piątek, 24 listopada 2006
Jak wszyscy, to wszyscy ...

... babcia też. Też nie chcę, ale też musze napisać o Halembie, no bo jakże tu nie pisać o Halembie skoro wszyscy piszą, jak tu nie robić z Halemby cholewy. Na czasie trza być, dżezi i trendi, więc chociaż słów kilka. Niby rację mają i Rafał Ziemkiewicz i Olgierd i Xionc i wszyscy liberalni liberałowie, ale wicie rozumicie to chyba nie jest ten moment, w którym koniecznie należy mieć rację. Nie wiem, może/chyba/na pewno za mało liberalny jestem, a może fakt, że ś.p. Tatko też był górnikiem ma jakiś wpływ na to moje niemanie racji.

Ale portale i gazety na czarno-szaro, flagi w dół i powszechna żałoba to chyba jednak przeginka, moim skromnym. Czemu codziennie nie są na szaro-czarno , albo chociaż po każdym długim łykendzie ? Czemu taka na przykład dajmy na to pierwsza z brzegu Wyborcza nie zrobi akcji  „Jeździć po ludzku” czy „Nie zabijaj”. Dziennie ginie na drogach średnio 15 osób, z czego tylko część to morderco-samobójcy. Reszta to niewinne ofiary. Takich ofiar w majowe święta 2003 było więcej niż „boysów” poległych w blitzkriegu między granicą Kuwejcką a Bagdadem kilka tygodni wcześniej. Ciekawe , czy kiedyś jakaś gazeta będzie na pierwszej stronie i na rozkładówce walić po oczach zdjęciami z jatek, zdjęciami ze szczęśliwego życia ofiar, wywiadami z rodziną. A obok zdjęcie : To on/ona ich zabił(a). Do tej pory nie wie dlaczego, przecież ich nie znał(a).

 

Stary Werter

 

sobota, 11 listopada 2006
Drodzy Budowniczowie Czwartej Erpe.

Drodzy Budowniczowie Czwartej Erpe.

Na zakończenie Pierwszego Etapu budowy Czwartej Erpe, dedykuję Jej Budowniczym taki utforek Stanisława Klawe, zaśpiewany na Festiwalu Piosenki Prawdziwej w niezapomnianym roku 1981, czyli  hohoho lat temu, gdy dobiegało końca Budowanie Drugiej Polski (a było to jeszcze przed  Drugim Etapem Reformy Gospodarczej, a nawet tuż przed Drugą Japonią). Szczególnie ostatnią zwrotkę polecam, choć całość jest piękna, zwłaszcza gdy ktoś pamięta melodię i i głos Małgorzaty Bratek

 

Kiedym stawił się u nieba wrót,
Przed Najwyższym się stawić kazali.
Pan zapytał mnie jakem swe życie wiódł?
Jak to jak? Budowałem socjalizm.


Na to rzecze Pan : Cóż w tym za treść?
Synu, jaśniej mów, drżę z ciekawości!
Budowałem świat, jak głosi wieść,
Dobrobytu i sprawiedliwości.

Miałeś szczęście więc, powiada Pan,
Że poznałeś go, żeś życia w nim zaznał,
Bo ja taki świat bez nędzy i zła
Próbowałem sam stworzyć od dawna.

Nie udało się - ty zatem mów,
Cóżeś zdziałał w tym świecie jak w niebie,
Ileż dobrych to uczynków i słów
Wzbogaciło twe życie i ciebie.

Lepszy znałeś świat, na pewno więc
Żyłeś godnie wśród szczęśliwych ludzi
Życiem godnym, prawdziwym, co sens
Bierze z wiary, że nie próżno się trudzisz.

To wspaniałe, tak przeżyć swe dni! -
Pan raduje się, więc przerywam od razu:
Budowaliśmy socjalizm i ...
Na nic więcej nie było już czasu.

 

sobota, 02 kwietnia 2005
Kostucha

Nie ma powodu, zeby byc jakos szczegolnie oryginalnym – mnie tez dzis w przestrzeni miedzyusznej kolacza sie mysli o smierci. Panpaniscus napisala, zechcialaby byc dobrze przygotowana do smierci. Ba. Kazdy by chcial. Niestety, ta franca nie ostrzega, przychodzi kiedy chce, zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Znaczy – zawsze jest najniej odpowiedni moment. Czy nalezy byc zatem zawsze gotowym na  ? „Memento mori”  nie byloby zatem wezwaniem do ciaglej biegunki mysli na wiadomy temat, tylko do takiego zycia, zeby zawsze, w kazdej chwili, mozna bylo powiedziec „do widzenia”. No to ja niestety nie bardzo, szczerze mowiac. Nawet nie chodzi o to, zebym sie jakos szczegolnie bal samego konca (czy moze przejscia ? A diabli wiedza, jak mawial Woland ;o)).  E-e. Tylko bardzo nie lubie (a nawet, szczerze mowiac – bojam sie), jak mnie boli, a do tej pory to widzialem same bolesne zejscia . No wogle uwazam, ze jak ktos sie boi dentysty, tak jak ja, to nie moze  uwazac sie za przygotowanego na godne zejscie. Wuala ;o). Ale poza tym , to specjalnie nigdy sie tym nie przejmowalem, bo to paniedziajaszku, strata bardzo umiarkowanie niepowetowana, paru osobom byloby smutno a potem by sie to jakos uladzilo i uklepalo. Jak to w zyciu. Bo zyc trzeba. I slusznie. Ale  od paru miesiecy cus  sie zmienilo. Se uswiadomilem nagle, ze na razie, to ja w ogole nie moge sobie na taki wybryk pozwolic, albowiem poniewaz udupilem Pani Werterowej CV juz na samym poczatku kariery i teraz Ona oraz cale stado Szakali sa uzaleznieni bytowo i wogle. Znaczy gdyby cus, to sa w strasznym gownie po szyje, otco. Zatem , Droga pani Chuda, prosilbym zeby sie Pani laskawie wszczymala tak ze cztery-piec latek przynajmniej, poki Pani Werterowa nie bedzie mogla stanac na wlasnych nogach. Wszystko, co powyzej, to bedzie Geszenk.  No, takzetotak, z tego wszytkiego to zaczalem nawet wolniej jezdzic. To sie nawet napewno jakos nazywa. Paranoja ? Mania ? Czyco ? Nie wiem, nie jestem lekarzem. Ani nawet doktorem ;o))))

Zwykly Szary Stary Werter

niedziela, 20 marca 2005
Zrzedzenia starego gaduly

Sie tak zlozylo (pretensje prosze zglaszac do Wielkiego Ukladacza deena i ewentualnie do moich Rodzicow), ze lubie se pogadac i posluchac, niekoniecznie ze wspomaganiem plynnym i niekoniecznie tylko o pierdolach. A najbardziej lubie trafic na kogos, kto ma odmienne poglady, inne doswiadczenia albo jakas dziwna i  calkiem niepotrzebna wiedze. No bo przeciez, podobno, wedlug ogolnie przyjetej definicji dyskusja wiaze sie z wymiana pogladow i doswiadczen. Kiedy poglady sa takie same, to nie  to zadna wymiana , tylko poklepywanie po plecach i wzajemne utwierdzanie sie w swoim poczuciu slusznosci.  Ok, to tez bywa potrzebne, nawet bardzo, ale to nie jest dyskusja, a niestety wiekszosc ludzi poszukuje wlasnie takiego utwierdzenia. No to wtedy mozna albo zrezygnowac calkiem albo sprobowac zwampiryzowac rozmowce , wyciagajac  z niego cos z jego niepotrzebnej nikomu wiedzy ;o) Wtedy jeszcze jest niezle.

Nieco bardziej uciazliwi sa Zawodowi Przeciwpolozni, Wieczni Samotnicy. Cokolwiek sie powie, musza byc przeciw. Sie ich zazwyczaj nie lubi, bo musza byc przeciw. Ot tak sobie, po prostu musza i juz. Czasem tak miewam, choc  rzadko i w stopniu umiarkowanym, wiec raczej traktuje tych osobnikow przyjaznie, zwlaszcza, ze wprowadzaja niekiedy zdrowy ferment w nudnawe nasiadowy. To „niekiedy” i „raczej” jest zastrzezeniem niezbednym, zwiazanym z sawuarwiwrem takiego osobnika i czestoscia uzywania przezen chwytow ponizej pasa. No i zalezy, czy  mam czas , ochote i nastroj. Bywa, niestety, ze odzywaja sie niepytani, wylacznie w celu macenia wody i dopieprzenia komus, kogo chwilowo nie lubia. Wtedy czasami trzeba dac odpor, a czasami pozegnac sie grzecznie.

Najgorzej, gdy sie trafi na Milosnika Etykietek, czyli Czlowieka z Metkownica. Taki czlowiek juz po paru wypowiedzianych zdaniach bedzie znal moje poglady lepiej niz ja sam. Gdy mu powiem, ze dzika wycinka lasow i betonowanie rzek jest zbrodnia i glupota to od razu jestem niepowaznym ekologiem. Gdy powiem, ze caly ten cyrk z emisja dwutlenku wegla jest smieszny, to jestem ofiara lobby przemyslowego. Gdy powiem, ze wszelkie mniejszosci maja prawo do walki o rownouprawnienie to jestem tepym lewakiem. Gdy powiem, ze drazni mnie ostentacja homoseksualisow to jestem homofobem i rydzykiem. I tak dalej, az po podatki, zwiazki zawodowe,  feminizm, islam, katolicyzm, komune, Zydow,  Murzynow, Europe, Ameryki obydwie, wojne w Iraku, Palestyne, Rosjan i wogle Wszechswiat caly z okolicami. Po pierwszym zdaniu rozmowca wyciaga metkownice, przybija mi na czolo odpowiednia etykietke  i wtedy juz moze bezpiecznie polemizowac z „moimi” pogladami, ktorych nigdy nie wypowiedzialem. Kocham to, po prostu to uwielbiam. Najgorsze jest to, ze to jest szczere - taki osobnik nie moze sie bez etykietki obyc, zlozonosc zjawisk i czyichs pogladow jest dla osobnika niepojeta. I chyba nawet domyslam sie dlaczego – bo osobnik ow bez zapasu etykietek umarlby z wysilku, normalnie reszta szarych komorek by mu sie wziela i przepalila. Bo on sobie samem tez nakleil etykietke. I musi byc konsekwentny. Odklejanie etykietek bywa niestety niejednokrotnie (choc nie zawsze) skazane na porazke, a juz na pewno czasochlonne – i to nie w skali jednej rozmowy. Na to potrzebne sa lata cale lub jakies dramatyczne przezycia. Czasami lepiej grzecznie sie pozegnac ;o)

Zadna to typologia, tylko takie tam austriackie gadanie, bo znowu siemi ulao. Nie wspomnialem o kategorii najgorszej : Wiedzacych Z Cala Pewnoscia, Nosicieli Prawdy Jedynej i Objawionej. Bo o czym tu gadac ? Takich to mozna juz tylko albo zabic, albo wysmiac i spieprzac, gdzie pieprz rosnie. A najlepiej trzymac sie z dala na wiki wikuf amen, czego Wam z calego serca zyczy

Stary Werter

niedziela, 20 lutego 2005
Przed zachodem slonca

Pochwal dzien przed zachodem slonca. Potem moze juz byc za pozno ;-)

środa, 16 lutego 2005
Shake-hands

Kiedyś gdzieś wyczytałem, że ktoś gdzieś (niech wykształceńsi oświecą mnie,  w którym kościele dzwoni, proszę), że dowolne osoby żyjące na tym najlepszym ze światów można połączyć łancuszkiem pieciu (góra sześciu) szejkhendów, czyli znajomości . Nie muszą to być znajomości bardzo bliskie, wystarczy taka z szejkhendem czy krótką rozmową. Ktoś zna kogoś, kto zna kogoś, kto ... itd.  Ta reguła dotyczyłaby wszystkich –  podobno można takim łańcuszkiem połączyć Prezydenta USA (taki był przykład, bo i teoria powstała ponoć w środowisku najlepszych, bo amerykańskich uczonych) z  dowolnym Papuasem.  Zgodnie z tym zjawiskiem, ograniczonym do Netu, rozprzestrzeniają się różne wirusy, spamy i święci antośkowie.

Sprawdziłem na sobie : do rzeczonego Prezydenta USA i wielu tzw. Głów rządzących dzielą mnie po 3 szejkhendy, a do kilkudziesięciu lub kilkuset Papuasów – też 3. Czyli nawet idąc okrężną drogą sieby zgadzało. Kurdebalans, no , no ... 

O, i przypomnialo mi się : wiele lat temu,  podczas jakiegos spotkanka w gronie, rzucilem  ot tak sobie, bo misie skojarzylo (rozmawialismy o chorobach ;oD) , ze  zycie to jest smiertelna choroba przenoszona droga plciowa. No a po kilku latach co widze ? Wiadomoco. Ciekawe, ile szejkhendow dzieli mnie od Zanussiego ? Chyba, ze jest to tak oklepane porownanie, ze kazdemu sie narzuca. Kurcze, a taki bylem z niego zadowolony ... ;o)