poniedziałek, 06 listopada 2006
Abośmy som jacy tacy ...

... chłopcy Miechowiacy. Nie ma tak, kurna, że tylko Włoszczowa i Włoszczowa (co to nawet nie wiadomo, jak ja odmieniać, taka dziura niesłychana) i że Gosiu tu i Gosiu tam. Nie ma, kurna, nie pozwolim. Miechów, kurna, tesz nie od macochy, ma ten, no, supeł kolejowy wshut-zahut-pułnoc-połódnie na kżysz , tunel w okolicy i peron nawet już ma. W odróżnieniu od. Tylko peron nie ma jeszcze patrona (peron expressowy imieniem posła ziemi miechowskiej Wody Wiesława brzmi dobrze, nie ?), a Miechowianie majo daleko do  Warszawy i Krakowa. Do Krakowa zwłaszcza, kurna, bez ekspresu ani rusz. I do Opoczna byłoby dobrze, bo tam super flizy (znaczy : kafelki) robio, no a w Grodzisku mam ciotke. W związku z powyższem, my, posłowie ziemi miechoskiej, opoczyńskiej i grodziskiej stanofczo  domagamy się  ustanowienia astanowek ekspresowych w wyżej wymienionych stacjach, gdysz som nam tam one niezbędnie potrzebne. Ażeby nie było deskryminacji i żeby każdemu według potszeb było, to niech się ten Gosiu-ekspres zaczymuje na rządanie też między wyżej wymienionymi.

I gdy my tak ze szwagrem siedzieli nad to odezwo, co nam ją nasz poseł Woda umiłowany zlecił, to już przy drugiej pułlitry nam zaśfitało, że to pszeciesz genialny pomys jest, żeby Polska od bałtyckiego naszego morza po Tatry nasze śnieżyste pokryła się siecio kolei ekspresowych i to małym kosztem wracanym dodatkowo z ełropejskiej kasy na infrasrukture. Żeby wydrukować takie aleganckie tabliczki Intercity i Superekspres i je przybić na wszystkich pociągach. I wtedy żaden nam nie potskoczy ełropejczyk, bo wtedy  u nas nawet podmiejskie bendom intercity, że o dawnym „Rzeźniku” Zakopane-Gdynia Główna Osobowa nie wspomnę. 

I gdy my jusz się ze szwagrem rozjuszyli tym pomysłem, to po trzeciej (Bolsa my wyciongli) doszlimy do logicznego wniosku, że tak samo zrobim z ałtostradami. I najsampierw to se zrobimy ałtostrade  do Kozłowa (bo ja z Miechowa jezdem niby, no ale szwagier jest z Kozłowa), a potem oznaczymy jako ałtostrade droge do Krakowa i Warszawy przesz Kielceradom. I byle nadążyć z drukowaniem znaków drogowych i tablic, to wnet się Polska cała pokryje siecio ałtostrat. I wszendzie, jak u Niemiaszków, kurna, bez ograniczen prentkości. I przy takim gospodarskim tanim sposobie, to nawet nie tszeba bendzie bramek na opłaty robić, bo wszystkjo bendzie społeczne za friko. I do wyborów kolejna obietnica spełniona.

I jusz pomiendzy czwarto a pionto tożeśmy byli blisko ustanowienia tych tszech milionów mieszkań dla każdego, ale jednak pienć pułlitry na dwóch to dość i dziś jusz tego sposobu nie pamientamy, ani ja , ani szwagier, ale pamiętamy, ze był po-ra-ża-jon-cy. No, ale nic to,  idzie Świento Narodowo-Państwowe i naraz imieniny sąsiada , więc się przy okazji ze szwagrem i sąsiadem spotkamy i na pewno cos uradzimy. I wtedy zarzondamy stanowisk w ministerstwach budownictwa (szwagier i sąsiat, bo się budujo) i infrasuktury (ja, bo to muj był pomys).

 Stary Werter

 PS : A taki ekspres to może a nawet powinien nazywać się Bystra Woda na cześć i chwałe posła naszego Wody Wiesława, a nie jakiś tam Malinoski. No bo weźmy – takiego Malinoskiego to nikt nie zna oprócz sklepowej, bo u niej na zeszyt chla  i posterunkowego, no bo wiadomo, krew nie woda, a Malinoski dusza człowiek ale nerwowy i po drugim winie na mundur alegorii dostaje. Takżetotak, dusza nie dusza, ale taki Malinoski to nie jest żaden wzur dla młodzierzy ani patron godny ekspresu pekape RP.

 

23:16, stary_werter , Igraszki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 października 2006
Samobójczy sen semeńskiej sotni (shaggy-dog story)

Szczupaki szeleściły sierpniowym sitowiem, stawem snuł się siny smog sycony swądem smażonej słoniny. Stopiony smalec sączył się strużką, stykając spaloną sośninę syczał, strzelał snopami skierek. Schrupane szczątki siedmiofuntowego sandacza sterczały spośród sflaczałych serdelkowych skórek. 

Sterany służbą sumiasto-szuwaksowąsy sierżant Szczepan Skierko, setnik sapieżyńskich semenów, spiwszy sześć setek samogonu, śnił spokojny sen sytego sybaryty. "Sssss, setna samica, sssss, sprytniutka szansonistka, sssssss" szeptał śniąc, śmiejąc się serdecznie. Skierko, sceptyk-szyderca, sekretnie szczycił się swymi sentymentalno-samczymi snami. Słynne sierżanckie sny sprawiały skierkowej sotni setną satysfakcję. Słysząc sapanie sierżanta, siedzący sąsiedzko szeregowy Saszka, syn siedleckiego szynkarza-sodomity, siedemnastoletni safandułowaty Semen skrycie szczytował, sam się seksualnie satysfakcjonując.

Skrępowana siermiężną sytuacją sanitariuszka Szarlota, smukła szatynka, skromnie skrywająca swymi splotami sterczące sutki, samotna sierotka, sentymentalna siostrzenica siedmiogrodzkiego szambelana Seleny'ego „Szlema”, słynnego szlagona-szulera, symulowała sen. Skromnością sanitariuszki Szarloty, sporadycznej szynkwasowej szansonistki, szczycił się szczerze stuletni szamotulski szpital specjalistyczny.

Skonfundowany sierocym seksapilem, sąsiad Szarloty, Symplicjusz, sfrustrowany, szpetny szesnastoletni sekretarz smoleńskiego sądu skręcał się sekretnie, szczypiąc sempiternę. „Sieknę se seppuku, storturowany samotnością, szarpany sylwetką sterczących szarlocich sutków” szlochał spocony, serwując sam sobie semantyczną sieczkę sercowo skołatany, szczurzonosy szczeniak, szarpiąc szarobrunatnymi szponami swój stary surdut skrywający sparciałe sztuczkowe spodnie.

Starszy sześcioma sezonami Spycisław, starościc szczebrzeszyński, sympatyczny sfrancuziały szaławiła, student sadownictwa szegedzkiej szkoły specjalnej, superczempion sycylijskiej szkoły szermierki sztyletem, stłamsiwszy szare sfilcowane sakpalto, szemrał strumykopodobnie. Supersprawne synapsy spragnionego szałaputy skomponowały sakramencko sprośny sen : superrealny striptiz sprostytuowanej Szarloty, skończony staniko-stringospadem.

Stary siwowłosy salwatorianin Skarga, słynny stygmatyk, surowy scholastyk, specjalista satanistyki stosowanej, spowiednik samego Szumiwoja Smagłolicego, starosty skarżyskiego, stuliwszy sutannę, spał spokojnie snem sprawiedliwego. "Sacrebleu" szeptał sennie, śniąc straceńczą szwoleżerską szarżę Somosierry.

Semeńska sotnia spała szerokim szeregiem, spomiędzy stuletnich smreków słyszało się senne sapania. Śmierdziały skwaśniałym serem semeńskie skarpety, senni strażnicy sarkali, strącając sosnowe szyszki spisami, stukając saraceńskimi szablami, szurając skórzanymi sandałami, szamerowanymi sahajdakami, szmelcowanymi szyszakami. Stowarzyszony semeńskiej sotni spolonizowany szkocki szlachcic szaraczkowy, Sir Sean Samuel Smithandwesson, słynny skąpiec, schizmatyk-skrytobójca, straciwszy swego stajennego, sam szorował szorstką szmatą swoją starą szkapę, skrzętnie schowawszy swą skórzaną sakwę spęczniałą szylingami. Sczerniały starością semen, setnik Soroka, spokojnie sącząc słomką szklankę samogonu, skrobał scyzorykiem sękaty słup sosnowy : strzelały szczapy, snycerski sztukmistrz strugał scjentologiczne symbole, serpentyny, szarotki, shamrocki... Szumiały szpalery smreków, stękały smukłe sosny, śpiewały swe scherzo słowiki, skowronki, szpaki, synogarlice. Skowyczały smętnie szczekliwe sfory spuszczonych samopas spanielopodobnych stworów sąsiedniej studusznej sadyby.

Salwa samopałów skosiła senną semeńską sotnię. Stojący szyldwach schylił się, spadł. Spomiędzy sitowia, smreków, sosen, stokłosy, strzelał szwadron spieszonych strzelców Stiopy Suchoruki, sławetnego szowinisty, samozwańczego satrapy siczowych sił secesyjnych, skrytobójcy, sułtańskiego sługusa (stambulski suzeren sułtan Sulejman siódmy „Sinobrody”, syn Sulejmana szóstego, semitożerca-słowianofil, szesnastokrotny synobójca, symbol szachimidzkiego samodzierżcy, skrajnego socjopaty, schizoidalnego swawolnika-sadysty. Sugestywy szkic sylwetki szalonego satrapy spisał szesnastowieczny skryba, stróż sulejmańskiego seraju, Salim Salima-Salimirski – Sulejman spożył skropione sojowo-szałwiowym sosem sproszkowane szczątki swego skrycie strutego stryja ; skonsumował seksualnie sześcioletnią szympansicę Sarę ; sułtańscy słudzy słonimi szczynami szorowali szosy stambulskich suburbiów).

Sprzymierzeńcy siczowców – szwedzcy strzelcy sztabskapitana Svena Svenssona (straszliwego szwarccharakteru, syna sztokholmskiego seksera, sturczonego skandynawa, superneofickiego szyity, sułtańskiego szpicla-szantażysty), strojni szkarłatnymi szarawarami, stojąc szeregiem, strzelali swymi sztucerami sponad skarpy. Skandaliczno-samobójczy sen semeńskiej sotni skończył się stromotnie. Straszliwe sceny, sodomagomora. Spazmatycznie skrzecząc, ścigani szaleńczym strachem semeni sadzili sążniste susy, szukając schronienia, spuszczali szalupy. Stalowe salwy siczowców siały spustoszenie, siekąc spadających skarpą straceńców. Staw stał się semeńskim sarkofagiem. „Sformować szyk!” Skrwawiony sierżant Skierko skrzyknął sześciu semenów, skoczył samosiódm, sieknięty szpontonem skręcił się, spadł, stężał.

Starzy stepowi siepacze systematycznie szlachtowali spanikowanych, skołowaciałych, sterroryzowanych sapieżyńskich semenów szablami, szpadami, spisami, sztyletami, starodawnymi serpentynitowymi siekierami. Szalały sypiące się szczodrze szwedzkie szrapnele. Spalił się strącony spisą sagan smakowitej soczewicy, spalił się sąg smolistej sośniny. Samogwałciciel Saszka, szesnastoletni szpetny szczyl Symplicjusz, starościc Spycisław, szalony Szkot, samotny salwatorianin, stugłowa sotnia semenów – sromotnie skonawszy, skamienieli.

Smolistobrody spasiony szubrawiec Suchoruka smiał się szatańsko, szturchając szablą swego siwka. Szyderczo spluwał, straszliwym skurczem szczerząc swą szczerbatą sztuczną szczękę. Spojrzawszy na struchlałą, sparaliżowaną strachem sanitariuszkę Szarlotę, stary satyr sprośnie szepnął „szykowna szyksa” i szybko spełniwszy się seksualnie, sieknął smukłą szyję spazmującej szatynki sztychem swego szabliska. „Szkoda sapieżyńskiej suki, smakowita była” - splunięciem spostponował szarlocine szczątki szurnięty sadysta.

Skończywszy strzelaninę, suchorukowe sołdaty skoczyły szukać secinnego skarbczyka. Sołdacka szperanina skończyła się szokującym sukcesem-siurpryzą : stał sobie samotnie, skryty starymi spłowiałymi szubami, skarbiec sapieżyński : skrzynie szampana, szczerozłotych i srebrnych sztućców, sobolich, szynszylowych szub, szytych srebrem szyfonowych sukni, stuł, szynionów, stosy szesnastowiecznych szterlingów, szekli, starodawnych sestercji, szlifowanych starannie szmaragdów, szafirów, szylkretowych sztabek, staroromański szkaplerzyk, siedemsetczęściowy srebrnozłoty serwis stołowy, samowary,  stylizowany sukcynitowy sekretarzyk, setka steatytowych starochińskich statuetek, słoniokościane szachy, sudeckie szlifowane szkło, superrzadkie sadzonki specjalnie sprowadzanych subsaharyjskich sukulentów, szwajcarski szpinet, srebrzysty szybkostrzelny sztucer Stanisława Sapiehy seniora, szafa skoroszytów skrywających sekretne szyfry sapieżyńskich służb specjalnych, szkielet stegozaura, sześćsetletnie suszone szczątki szoszońskiego szamana, słoik solonych soliterów. Skamienieli siczowcy, struchleli Szwedzi, scichł sardoniczny schrypnięty śmiech Suchorukiego.

„Sumiennie sprezentujemy sapieżyński skarb samemu Sułtanowi, synowi Słońca” sapnął szef siczowców, spoglądając strasznie. Smagnięty szpicrutą szeregowiec skamlał skulony. Szyję skarconego strzelca szpeciła szkaradna sina szrama. „Szczeźniesz, swołocz, skunksie, sobaczy synu, szykuj sobie stryczek” syknął spurpurowiały szef siczowców. Soldateska sarkała, szemrała, szumiała, szturchała spisy, szable, samopały, snadź słynny sadyzm sułtańskiego satrapy-samozwańca sugerował strzelcom samokontrolę.

Szybko spotulnieli, sklecono stoły, stołki, stołeczki, strudzeni skończonym szlachtuzem siepacze-stachanowcy spokojnie siedli społem. Strzelały skrami smoliste szczapy. Skwierczały smażone schaby, soczyste szaszłyki suto skropione słodko-słonymi sosami, siczowcy szarpali szczękami sarninę, szynki, serdelki, suszone szprotki, solone szparagi,  ssali szpik, szafowali szafranem, siorbali szczodrze serwowany słodkawy semeński samogon, schładzając się sapieżyńsko-sułtańskim szampanem. Szacując skalę straszliwego sukcesu, sowicie spłacona, setnie spita skandynawsko-siczowa sfora sułtańskich szubieniczników serdecznymi słowy schlebiała swemu schizofrenicznemu szefowi, szafując superlatywami, silnie się spoufalając.

Smyczki smętnie szarpały struny skrzypiec, skrajem stawu snuły się smutne siczowe szanty, sentymentalne serenady, sprośne sołdackie szlagworty, sznapsbarytonowy szwargot szwedzkich strzelców. Sinozielony staw szemrał spokojnie, sepulkralnie. Skrwawiony szynel Skierki spływał spokojnie strumieniem. Stopniowo szarzały spędzane spokojnym szkwałem stratocumulusy, szarówka spowijała stary stepowy szlak. Schowane, senne sierpniowe słonko szykowało spojrzenie spoza szumiącego starodrzewia. Szlus.

Spisał : Stary szelma

 

05:15, stary_werter , Igraszki
Link Komentarze (4) »