poniedziałek, 04 kwietnia 2005
Mówił mi Ojciec, mówiła Matka...

„Jak się ma pecha, to się na rodzonej siostrze trypra złapie” mawiał czasami świętej pamięci Tatko. No i właśnie, co komu sądzone. Prawie 5.000 kilometrów (znaczy – tam i z powrotem plus tam na miejscu) poszło bez żadnych kłopotów, stłuczek ani awarii. Mundzio, choć już w wieku poważnym, sprawował się dzielnie i nawet mimo jakiegoś niezidentyfikowanego odgłosiku typu telep telep pod podłogą nie rozkraczył się ani tam, ani po drodze, tylko grzecznie doczłapał dodom. A sama podróż minęła świetnie – naprawdę polecam wszystkim jazdę nocną (jeden warunek – wyśpijcie się przed, bo ja niestety musiałem kimnąć chwilkę po drodze). Były chwile , i to długie, że mieliśmy z Mundim trzy pasy tylko dla siebie, a z przodu  ani z tyłu ani ani pół  obcego ałtka . No i śmy z Mundim przez te Niemcy śmignęli, bo to i 160/180 a bywało, że i 200. Nawet przez Polskę się udało przejechać bez strat własnych , choć chciałbym w tym miejscu złożyć wiązankę na zbiorowym grobie polskich budowniczych dróg i autostrad. Zresztą , wszystko mi jedno gdzie ją złożę, byle szybko .  Zachowam również parę ciepłych słów dla rajców aglomeracji górnośląskiej, za sposób oznakowania dojazdu do autostrady krakowskiej. Tak trzymać, Panowie. Jestem pewny, że miejscowi wiedzą, jak  na nią trafić. I chwatit’. No ale nic to. Się dojechało. Się umyło, się zjadło i się odpoczęło. Po czym , w wyniku zdarzeń, o których już nie mam ochoty nawet myśleć, najlepszy kumpel wziął i niekconco skasował Mundiemu tyłek. Aha, i pewnie jeszcze sprzęgło poszło się pieścić. Bo mu pomóc chciałem (znaczy - kumplowi). Hehehe, słusznie mawia Mamcia : „Każdy dobry uczynek musi być natychmiast ukarany”... Kochani, słuchajta się rodziców.

A ten telep telep pod podłogo, to prawdopodobnie łożysko, więc po dwóch tysiącach km, pewnie cała piasta pójdzie do wymiany.

No to tyle, bo już więcej mi się nie chce pisać. Niewiedziećczemu  ;o)

Bardzo Stary Werter

piątek, 01 kwietnia 2005
Końcufka

Juz piatek. Znaczy to, ze jutro (no, powiedzmy , gdzies tak za 1,75 doby) Monsieur Werther wyjedzie z Serolandii ku Ojczyznyłonu, Pani Werterowej i Szakalom. Pare godzin zaledwie,  nic tak naprawde nie jest skonczone, wszystko w glebokim lesie, a Monsieur Werther se siedzi i se bloguje, kurdebalans. Czemu tak ? Temu tak. Bo siemu juz nie chce, juz go powoli zwis ogarnia. Wiosenna deprecha ;o) Qrna, tak fajnie zarlo przez kilka lat, „Dzielo Zycia” wyjdzie jak ta lala, a tu nagle na koncowce jakby tchu zabraklo. Czemu tak ? Temu tak. Po prostu calkiem. Posluchajcie i zwazcie u siebie, ze wedle Bozego ukazu, nie wolno za dlugo siedziec nad jednym tematem, chocby byl nie wiem jak pasjonujacy, albowiem poniewaz co za duzo, to i swinia nie zezre. I wtedy pasjonujace przestaje pasjonowac, a staje sie zwykla orka na ugorze i pilowaniem drzewa na Huculszczyznie. Oczywiscie, efekt koncowy wyjdzie nienajgorszy, niewtajemniczeni prawdopodobnie nawet niczego nie zauwaza , a o tym , ze koncowka jest przygipsowana bedzie wiedziec tylko 4-5 osob. W tym ja – niestety. Pan, Panie Starywerter, nie masz Pan po prostu duszy naukofca, co sie okazao Po Niewczasie dopiero.

Ale nic to – jeszcze druga polowka zycia przed Panem, Panie  Polmetkowy, a od przyszlego tygodnia czekaja na Pana calkiem nowe wyzwania. Mudmysie, zeby byly krotkodystansowe ;o)

Czego i Wam z calego serca zyczy

Stary Werter

piątek, 25 marca 2005
Zrzedzenia swiateczne

No to najgorsze i najwieksze koty sa juz za plotem - zostaly same “drobiazgi”, wykonczeniowka, ktora w tydzien powinno sie opchnac. Dwa miechy minely, jak z bicza trzasnal. Za dziesiec dni o tej porze pewnie juz bede obrzucal publicznym slowem automobilistow i drogowcow gdzies miedzy Festung Breslau a CK-Grodem. To fajosko – liczenie na palcach wychodzi mi lepiej niz w pamieci.

Niech se ludziska mowia, co chca, ale Swieta powinno sie jednak spedzac z Rodzinka, a nie w robocie. No nic to, przynajmniej paczuszka doszla na czas, Szakale sie ucieszyly, a Panowie Celnicy (a moze Pocztowcy ?) poczestowali sie tylko jednym opakowaniem cukierkow (znaczy “przesylka przyszla w stanie uszkodzonym”). Nawet niewielkie to myto, nalezy podziwiac zdolnosc do samoograniczenia, przeciez mogli zachachmecic calosc, na przyklad. Na zdrowie, niedozywione biedaczyska, kradzione nie tuczy wszak. 

Panstwu Bloxowiczostwu zycze Smiesznych i Wysokokalorycznych Swiat

Stary Werter

niedziela, 20 marca 2005
Ciekawy Zawod

To tak, jak ze strazakiem, zolnierzem, kosmonauta, dzielnym detektywem, Tomkiem w krainie kangurow i takimi tam roznymi – prawie kazdy kiedys tam chcial miec ten Ciekawy Zawod, ze ja Go mam. Fajne rwania mozna na niego robic (jaki to czlowiek gupi jest,kurde no, normalnie Jan Dupa Trzeci), latwiej znajomosci zawierac, z ulatwien zyciowych i miedzyluckich sie cieszyc . No bo kazdy kiedys chcial, a tu taki sie trafia i mozna  z nim pogadac, a nawet dotknac. Potem Ci, ktorzy sie zalapali na odpowiedni ujot  czy inne uwu sie troche meczyli, ale ogolnie bylo fajosko i ludycznie. Ludycznie zwlaszcza. A potem sie towarzystwo wykruszalo, wykruszalo i w koncu sieokazao, ze z calego roku  tylko jeden Werter zostal w Ciekawym Zawodzie, bo Ciekawy Zawod , oprocz wielu atrakcji mial te jedna wade, ze z kaska to raczej nietenteges (zeby bylo smieszniej, wsrod odpadnietych znalezli sie wszyscy , ktorzy “od urodzenia chcieli” wykonywac ten Ciekawy Zawod, najdluzej utrzymaly sie osobniki calkowicie przypadkowo pojawieni w, w tym Stary Nizejpodpisany). A potem, bardzo potem, sieokazao, ze nawet kaska jest i to coraz coraz nienajgorsza (z tym, ze nie kazdemu, niestety, mial po prostu Stary Nizejpodpisany farta i przypadki sprzyjaly na jego korzysc). I co ? I pstro. Sie Staremu  znudzilo. Ciekawy zawod po latach okazuje sie byc umiarkowanie porywajacy, a w ostatnich miesiacach to juz wrecz pawiogenny. Bue. Znaczy, ze co za duzo i swinia nie zezre. Ale nic to,  zacisniemy zabki, postaramy sie nie dac dupy w jakis szczegolnie spektakularny sposob i za dwa tygodnie najgorszy bol bedzie juz chyba za nami. Potem chwila odsapki i hajda w pole. W polu bedzie ciezko, ale Ciekawy Zawod odzyskuje wtedy czesc swojego uroku. Znaczy,  w zasadzie moglo byc gorzej, rzekl chlop zjezdzajac fura do rzeki. Ech.

Bardzo Stary Werter

sobota, 26 lutego 2005
Chwilowe przejsciowe

Chwilowe przejsciowe klopoty w rozwoju werteroblogizmu zwiazane sa z istnieniem realu, ktory coraz natarczywiej dopomina sie o swoje prawa. Nie moge obiecac poprawy, zapewne przerwy w zrzedzeniach beda czeste i dlugasne. Siakos tak sie zlozylo. Najbardziej brak mi bedzie czytania “sasiadow“ – i po cholere nawstukiwalem tyle linkow, sie pytam ? Nic to, kiedys moze sie przydadza. Pozdrawiam.

Stary Werter

PS : Przesylam uklony od Panglossa, ktory tez ostatnio miewa klopoty z optymizmem ;-)