piątek, 24 listopada 2006
Na straganie w dzień targowy ...

 

... takie słyszy się rozmowy :

  1. Jaka jest geneza języka łacińskiego ?

  2. O poezji współczesnej („Skoro lubi pani czytać poezję, to proszę, dam Pani swój tomik, takie tam różne ...”)

  3. O poezji śpiewanej i bluesie („”Skoro Państwo lubią, to proszę , tu taką płytke mam, z przyjaciółmi nagraliśmy”)

I dlatego tak bardzo Pani Werterowa lubi chodzić do szewca, który przyjeżdża do naszego miasteczka N.  dwa razy w tygodniu, w dni targowe. I dlatego też oboje z Panią Werterową mamy w dupie raczej duże miasta. W małych miasteczkach nie jest źle .

 

Stary Małomiasteczkowy Werter

 

PS : To miał być taki głodny kawałek z życia -  na poprawę nastroju. Do zobaczyska po łykendzie

 

środa, 08 listopada 2006
Róbta co chceta, drodzy rodacy. Beze mnie.

Zrobiłem sobie wczoraj przegląd wiadomości z ostatnich miesięcy ”w temacie” edukacja. No i kochanieńcy efekt jest taki, że zaczynam szukać roboty za granicą. Albowiem ponieważ :

Kompromitacje w polityce zagranicznej kompromitują rządzących, a nie mnie, kolejne fajerwerki intelektu pisosko-samoobrończo-elpeerowskich luminarzy takoż – to mogę olać. Ekonomiczny analfabetyzm w/w dotyka mnie w stopniu umiarkowanym – mógłbym wziąć na przeczekanie i lepiej lub gorzej ale (jako krwiopijca) jakoś bym sobie dał radę.

Ale niestety mam trójkę dzieci w wieku wczesnoszkolnym i one nie mogą wziąć na przeczekanie. Ponieważ tak się złożyło, że miałem okazję poznać kilka niepolskich systemów nauczania,  mniej więcej wiem, jakiej szkoły bym sobie dla nich życzył. Wiem również, że polska szkoła zawsze była dość daleko od tych standardów, ale właśnie w latach tej niedobrej III RP coś drgnęło w dobrym kierunku. Ale teraz okazuje się, że  były to bardzo złe zmiany, więc sfrustrowany Karzeł-Bliźniak oddał szkoły w pacht bandzie niedouczonych i zakompleksionych troglodytów i pozwala im hulać do woli, wspierając każdy wytwór chorej wyobraźni tych umysłowych skinheadów. Żeby było zabawniej, to wszystko dzieje się przy ochoczej kolaboracji zastraszonych i koniunkturalnych bęcwałów nazywających się nauczycielami oraz przy entuzjastycznym aplauzie ogłupiałego tłumu ludzi, którzy uważają się za rodziców. No i super. Jesteście w większosći, więc róbta co chceta.

Chcecie katować uczniów encyklopedycznym programem, w którym tylko zasada „zakuć- zdać-zapomnieć” pozwala przeżyć, bo trzy czwarte przekazywanych faktów jest niepotrzebna, a reszta niepowiązana z niczym ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, gdzie dzieci zdolniejsze tylko przeszkadzają, a te przeciętne i nienadążąjące skazane są na wieczne korepetycje, gdzie wszyscy, którzy nie mieszczą się w średniej są zdani tylko na siebie i rodziców ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, gdzie polonistki ułatwiają zdobycie lewych papierów o dysgrafii, bo nie chce im się sprawdzać dyktand i wypracowań ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, gdzie ważny jest wskaźnik korzystania z biblioteki, a nie to, czy i jak dzieci czytają ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, gdzie historia jest listą dat i bogoojczyźnianych półprawd, stereotypów i dogmatów ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, gdzie nauki ścisłe i przyrodnicze są zbiorem wzorów i definicji, bez powiązania z otaczającym światem ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, gdzie godzin religii jest więcej niż języków czy informatyki ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, gdzie naukę języka zaczyna się co roku od zera, by pod koniec nauczania na poziomie zbliżonym do zera pozostać ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, gdzie wszystkie ważne zajęcia odpbywają się prywatnie, po lekcjach ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, która jako jedyna w świecie zachęca do ściągania i oszustw, gdzie poruszenie tego tematu wywołuje gromki śmiech rodziców i nauczyciel ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, gdzie  w trójkącie nauczyciele-rodzice-uczniowie wszyscy uważają się wzajemnie za wrogów, pogardzanych lub groźnych,  gdzie chwilowo silniejszy może ze słabszym zrobić, co mu się żywnie podoba ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, w której widok umundurowanej młodzieży śpiewającej i deklamującej pierdoły na akademiach ku czci i apelach pozwoli wam wierzyć, ze wszystko jest ładnie, cudnie i ogólnie wporzo ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły, w której regulamin służy tylko jako zbiór haków, a samorząd uczniowski i rodzicielski potrzebne są do zbierania pieniędzy oraz do pieczenia ciast na Święta ? Proszę bardzo.

Chcecie szkoły promującej posłuszne miernoty i koniunkturalistów ? Proszę bardzo.

 Chceta to mata. Beze mnie. Bez nas.

 Stary Werter

 

wtorek, 07 listopada 2006
Wspomnienia wywiadowcy

Byłem cija na wywiadówce. A przed wywiadówko było zebranie Rady Rodziców (czyli tzw. Trujek klasowych) z Derekcjo. Przebieg klasyczny : tasiemcowa wyliczanka, że jest dobrze a będzie jeszcze lepiej, kasa z Unii i ogólny postęp do przodu. I kiedy już wszyscy patrzą na zegarki (bo od kwadransa powinni być w „swoich” klasach) Derekcja radośnie nam oznajmia, że Ona jako Derekcja stojąca do nas, rodziców, otworem, da nam możliwość wypowiedzenia się i demokratycznego zadecydowania w ciągu nadchodzących miesięcy, jaki będzie krój mundurków, które nałożymy naszym pociechom pod koniec roku szkolnego.

No to ja, stary gupi (i już potężnie już vq...) Werter, we wolnychwnioskach, opanowawszy stupor, grzecznie podniósłszy rękę i wstawszy, nic nie bacząc  na mordercze spojrzenia współtowarzyszy niedoli, się go pytam, czy może byśmy się raczej najsampierw zastanowili „czy wogle” , skoro już ma być tak demokratycznie, a dopiero potem, ewentualnie, jeśli większość sobie zażyczy,  „jakie”.

I tu siem okazao, że demokracja ma jednak swoje granice, gdysz Derekcja nieco już nieco  innym tonem poinformowała nas, Drogich Rodziców,  że itakitak w styczniu będzie w tej sprawie rozporządzenie Ministra i że zamiast czekać, należy je uprzedzić. Znaczy stajem frontem do i kroczem do przodu . No i już wokół posypały się propozycje krojów, alem ich nie słyszał, bo się zagotowałem, a jak się gotuje, to nie widzę i nie słyszę.

Wróciwszy dodom, zasiadam do komputra, wchodzę na Mój Ulubiony Portal Informacyjny, a tam , kurna , stoi  jak wół, że rzeczywiście „Będą mundurki i kamery w szkołach”.

No ale nic to -  otwieram i czytam m.in.,  że "Będzie możliwość, aby dyrektor zarządzał - w porozumieniu z Radą Rodziców - wprowadzenie w szkole jednolitego stroju" - zapowiedział szef resortu edukacji. Minister zaapelował do dyrektorów szkół, aby po wejściu w życie ustawy jak najszybciej ujednolicili stroje w swoich placówkach.”

Znaczy stoi , jak wół : możliwość,  a nie obowiązek . Stoi  też jak wół :  w porozumieniu z Radą Rodziców. Znaczy ktoś tu kłamał. Znaczy ktoś bardzo chciałby się zakoleżankować z  Panem Ministrem, zapominając, że taki Pan Minister to raz jest, a potem myk i już go nie ma. A absmak i opinia pozostaje.

Ponieważ podobne sygnały docierają również z innych szkół, chciałbym w tym miejscu pogratulować Polskiemu Ciału Pedagogicznemu mocnego kręgosłupa. I ministra też gratuluję. Wart Pałac Paca. I nie dziwić się, proszę, gdy następne zarządzenia i ustawy będą jeszcze fajniejsze, tylko kupować wazelinkę. Wtedy mniej boli, podobno.

 

Bardzo Stary Werter

czwartek, 26 października 2006
Wszystko, co na drzewo nie ucieka ?

Skarżyła mi się wujenka

że gdy kocha wuj to męka.

Zadręczały ją

te szały

i brewerie.

Za to radość niepomierną

niosła jej wuja niewierność,

bo jej całą

zawdzięczała biżuterię.

hop hop, hejże ho!

całą biżuterię...

 

Złotą broszę za tę Olę,

co z nią młócił wuj w stodole.

Bransoletę

za konkietę

madame Lili.

A ten pierścień ze szmaragdem,

to wuj wujnie dał za Magdę,

co go w życie

z nią o świcie

wykosili.

hop hop, hejże ho!

w życie wykosili...

 

Cud pektorał wuj na święta

kupił wujnie za bliźnięta,

co je wzięła

z nim poczęła

panna Zocha.

Krzyżyk z kości i emalii

za tę praczkę, co do balii

głową wpadła

gdy ją z nagła

wuj pokochał.

hop hop, hejże ho!

z nagła wuj pokochał...

 

Wachlarz z pereł i szylkretu

za szantezę z kabaretu.

A egretkę

za subretkę

Teklę Pośpiech.

Brylantową aureolę

dał wuj wujnie za pacholę,

gdy zabronił

mu kanonik

kobiet w poście.

hop hop, hejże ho!

ksiądz kanonik w poście...

 

Tak szafując zdrowiem bujnem

wuj odumarł Hanię...żonę..wujnę.

Pewnej doby

wpadł w choroby

na ostatek.

A gdy zapalała świce

to wuj jeszcze...zakonnicę,

po czym "Haniu"-

- szepnął "za nią to już spadek"

hop hop, hejże ho!

wieczny odpoczynek...

Panie Pośle Bestry. Jak widać na załączonym, nie ma tu ani słowa o relacjach nauczyciel-dwunastoletnie uczennice ani o gwałceniu pasażerek pekape. Znaczy, nawet gdy tak tęgiego chędożnika przyprze, może się on zrealizować na różne sposoby – niekoniecznie kryminalne.

Stary Werter 

Fait divers

Miałem dziś skrobnąć taki więcej wesoły kawałek o Zbigniewie B, birbancie-hazardziście, murowanym polskim kandydacie do Nagrody Darwina, ale (jak wszyscy, choć z opóźnieniem) przeczytałem TO i TO, a potem jeszcze dodatkowo u Gudniusów i mi całkiem przeszły wesołości. Jak wynika z tekstów,  ci niewinni chłopcy już od dłuższego czasu wesoło zabawiali się przy pomocy rówieśników, nauczycieli oraz sąsiadów i nikt słowa nie powiedział, niech się chłopcy normalnie wyszumią, sąsiedzkie stosunki i święty spokój najważniejsze som. Według rówieśników też – wszystko normalnie, chłopaki taki wypasiony numer odstawili, jajca były jak berety. Dla uczycieli zaś najważniejszy jest spokój i dobre imię (sic!) szkoły. Nawet rodzice ... ech, szkoda słów. Jeszcze okaże się, że wszystkiemu winna ta młodociana histeryczka, dobrze jej tak, bydła tylko dzieciaczkom i somsiadom narobiła, a tak wogle to ona jest samobójczyni i nie powinien jej ksionc na świeconej ziemi chować, zgorszenie by było. Młodsza, choć bliska krewna Magdy Ka, co to nie wiadomo, co się z nią stało. Każdy, kto choć trochę otarł się o małe prowincjonalne społeczności, zna te klimaty.

Oczywiście od razu odezwało się to przerośnięte dziecko specjalnej troski i dalejże, że trzeba izolować i skutecznie przeciwdziałać. Oczywiście ta hiena doskonale wie, że na wszystko są procedury, ale to nic, taka okazja przed wyborami spada, jak gwiazdka z nieba. I to też mu zapamiętam, razem z innym kwiatkami

 A tak na marginesie – mogę se tu mądralować i labidzić, ale przyznam się, że gdyby tak któremuś koleżce Werterówny przyszłaby kiedyś do głowy taka rozrywka, to finał byłby krwawy, niezależnie od stopnia (powierzchownego, jak widać) ucywilizowania i (pozornego, jak widać) ukulturalnienia niżej podpisanego

 Starego Wertera 

niedziela, 15 października 2006
Non nobis, Domine

 Ech, spodobało mi się, że Komisja Kościołowo-Policyjna na tajnym posiedzeniu dała biednym braciszkom cystersom parę spłachetków gruntu w jakimś tam Krakowie. I że być może sam minister Ziobro zajmie się  tym prezydenciną, co to braciszkom wbrew robi. Siemi przypomniało też, że niedawno z Wojskowej Agencji też coś tam braciszkom cystersom kapnęło. Też niewiele, jakieś gupstewko w Krakówku. A tu od razu taki raban. Wstydzilibyście się, bezbożniki.

A też spodobało mi się, że dziś na kazaniu Ksiądz Dobrodziej zwrócił nam uwagę, że u każdego szanującego się parafianina powinna znaleźć się w domu kropielnica, choćby i nieduża, ładna, dobrana stylem do wystroju domu/mieszkania. I że akurat takie kropielniczki gustowne, do wyboru do koloru, można nabyć drogą kupna w przykościelnym, wicie-rozumicie, sklepiczku, nieprawdaż. Amen. Jak kupicie, to odejdźcie w pokoju. Re-amen.

„Non nobis, Domine, non nobis, sed nomine Tuo da Gloriam” 

 

wtorek, 03 października 2006
Cały PiS buduje swoją stolicę, czyli wesołe miasteczko

Jak to fajosko mieć wybory. Gdyby to ode mnie zależało, takie wybory odbywałyby się przynajmniej co pół roku. Z okazji tych najbliższych, samorządowych, warsiaski PiS zaprezentował warszawiakom kolejne Niderlandy niebanalne rozwiązanie urbanistyczne, mianowicie miasteczko studenckie na Polach Mokotowskich.

Jajako stary werter pamiętam, że pomysł szybkiego połączenia Ochoty z Mokotowem przez wytyczenie skrajem rzeczonych Pól dwupasmowej ulicy łączącej Banacha z Batorego upadł był głównie ze względów ekologicznych, choć Pola miały w zasadzie być nienaruszone. Teraz proponuje się zbudowanie w miejscu parku  pięciu bloków na 1500 mieszkańców. A dojeżdżać doń będziemy tunelem. Z niecierpliwością czekam na kolejną kampanię przedwyborczą, chociaż i ta obecna dostarczy nam zapewne jeszcze sporo rozrywki.

 Stary Werter

 

piątek, 29 września 2006
Łapaj złodzieja !

Tym razem w zasadzie apolitycznie. A to ci dopiero oszustka. Pozostawiam bez komentarza.

Bardzo Stary Werter

czwartek, 14 września 2006
Życiowe plany na tydzień

 

Na dzień dobry prasufka . Bardzo dobry wywyiad z Tomaszem Szlendakiem (taki młody wykształciuch z Torunia, ale nie z Kuźni Kadr IV RP) :

 

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,75055,3617226.html

 

No właśnie. Spokojnie i bez nerwów. Proszę pamiętać, że niemal dokładnie to samo (co w ostatniej wypowiedzi T.S.), aczkolwiek znacznie mniej elegancko napisał dwa dni temu Wasz

 

Stary Werter

 

Ani chybi zmowa i Układ. Albo sedno się zrobiło takie duże

 

piątek, 08 września 2006
Kolejna komunistka w domu

 

Tak, tak, niestety, zdarza się w najlepszej rodzinie. Werterówna będzie w maju komunistką. W maju, zaznaczam. A teraz jaki miesiąc mamy ? Wrzesień ? Omatkoboskojedyno, toszto ostatni dzwonek, żeby wszystko jakoś dopiąć. Suknie i gajerki już się szyje-kupuje-pożycza (choć i tak obowiązują alby), lokalne lokale już rezerwacje przyjmują.  Serio serio. W związku z powyższym i na fali ogólnego kociokwiku odbyło się w szkole spotkanie dla rodziców. Ja na szczęście pracuję, poszła więc Pani Werterowa.  Werterowa jest wierząco-praktykująca, zaznaczę tak na wszelki wypadek, ale wróciła wqrzona, że bez kija nie podchodź.

 

Pomijając różne głupoty oraz dyskusję na temat „czy ośmiolatki rozumieją problem nieśmiertelnej duszy”  okazało się, że maluchy , zdaniem ksiondza dobrodzieja,  będą ochoczo zapierniczać na godzinne różance, roraty (6 rano) i inne spec-imprezy, a poza tym „zadecydowaliśmy z siostrą Jakjejtam”, że będą chodzić  na msze fatimskie (każda pow. 2 godzin). Nowięceśmy z Werterowo uchwalili : takiego, o, jak Polska cała. Mała chodzi w niedziele do Kościoła, więc pójdzie do komunii i basta.

 

Nosz urwałnać, tak jakby dwie godziny tygodniowo religii (w szkole!) nie wystarczało,  kiedy na angielski i informatykę mają po jednej. I słowo honoru, skłaniam się powoli ku temu, żeby głosować na jakąkolwiek partię, która obieca mi, że wyprowadzi klechów ze szkół, choćby to miało być eselde (no nie, trochę się tu zagalopowałem). A Panu Profesorowi Samsonowiczowi, Pierwszemu Niekomunistycznemu Ministrowi Edukacji Narodowej (baczność)  będę to i owo do końca życia pamiętał, bo taki już ze mnie pamiętliwy sukinsyn.

 

O innych michałkach oraz poważniejszych ekscesach lokalnej czerni nie chce mi się pisać. I tak wszyscy mają podobne u siebie pod nosem. Tak trzymajcie, chłopcy , a ani się obejrzycie (no, powiedzmy, za ćwierć wieku) , gdy będziecie kościoły sprzedawać na galerie, lofty,  magazyny i czort wie co jeszcze. Spowodużepuste.

 

Stary Wkurzony

 

poniedziałek, 12 grudnia 2005
Chućrujaiporóbstwo

Sie paniedziejaszku porobiło, w Kożuchowie dyrektor Potstawówki deprawuje niewinną dziatwę , za judaszowo-ogrodnicze srebrniki wystawiając na widok niewinnych i błekitnych słowiańskich ocząt małych kożuchowiątek rzeźbę gołego faceta, i to na dodatek Żyda. Takiego , o :

 

Widziałkto taki skandal ? Sie nie dziwię Pani Kolasińskiej, że osłupiała, niczym żona Lota , a po odosłupieniu postanowiła działać.  Solidaryzując sie z Panio Kolasińsko proponuję, aby Żyda ubrać. Chociażby tak :

 

Chociaż lepiej byłoby tak :

 

a najporządniej o tak o :

 

Nie znalazłem niestety obrazka, na którym Dawid przykrywałby swoje przyrodzenie moherowym beretem. A szkoda. Myślę, że gdyby tak dziarskie kożuchowianki wzięły się w garść i ustanowiły  dyżury, to nie dość, że ogrodowy Żyd nie siałby zgorszenia, to jeszcze udałaby się w/w fotka. Na przykład z Panio Kolasińsko ofiarnie zaykrywającą  swoim własnym (!) nakryciem głowy dawidowego siusiaczka. Takie trendy nakrycie główki.

A swoją szosą, to jakim trzeba być ... [no, wielokropkiem, powiedzmy], żeby z własnej nieprzymuszonej woli stawiać sobie w ogrodzie gipsowego Dawida ????? To już naprawdę wolałbym starego poczciwego krasnala ogrodowego ...

Stary Werter (ogrodowy?)

PS : A tera wstafka dydaktyczna  dla młodzieży szkolnej,  troche nieapropo :  To, że rzeźby i malowidła rzymskie można datować na podstwie damskich fryzur, to już zapewne  Szanowna Młodzież wie ze szkolnych lekcji. Ale tego, że można również datować same korpusiki, bez głów, tego pewnie nie wiedzieliście , co ? A w jaki sposób , pewnie sie spytacie ? A też dzięki "fryzurkom", tyle że dzieińdziej usytuowanej, a co [tu rechotliwy śmiech starego libertyna-lubieżnika i deprawatora]. Koniec wstafki dydaktycznej dla mlodzieży szkolnej. Oczywiście Dawid nie jest rzymski, prosze nie mylić epok. Siemi tylko tak skojarzyło.

Stary Lubieżnik
środa, 23 lutego 2005
Ujeto i zatrzymano

… dwie grozne przestepczynie. Przynajmniej raz policja wykazala sie sprawnoscia i , nie bojmy sie tego slowa, mestwem. Ja bym po orderze dal, jakem Werter.

http://info.onet.pl/1058174,11,item.html

wtorek, 15 lutego 2005
Kuchnia Polska

Jest pyszota na koniec dnia :

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2552118.html

“Koniec darmowej pizzy dla zamojskiej policji

Policjanci przymykali oczy na przewinienia dostawców pizzy. W zamian restauratorzy stawiali im obiady. Prokuratura sprawdza, czy w Zamościu w dalszym ciągu kwitnie korupcyjny układ. Według ustaleń "Gazety" to może być dopiero wierzchołek góry lodowej”

No i prosze, mamy kolejne danie kuchni polskiej : danie dupy za pizze. Smacznego zyczy

Stary Werter

PS : Do pizzy najlepsze jest wino czerwone. Wlasnie zdecydowalem sie na Pinot Noir z Auvernier ;-)

czwartek, 10 lutego 2005
Inne Miasteczko

Dla równowagi – casus przeciwpołożny :-)

Zacznijmy od ab owa. Już od dawna Werterostwo wiedziało, że po ewentualnym powrocie na Łono nie będzie już chciało mieszkać w Stolycy i że postarasię, żeby nie. W końcu, kiedy się dopełniły dni, nieomal w ostatnim momencie, tuż tuż przed Wielkim Powrotem stało się jasne, gdzie Stary Werter będzie orał na szynkę do chleba : to tereny CK, w okolicach Stołeczno-Królewskiego CK-Grodu, miały być obszarem powiększania pekabe. Okoliczność sympatyczna, gdyż i miasto niczego sobie i werterowa bliższa oraz dalsza rodzinka licznie rozsiana między CK-Grodem a Ciupagolandią. A StaryWerter jest, mimo swej zrzędliwości, osobnikiem rodzinnym, a nawet, za przeproszeniem, prorodzinnym. Jest wręcz, familiofilem i zwolennikiem Nepotyzmu Oświeconego, więc znaczne i wieloletnie oddalenie od kilkudziesięcioosobowego klanu odczuwał jako pewien dyskomfort . Werterostwo postanowiło więc osiedlić się i zacząć zapuszczać nowe korzenie właśnie na terenach bliskich CK-Grodu.

Z przyczyn wygodnościowo-transportowych w rachubę wchodziły wschodnie obrzeża Grodu lub polożone na wschód od nich mniejsze gródki. Stary Werter zaczął więc gwałtownie googlać. Pogooglał, pogooglał i rychło się okazało, że na CK-Grodzie możemy odrazu postawić krzyżyk, z powodu, że kasa. Werterostwo jest liczne, a posiadane zasoby pozwoliłyby wyłącznie na wynajęcie czegos malutkiego w Nowej Chuci, Prokocimiu lub czymś równie pociągającym.  Stary Werter googlał więc dalej, w stronę Kopalni Soli , gdy nagle przypomniał sobie artykuł śp. Magazynu GW sprzed lat, w którym Redaktor z entuzjazmem opisywał podpuszczańskie miasteczko N. i jego dynamiczny rozwój. Googlanie dało dosyć przekonujący zestaw statystyk, opisów subiektywnych i jotpegów, krakoscy forumowicze GW dodali swoje , po czym Stary Wertre ruszył na przeszpiegi (to własnie wtedy zniknął z bloxowiska). Na miejscu okazało się, że jest tak, jak to opisano w gazecie i internecie, czyli fajosko i decyzja zapadła. Pozostało już tylko (?) znaleźc jakieś gniazdo i je zasiedlić. W końcu się udało I pod koniecwrześnia Werterostwo osiadło i częściowo odetchnęło (perypetie zaszłe w zwischenzeicie opiszę kiedy indziej).

Miasteczko N. jest naprawdę lokalną perełką. Oddalone o ok. 20 km od CK-Grodu, przytulone do Puszczy, z pięknym, odrestaurowanym Zamkiem (zbudowanym przez Wiadomokogo. Ależ on się nabudował, ten Kaźmierz), wychuchanym ryneczkiem, czystymi i równo wybrukowanymi ulicami (przynajmniej w Centrum). Domki ładne, w większości zadbane, muzea dwa, obserwatorium astronomiczne, basen w budowie i wogle klawo, powiedziałbym nawet, że prawie gemütlich. ;-)

Od N-iczan dowiedzieliśmy się, że miasteczko N jeszcze w niezapomnianym roku 1989 było jednym z biedniejszych miasteczek w województwie podwawelskim. Teraz zaś, dzięki  staraniom burgmajstra i obywateli, jest w swej kategorii wagowej drugim pod względem dochodu na główkę miasteczkiem w nowym woj. podwawelskim dużym. Moglyby waaadze Iłży wziąć przykład, naprawdę. I stwierdziliśmy tez, że N-iczanie są w przeważającej liczbie dumni z tego, że nimi są, co ich odróżnia od.

Werterostwo postanowiło więc pójść w ślady i też wbić się w dumę i zadowolenie, a Pani Werterowa to chyba nawet zacznie społecznie się udzielać. Werter jakby nieco mniej, albowiem ponieważ głównie  zajmuje się powiększaniem pekabe, ale popiera i obiecuje, że też kiedyś.

Co prawda, na dzień dobry werterowego Mundka pozbawiono wszystkich czterech kółek (już w trzeciej dobie po zasiedleniu gniazda) i osadzono troskliwie na styropianowych klockach, ale Werterostwo się nie zraziło. I dalej lubi miasteczko N. Szczegóły wkrótce.

 Nieco Mniej Stary Werter

Małe miasteczko

Miałem pisać o czym innym,ale przeczytałem w dzisiejszej GW przygnębiający artykul o Iłży i iłżeckiej inteligencji ( http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2531099.html?as=1&ias=4).

 Trochę znam to miasteczko, przez prawie 10 lat jeździłem tam regularnie 2-3 razy do roku - gdyby zebrać to wszystko cuzamen do kupy to spędziłem tam na pewno ponad rok. Niestety, jest tam dokładnie tak, jak to opisała Autorka, a przynajmniej kilka lat temu tak było. Wyczuwalny na każdym kroku, przytłaczający marazm, dodupizm i zwis. Osób wymienionych w artykule nie znam (z 2 wyjątkami), lecz poznałem wówczas sporo młodzieży. Ci bardziej wartościowi i wrazliwi juz w wieku licealnym planowali ucieczkę gdziekolwiek, byle dalej, niektórzy już wtedy popadali w alkoholizm, większość nakładała ochronne maski – maski twardzieli i cyników. Te maski z czasem poprzyrastały im do twarzy, wpuszczały korzenie wewnątrz mózgu. Prawdopodobnie w końcu stawały się ich jedynym i prawdziwym obliczem. Piszę “prawdopodobnie”, bo nie wiem - po paru latach  życie rzuciło mnie zupełnie gdzie indziej – ale taki scenariusz wydawał mi się najbardziej prawdopodobny. Mam nadzieję, że się mylę chociaż w kilku wypadkach. Pamiętam jednego, który po studiach tam wrócił – niebawem kolega zatłukł go po pijaku bejsbolem, albo “sprzedał mu kosę”, nie wiem dokładnie, na ten temat krążyły dwie wersje, zresztą teraz jest to nieważne. Ci kolesie trzęśli wtedy miasteczkiem, a przynajmniej jego”młodzieżową” częścią. Było to w sumie zaledwie kilku zdegenerowanych łysoli, lecz udało im sie narzucić ten gangsterski styl całej (?) reszcie. O układach rządzących wolę nawet nie wspominać, bo scyzoryk otwiera się na samą myśl.

 A miasteczko jest rzeczywiście pięknie położone, jego potencjał turystyczny, tak jak napisała Autorka,  niewiele ustępuje Kazimierzowi. Piękne ruiny zamku, zalew Iłżanki, kilka ciekawych uliczek, sporo malowniczych wąwozów i ciekawa, choć typowa dla środkowej Polski historia. Tylko co z tego ? Co po zamku, zalewie i malinowym chruśniaku ? Juz nie chodzi nawet o gastronomię (ta powstaje najszybciej), ba – są tam nawet, a przynajmniej kiedyś były, miejsca noclegowe na campingu. Lecz kto zatrzyma się na dłużej w miejscu, którego nie cenią sami mieszkańcy ? Wśród ludzi, ktorzy sami siebie nie lubią ? Ech, zawsze gdy myślę o Iłży, dopada mnie deprecha. Bo ja z czasem, niestety, polubiłem to miasteczko. Patrzę na nie, jak na kogoś bliskiego, kto rozsmakował się w swoim upadku, dopieszcza się nim, kultywuje i nie chce sobie pomóc, a wszelkie uwagi traktuje , jak ataki na swoją osobę, mówiąc, ze gdyby tylko chciał, to hoho, ale mu się nie chce, a poza tym wszyscy wokół są źli i udupiają, w dół ciągną, kłody pod nogi rzucają. No i że w sumie fajnie jest w tej melinie, kumple są, panienki też. Jutro sprzeda się flaszki i będzie git. A co  pojutrze – zobaczymy pojutrze, sie nie martw, lepiej pożycz stówę albo chociaż z pięć dych i juz nie pierdol.

 Końcówka artykułu daje jakiś cień nadziei na poprawę. Może rzeczywiście coś się zmienia na lepsze ? Może rzeczywiście znajdzie ktoś, kto nie ucieknie, kto wróci po studiach ? Tym którzy się na to odważą, życzę sił i samozaparcia. Żeby nie wpadło im  do głowy założenie ochronnej, wrastającej maski. Żeby ich było coraz więcej.  I żeby się jakoś skrzyknęli, bo przecież na pewno się znają.  Może ten artykuł w GW ich do tego natchnie, choć jest skrajnie deprymujący.

 Bardzo Dziś Stary Werter