wtorek, 01 marca 2005
Znowu diwidi

A skoro juz tu wlazlem, to dam upust blogonalogowi i skrobne cos o kolejnym diwidi. Bylo to tak : kolezanka z pracy przyniosla mi kilka dni temu diwidi z  “Hero”. Oczywiscie, jako wybitnemu znafcy sztuki filmowej tytul mi nic nie mowil, a po obejrzeniu pudelka pomyslalem , ze to jakas typowa chinska lupanina kung-fu wcisnieta koledze, zeby sie rozerwal w dlugi zimowy wieczor (a zima latos, kurna, jakos dlugawa). Wzmianka o nominacji do Oskara tez nic mi nie zasugerowala, ani nawet nie zachecila. Zrezygnowany zapuscilem diwidi - a tu szok. Piekny, po prostu piekny, poetycki film. W scenach walki sztuka jest stokroc wazniejsza od samej walki, zdjecia sa jak z bajki,  gra kolorow , nastroje, te rzeczy … no, miodzio. Szkoda, ze zakonczenie jest takie, jakie jest ,  bo sie w ostatnim kwadransie nagle okazuje, ze to jest niestety propagandowka, slawiaca chinska ekspansje i madrosc jej wladzy centralnej. Jest to najladniejsza propagandowka, jaka kiedykolwiek widzialem, ale jednak. Nie wiem,  moze ten uklon w strone Panstwa byl koniecznym trybutem artysty (znaczy co cesarskie cesarzowi), ale jakis taki  absmaczek pozostal (ale  to pewnie dlatego, ze ja deczko wypaczony jestem).  Co nie przeszkodzilo mi obejrzec tego fimu po raz drugi – stad  ta notka. I bez zadnych watpliwosci moglbym wszystkim polecic, gdyby nie swiadomosc, ze wszyscy i tak juz to pewnie widzieli przede mna ;-)

Stary Werter

Tak  na boczku dodam, ze wsrod tutejszych (znaczy zegarkowych) znajomych tylko ja zwrocilem uwage na ten elemencik prototalitarny. Czyli jednak swir, kurde. Srodkowoeuropejskim pietnem naznaczony.

niedziela, 20 lutego 2005
Kolejny filmik na diwidi

Tym razem „Złap mnie, jesli potrafisz” z Hanksem. Aha, i jeszcze z Pieknym Leonardem , i to w roli glownej (tak , jakby nie było w Hollywood prawdziwych aktorow). Drugi raz, choc do kina drugi raz na pewno bym na to nie poszedl. Filmik przyjemny, ale nic ponadto. Z tego wszystkiego, mimo iz Hanks byl niezly w roli agenta FBI, mimo iż historia (autentyczna) była ciekawa, najbardziej z calego filmu podobala mi sie muzyczka i przede wszystkim czolowka, pieknie wystylizowana na lata 60-te. Zaleta diwidi jest to, ze mozna sobie puscic sama czolowke, i to kilkakrotnie ;-)

Szkoda, ze tak wielu rezyserow odpuszcza sobie czolowki, przciez moga to byc prawdziwe, oddzielne dziela (dzielka) sztuki, troche jak „kronika” czy dokument przed filmem wlasciwym. Nie wiem czemu, ale najbardzeij utkwila mi w pamięci lista plac „Hydrozagadki”  bosko wyrecytowana przez Cembrzynska. Taki sam odjazd, jak caly film. Ciekawe, czy ktos juz wpadl na to, zeby wypalic zgrabne diwidi z samymi najlepszymi czolowkami filmowymi. Czuje w kosciach, ze kupilbym cos takiego, jakem

Stary Werter

PS: A u znajomych – trzypudelkowy, wieloplytowy komplet „Wladcy Pierscieni”. Rozszerzona do obrzydliwosci wersja, reportaze, szmery-bajery - ponad dwanascie godzin grania. Gdybym cos takiego mlodziakom przywiozl, to dopiero by bylo swieto. A przy okazji sam bym sie napasl ;-)

czwartek, 17 lutego 2005
Mętniactwo

Przebywając na tym chwilowym „wygnaniu” poza Ojczyznyłonem, postanowiłem umilić sobie troszku długie zimowe wieczory i zacząć nadrabiać zaległości  filmowe. Niestety, okazało się, że wypożyczalnie diwidi wymagają auswajsu z adresem (no niby normalne), pozostali więc uczynni znajomi. I tu niestety rozczarowanie, udało się zorganizować Vabanki (no , akurat znam  na pamięć, ale to nic), Królową Margot, Matrixy i „Cath me if you can”. Reszty nie da się oglądać.  Kupa śmiecia (pewnie otrzymane w prezencie) i dziecięce kreskówki. Nosz chyba będzie trzeba zmienić znajomych na takich , którzy nie mają dzieci i nie pracują wieczorami ;o)

Na te „Matrixy” nastawiłem się szczególnie, bo to paniedziejaszku klasyka, nieprawdaż, wszyscy wszystkim grepsy z filmu serwują, do „idei i przesłania” się odwołują, do postaci nawiązują, wstyd nie znać, no. Zapuściłem więc sobie kilka dni temu pierwszego Matrixa i nawet dotrwałem do końca. Porażka, kochani, porażka. A może to ja niepotrzebnie oczekiwałem bukwieczego. A tu taka sobie, sprawnie nakręcona szczelaninka z ładnymi efektami. I agent Smith misie. Nawet bardzo misie. Ale reszta ? Słynne „Przesłanie” ? Hucpa i mętniactwo, moim skromnym. No i teraz patrzę sobie na tę drugą część i nie wiem. Chyba, jak mnie już robota zemdli ;-)

Na odtrutkę miałem na szczęście „Królową Margot” . Mimo hektolitrów keczupu, jakoś odetchnąłem – da się jeszcze robić naprawdę dobre filmy. A może to ja po prostu za stary werter jestem i nie nadążam ? Chyba raczej tak.