochoty na miłość, musisz się leczyć. To nie jest normalne". Nie brzmi to jakos specjalnie „po chrzescijansku”, prawda ? Szczegolnie w Kraju Kwitnacego Rydzyka i innych samozwanczych cieciow moralnosci.

Wiadomo, ze Kosciol katolicki  bedzie sie zmienial, bedzie modyfikowal swoje poglady i zalecenia,tak , jak to czyni od dwoch tysiecy lat. Wszystko, przeciwko czemu wystepuja obecnie konserwatywni katolicy (uwaga, to nie jest epitet, tylko proba uproszczonego nazwania swiatopogladu i zachowan) w koncu zostanie zaakceptowane, to tylko kwestia czasu. Z tym, ze obawiam sie, ze dla Kosciola katolickiego (i dla innych kosciolow) bedzie juz troche za pozno, bo i tak wiekszosc zachowan i postaw zwiazanych z seksualnoscia czy tworzeniem zwiazkow nie jest juz wiazana ze stosunkiem do religii. Nie  chodzi zreszta tylko o seks. W krajach Zachodu katolicyzm przestaje stopniowo budzic nawet niechec (tak silna w ostatnich dziesiecioleciach)  – staje sie powoli czyms idealnie obojetnym, nieistotnym.

Zamiast dlugiego wywodu przytocze tu moze krotka anegdotke : kilka lat temu, tuz przed Swietami Wielkanocnymi, grono moich wspolpracownikow rozmawialo podczas przerwy na temat planow swiatecznych ( w znaczeniu „wakacyjnych”, oczywiscie)  i pogaducha w pewnym momencie zeszla na ruchomosc tych Swiat i na klopotliwe powiazania ich z week-endem, co powoduje, ze Swiat tych nie da sie wykorzystac do roznego rodzaju „mostkow” urlopowych. Szczegolow nie slyszalem, bo siedzialem w pokoju obok. Jakis czas po przerwie do naszego pokoju wpadla jedna z uczestniczek dyskusji i powiedziala do kolegi (tez uczestnika) : ”Sluchaj, juz wiem dlaczego – w piatek Go ukrzyzowali, a w niedziele zmartwychwstal. SPRAWDZILAM W INTERNECIE”.

I tyle. Dziekuje Panstwu za uwage

Stary Werter