poniedziałek, 21 lutego 2005
Komentarze

Nie, nie będzie ani typologii, ani  wymądrzania się na temat, nic z tych rzeczy. Taka sobie impresyjka z dzisiejszej eksploracji bloxowiska.

Ciekawy jestem, co sobie myśli gnojek, który pod ekstremalnie zdołowanym wpisem (jednym z wielu  na depresyjnym blogu) wystukuje taki tekst :”Hej, fajnego masz blogaska. Będę do ciebie zaglądać, i ty też wpisz się u mnie”.

22:47, stary_werter , Bloxowisko
Link Komentarze (12) »
Internałta

Dalszy ciąg cyber-walki Interałty z Radyjem

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2562654.html

Lechu się rozsmakował, Gazeta zreszta też. Mam  niejasne przeczucie, że wlacząc z Radyjem , szanowne redaktorstwo Gazety aż piszczy z uciechy przysrywając Internałcie jego własnymi imejlami, no ale cóz - sam chciał. Nawet ten łociec redemptorysta wypada przy nim korzystniej.

Ech, Internałta, krew z krwi, kość z kości naszej ... teraz dopiero widać, że Prezydentem naprawdę może zostać każdy.

Stary Werter

PS : „I to jest bardzo piękne” dodaje z boku Pangloss ;-)

16:17, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 lutego 2005
Kolejny filmik na diwidi

Tym razem „Złap mnie, jesli potrafisz” z Hanksem. Aha, i jeszcze z Pieknym Leonardem , i to w roli glownej (tak , jakby nie było w Hollywood prawdziwych aktorow). Drugi raz, choc do kina drugi raz na pewno bym na to nie poszedl. Filmik przyjemny, ale nic ponadto. Z tego wszystkiego, mimo iz Hanks byl niezly w roli agenta FBI, mimo iż historia (autentyczna) była ciekawa, najbardziej z calego filmu podobala mi sie muzyczka i przede wszystkim czolowka, pieknie wystylizowana na lata 60-te. Zaleta diwidi jest to, ze mozna sobie puscic sama czolowke, i to kilkakrotnie ;-)

Szkoda, ze tak wielu rezyserow odpuszcza sobie czolowki, przciez moga to byc prawdziwe, oddzielne dziela (dzielka) sztuki, troche jak „kronika” czy dokument przed filmem wlasciwym. Nie wiem czemu, ale najbardzeij utkwila mi w pamięci lista plac „Hydrozagadki”  bosko wyrecytowana przez Cembrzynska. Taki sam odjazd, jak caly film. Ciekawe, czy ktos juz wpadl na to, zeby wypalic zgrabne diwidi z samymi najlepszymi czolowkami filmowymi. Czuje w kosciach, ze kupilbym cos takiego, jakem

Stary Werter

PS: A u znajomych – trzypudelkowy, wieloplytowy komplet „Wladcy Pierscieni”. Rozszerzona do obrzydliwosci wersja, reportaze, szmery-bajery - ponad dwanascie godzin grania. Gdybym cos takiego mlodziakom przywiozl, to dopiero by bylo swieto. A przy okazji sam bym sie napasl ;-)

A jesli chodzi o polityke, to ...

... „Nurogęsi zaczęły już wędrówkę na północ, sikorki i kosy odzywają się głośniej niż zwykle, a lada dzień przylecą skowronki. To znaczy, że - choć za oknem zimno - idzie wiosna”

podala wczoraj Gazeta Wyborcza. I to jest nius :-) http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2561481.html

Nieco (o jedna wiosne) Mniej Stary Werter

Moj Przyjaciel Mundi

Mundka poznalem rowne cztery lata temu, kiedy pozegnalem sie z jego poprzednikiem i gwaltownie szukalem nastepcy. Poprzednik byl juz stary, sterany i z tygodnia na tydzien stroil coraz wieksze fochy. Wladowalem w niego kupe szmalu, calkiem niepotrzebnie. Pewnego dnia, gdy po raz kolejny zawiodl mnie w najbardziej niestosownym momencie , powiedzialem sobie „Dosyc, musimy sie pozegnac” i odwrociwszy sie na piecie zostawilem go, tak jak stal, na parkingu pod sklepem. Potem zaopiekowal sie nim jakis stary Serb.

Mundka poznalem w internecie. Na pierwszy rzut oka prezentowal sie niezle : nie za stary, dosc przystojny, wymagania finansowe umiarkowane. Zadzwonilem pod wskazany numer i pojechalem.

Okazalo sie, ze anons byl uczciwy i od razu poczulem do Mundka sympatie, szybko wiec ubilem targu i po dokonaniu niezbednych formalnosci juz trzeciego dnia bylismy razem.

Mundi sluzy nam do dzis. Lubi go cala rodzina, bo jest przyjacielski i niezawodny, mimo postepujacego wieku. Nie narowi sie, dziala szybko i sprawnie, nie narzeka na niedostateczna opieke i niewielka ilosc zabiegow higienicznych. Ma tylko jedna wade (ale ktoz ich nie ma) : lubi wypic, niestety. Cos miedzy 9,5 a 11 litrow na 100 km.

--

Poniewaz Mundi pokazal nam cala Serolandie i kraje okoliczne, zzylismy sie z nim bardzo i postanowilismy, ze przyjedzie z nami na Ojczyznylono, mimo wieku i wspomnianego wyzej nalogu.Na szczescie Mundek zalapywal sie na mienie przesiedlencze, nalezalo tylko przejsc przez Urzad Celny. Gdybym blogowal w lipcu, to pewnie bym to opisal ze szczegolami, ale teraz czas juz zaleczyl rany, wiec zamiast eposu bohaterskiego wspomne tylko, ze odprawa byla bardzo sprawna i trwala tylko jedno popoludnie i nastepny dzien. Naprawde, zmiescilismy sie w godzinach urzedowania. Wuala.

Niestety (i na to pragne zwrocic uwage Ewentualnych Powracajacych) w roznych krajach wiek samochodow jest liczony w rozny sposob, na przyklad w Serolandii liczy sie od czasu pierwszej rejestracji, w zwiazku z czym, gdy go kupowalem, Mundi wystepowal jako piecio-, a w dniu Powrotu jako osmiolatek. I tu siurpryza. Pan od przegladow technicznych zerknal na numerek w dowodzie, zerknal do katalogu i jednym jego wcisnieciem klawisza Mundzio zestarzal sie o dwa lata, albowiem poniewaz na Ojczyznylonie liczy sie rok produkcji, nawet jesli autko stalo w sklepie czy gdziekolwiek indziej przez dwa lata, jak Mundi. Bywa. Tym samym Pan ze Stacji zwiazal nasze losy, znaczy moje i Mundka, na wiele lat. Bo nawet jesli mialem pierwotnie zamiar pozegnac sie z Mundim zaraz po uplywie rocznej karencji, to teraz wiem, ze zajezdze biedaka na smierc. Albowiem poniewaz jedenastoletni Mundi z silnikiem sredniej wielkosci czolgu i zlopiacy jedenascie na sto jest praktycznie niezbywalny na Ojczyznylonie. Nie szkodzi, i tak sie lubimy, innego mi nie trza.

Radzili mi rozni tacy, zeby przerobic go na gaz, ale Mundi jest juz starutenki a rodza silnika sprawia, ze staje sie to nieoplacalne. No, przynajmniej ja taki powod sobie znalazlem, bo tak naprawde, gdy sobie pomyslalem,ze jakis obcy facet mialby Mundiemu grzebac w silniku, to mi sie go zal zrobilo. Zwlaszcza, ze Mundi sprawuje sie bez zarzutu, a interwencje domoroslych fachowcow moga sie skonczyc zmiana tego stanu. Dlatego tez trzymamy sie z Mundim jak najdalej od fachowcow. Ja go poje, a on mnie wozi i jest git. Mundiemu trzeba bylo tylko zmienic klocki i filtr, dolac oleju i ostatnio pomajdrowac przy zawieszeniu (ale to juz zapowiadalo sie w Serolandii). Wlasnie obserwacje poczynione przy tym majdrowaniu utwierdzily mnie w przekonaniu, ze Mundzia trzeba chronic przed fachowcami, a on juz jakos sobie poradzi, bo jest dzielny. A dzielny jest bez watpienia, co widac po tym, jak meznie i bez szemrania znosi wszelkie moje pomysly i polskie drogi. Ale o polskich drogach, Drodzy Ewentualni Powracajacy, napiszemy kiedy indziej.

Przed zachodem slonca

Pochwal dzien przed zachodem slonca. Potem moze juz byc za pozno ;-)

sobota, 19 lutego 2005
Cos drgnelo pod sutanna

We Wloszech, pod auspicjami Kosciola katolickiego wydano pierwszy katolicji przewodnik po seksie : http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2558956.html . W zasadzie juz samo zestawienie slow „katolicki” i „przewodnik po seksie” budzi u wielu osob usmiech, ale tytul ("Grzech tego nie robić") i kilka cytatow z owego przewodnika (oczywiscie tych przytoczonych przez GW, innych nie znam) zwraca uwage : 

"Seks jest zamysłem Bożym", "Seksualność jest skarbem życia", "Poprzez seks przekazujemy miłość", "Masturbacja jest dopuszczalna, gdy kobieta w trakcie aktu miłości nie zdołała przeżyć stanu rozkoszy",  "Dziś porządny katolik uprawia miłość, a wzgardzanie boskim darem seksu jest wbrew naszej wierze", "Jeśli jesteś impotentem, nie masz ochoty na miłość, musisz się leczyć. To nie jest normalne". Nie brzmi to jakos specjalnie „po chrzescijansku”, prawda ? Szczegolnie w Kraju Kwitnacego Rydzyka i innych samozwanczych cieciow moralnosci.

Wiadomo, ze Kosciol katolicki  bedzie sie zmienial, bedzie modyfikowal swoje poglady i zalecenia,tak , jak to czyni od dwoch tysiecy lat. Wszystko, przeciwko czemu wystepuja obecnie konserwatywni katolicy (uwaga, to nie jest epitet, tylko proba uproszczonego nazwania swiatopogladu i zachowan) w koncu zostanie zaakceptowane, to tylko kwestia czasu. Z tym, ze obawiam sie, ze dla Kosciola katolickiego (i dla innych kosciolow) bedzie juz troche za pozno, bo i tak wiekszosc zachowan i postaw zwiazanych z seksualnoscia czy tworzeniem zwiazkow nie jest juz wiazana ze stosunkiem do religii. Nie  chodzi zreszta tylko o seks. W krajach Zachodu katolicyzm przestaje stopniowo budzic nawet niechec (tak silna w ostatnich dziesiecioleciach)  – staje sie powoli czyms idealnie obojetnym, nieistotnym.

Zamiast dlugiego wywodu przytocze tu moze krotka anegdotke : kilka lat temu, tuz przed Swietami Wielkanocnymi, grono moich wspolpracownikow rozmawialo podczas przerwy na temat planow swiatecznych ( w znaczeniu „wakacyjnych”, oczywiscie)  i pogaducha w pewnym momencie zeszla na ruchomosc tych Swiat i na klopotliwe powiazania ich z week-endem, co powoduje, ze Swiat tych nie da sie wykorzystac do roznego rodzaju „mostkow” urlopowych. Szczegolow nie slyszalem, bo siedzialem w pokoju obok. Jakis czas po przerwie do naszego pokoju wpadla jedna z uczestniczek dyskusji i powiedziala do kolegi (tez uczestnika) : ”Sluchaj, juz wiem dlaczego – w piatek Go ukrzyzowali, a w niedziele zmartwychwstal. SPRAWDZILAM W INTERNECIE”.

I tyle. Dziekuje Panstwu za uwage

Stary Werter

czwartek, 17 lutego 2005
Eksploracji bloxowiska ciąg dalszy.

Na szczescie nie samym „Matrixem” czlowiek zyje – sa jeszcze blogi ;-D

Kolejne dwa fajoskie, bardzo rozne.  Tutaj http://arbitralny.blox.pl/html mam przyklad, ze dwie zupelnie  nie znajace sie osoby, wychowane oddzielne i nie komunikujace sie ze soba, moga miec nieomal identyczne poglady na prawie wszystkie mozliwe tematy. Znaczy Oyster to chyba moja siostra blizniaczka jest alboco (Ha ! wesze tu  jakis ukryty skandalik rodzinny ;-)). Bo pisze ona dokladnie  to, o czym sobie mysle i bym chcial kiedys napisac. Tyle tylko, ze jest to sto razy lepiej ujete, niz moglbym to zrobic, chocbym sie cienkim srutem posrał.

A na deser  to :  http://waldemar.blox.pl/html . Przy paru wpisach umarlem ze smiechu. Jesli ktos lubi Larsona, to bez problemu zwizualizuje jego rysunki przy kazdym wpisie Waldemara ;-)

13:42, stary_werter , Bloxowisko
Link Komentarze (9) »
Mętniactwo

Przebywając na tym chwilowym „wygnaniu” poza Ojczyznyłonem, postanowiłem umilić sobie troszku długie zimowe wieczory i zacząć nadrabiać zaległości  filmowe. Niestety, okazało się, że wypożyczalnie diwidi wymagają auswajsu z adresem (no niby normalne), pozostali więc uczynni znajomi. I tu niestety rozczarowanie, udało się zorganizować Vabanki (no , akurat znam  na pamięć, ale to nic), Królową Margot, Matrixy i „Cath me if you can”. Reszty nie da się oglądać.  Kupa śmiecia (pewnie otrzymane w prezencie) i dziecięce kreskówki. Nosz chyba będzie trzeba zmienić znajomych na takich , którzy nie mają dzieci i nie pracują wieczorami ;o)

Na te „Matrixy” nastawiłem się szczególnie, bo to paniedziejaszku klasyka, nieprawdaż, wszyscy wszystkim grepsy z filmu serwują, do „idei i przesłania” się odwołują, do postaci nawiązują, wstyd nie znać, no. Zapuściłem więc sobie kilka dni temu pierwszego Matrixa i nawet dotrwałem do końca. Porażka, kochani, porażka. A może to ja niepotrzebnie oczekiwałem bukwieczego. A tu taka sobie, sprawnie nakręcona szczelaninka z ładnymi efektami. I agent Smith misie. Nawet bardzo misie. Ale reszta ? Słynne „Przesłanie” ? Hucpa i mętniactwo, moim skromnym. No i teraz patrzę sobie na tę drugą część i nie wiem. Chyba, jak mnie już robota zemdli ;-)

Na odtrutkę miałem na szczęście „Królową Margot” . Mimo hektolitrów keczupu, jakoś odetchnąłem – da się jeszcze robić naprawdę dobre filmy. A może to ja po prostu za stary werter jestem i nie nadążam ? Chyba raczej tak.

środa, 16 lutego 2005
Shake-hands

Kiedyś gdzieś wyczytałem, że ktoś gdzieś (niech wykształceńsi oświecą mnie,  w którym kościele dzwoni, proszę), że dowolne osoby żyjące na tym najlepszym ze światów można połączyć łancuszkiem pieciu (góra sześciu) szejkhendów, czyli znajomości . Nie muszą to być znajomości bardzo bliskie, wystarczy taka z szejkhendem czy krótką rozmową. Ktoś zna kogoś, kto zna kogoś, kto ... itd.  Ta reguła dotyczyłaby wszystkich –  podobno można takim łańcuszkiem połączyć Prezydenta USA (taki był przykład, bo i teoria powstała ponoć w środowisku najlepszych, bo amerykańskich uczonych) z  dowolnym Papuasem.  Zgodnie z tym zjawiskiem, ograniczonym do Netu, rozprzestrzeniają się różne wirusy, spamy i święci antośkowie.

Sprawdziłem na sobie : do rzeczonego Prezydenta USA i wielu tzw. Głów rządzących dzielą mnie po 3 szejkhendy, a do kilkudziesięciu lub kilkuset Papuasów – też 3. Czyli nawet idąc okrężną drogą sieby zgadzało. Kurdebalans, no , no ... 

O, i przypomnialo mi się : wiele lat temu,  podczas jakiegos spotkanka w gronie, rzucilem  ot tak sobie, bo misie skojarzylo (rozmawialismy o chorobach ;oD) , ze  zycie to jest smiertelna choroba przenoszona droga plciowa. No a po kilku latach co widze ? Wiadomoco. Ciekawe, ile szejkhendow dzieli mnie od Zanussiego ? Chyba, ze jest to tak oklepane porownanie, ze kazdemu sie narzuca. Kurcze, a taki bylem z niego zadowolony ... ;o)

wtorek, 15 lutego 2005
Kuchnia Polska

Jest pyszota na koniec dnia :

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2552118.html

“Koniec darmowej pizzy dla zamojskiej policji

Policjanci przymykali oczy na przewinienia dostawców pizzy. W zamian restauratorzy stawiali im obiady. Prokuratura sprawdza, czy w Zamościu w dalszym ciągu kwitnie korupcyjny układ. Według ustaleń "Gazety" to może być dopiero wierzchołek góry lodowej”

No i prosze, mamy kolejne danie kuchni polskiej : danie dupy za pizze. Smacznego zyczy

Stary Werter

PS : Do pizzy najlepsze jest wino czerwone. Wlasnie zdecydowalem sie na Pinot Noir z Auvernier ;-)

A propos polityki ...

... to naprawde mam problem. Nie wiem, jakie winko na dzisiejszy wieczor kupic ;-)

Na pewno jakies tubylcze,  ale czy lagodny Johannisberg czy Pinot Noir z Auvernier  ? A moze ostrzejszy bialasek z Cortaillod ? Wot problem ;-)

Nie Taki Stary Werter

14:39, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (8) »
Europejskie mycie garow

Eksperci Unii Europejskiej wprowadzili dyrektywę, która nakazuje osobie zmywającej naczynia notowanie na specjalnym druku co umyła, kiedy i czym. Badana musi być też temperatura wody - tłumaczy szef Wojewódzkiej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej w Olsztynie Janusz Dzisko. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2553349.html 

Miodzio. To jest nius ;-)

A tak powazniej, to jest to klasyczy martwy przepis, ktory nie bedzie egzekwowany, ale za to bedzie idealnym hakiem, gdy jakis restaurator komus podpadnie. Takich haczykow jest na pewno wiecej, gdy sie je zsumuje, to bedzie mozna wykonczyc kogos, gdy pojawi sie taka potrzeba. Pelna Bolszewia. Potem sie dziwia, ze ludziska boja sie Unii.

14:32, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (3) »
A ten znowu o polityce :-)

Listy podwojne, jawne, tajne i dwuplciowe, listy otwarte i na wpol uchylone, komisje, komitety, aborcja, konsorcja, roszady, defilady, deklaracje, stanu racje, przepychanki i cacanki. Larum grajo wkolo – Rzplita w niebezpieczenstwie. Zagrazaja nam czarni, czerwoni, rozowi, brunatni, zieloni, niebiescy, zolci i teczowi. Zydzi, Cyganie, Niemcy, Ruscy, Ukraincy, Francuzi, Jankesi, Bambusy, Asfalty, Hiszpanie, Beldzy i Holendrowie. Litwini z wycieczki i dederoskie teczki. Pederasci, pedofile, pediatrzy i pedolodzy. Masoni, cyklisci i skrajni filatelisci. Odpor trza dac. Starajcie sie, kochani zonkosie stanu, spieszcie sie, bo moze dla was nie starczyc. Sie nie zalapiecie na wybory i beda cztery lata w plecy.

A ja dzis ide na kolacje z bardzo milymi ludzmi ;-)

Stary Werter

13:08, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (2) »
Rzeczpospolita Kaczynska

No sorry, znowu o polityce. Mialo nie byc, ale nie zdzierzylem. Kaczor dał głos. Znaczy – wywiadu udzielil. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2552682.html

Pomysl mam taki – udzielac mu glosu jak najczesciej, gdzie sie da, zmuszac wrecz do wynurzen i roztaczania wizji. Po pol roku takich wywiadow, w normalnym kraju nie byloby po nim sladu w sondazach wyborczych.

Lechu

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2552856.html

Lechu sie ocknął.  Ocknął, zaryczał i pręży się niczym Lew Brytyjski. Troche nieskladnie i niegramatycznie, ale za to dzieki temu nie ma watpliwosci, ze forumowicz wlprezydent to Lechu wlasnie. Znaczy teraz kolegami jestesmy, kolegami po forumie. No po prostu mjut-malina. Lechu sie zlosci, bo Lecha wyprowadzono w pole i niecnie oszukano, bo on do tej  pory nie wiedzial, ze towarzystwo skupione wokol Ojca Derektora jest takie niedobre. Teraz dopiero wie. Biedaczek. Jak mawiano niegdys w okolicach Nalewek : „To mnie kosztuje duzy smiech”.

09:35, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 lutego 2005
Zus jego mać

A teraz taki link.  Chlopcy i dziewczeta wzieli sie w garsc i postanowili zrobic dobrze przedsiebiorcom. http://firma.onet.pl/1053553,wiadomosci.html

Dwie cytowane wypowiedzi ujely mnie szczegolnie : 

„ ... Wiceminister zaznaczyła, że mimo wzrostu gospodarczego "wciąż mamy dziurę budżetową, którą trzeba załatać i każda grupa powinna się przyczynić do jej łatania".
”... Ze stanowiskiem wiceminister zgodziła się posłanka Anna Filek (SLD), która powiedziała, że jej partia poprze rządowy projekt. Podkreśliła, że zmiany nie dotkną większości małych i średnich przedsiębiorców, a dzięki nim wszyscy będą "mniej więcej równo dotknięci daninami na rzecz państwa". Filek ostrzegła, że ze względu na zadłużenie ZUS "następne rządy w jeszcze większym stopniu będą musiały sięgnąć do przedsiębiorców ...".
 

No wiec (ja wiem, wiem, nie zaczyna sie zdana od wiec, pszesz dlatego dodalem no ;-)) mamy jasnosc w temacie Marioli. Skladki zusowskie podwyzsza sie nie po to, aby system emerytalno-rentowy dzialal sprawnie (bo pszesz i tak nie bedzie dzialal) tylko po to, aby latac dziure.

I fajny jest tez tekst o „kazdej grupie”. Prosze Panstwa, znamy nowe, szersze znaczenie słowa „kazdy”. Od dzis „kazdy” =”ciagle ten sam”.

Termin „danina” tez mi przypadl do gustu. Mozna tez dodac „trybut” i stworzyc Urzad Trybutowo-Daninowy. I Zaklad Danin. Mozliwosci sa nieograniczone.

I ta nutka optymizmu, ktora pobrzmiewa w slowach poslanki Filek. No slodka wprost.  

Bajdełej, mam tu do odebrania nalezna mi kaske z funduszu emerytalnego, co to mi ja tubylcy przez kilka lat potracali z pensji, az do Wielkiego Powrotu. Troche sie uzbieralo. Niedawno sie dowiedzialem, ze istnieje realna grozba, ze zamiast wyplacic mi ja,  jak to drzewiej bywalo, to tubylcy beda byc moze chcieli przekazac to zusowi, chyba, ze zdaze przed podpisaniem odpowiednich umow, uczciwszy uszy, bilateralnych. No normalnie wolalbym juz, zebysmy razem z tubylcami spalili te kase w ognisku. Przynajmniej byloby widowiskowo. Z gestem ;o) 

A przy okazji uwaga dla Innych Powracajacych : zalatwianie papierkow i  formalnosci zwiazanych z clem, meldunkiem, zakladaniem firmy itp bywa dlugotrwale i  nuzace. Glownie z powodu zlej organizacji, bo ewidentnej zlej woli ze strony urzednikow nie stwierdzilem (moze mialem szczescie). Wrecz przeciwnie, zazwyczaj spotykalem sie z zyczliowscia i zrozumieniem dla roznych moich dziwnych problemow. Wiele Pan Urzedniczek i Panow Urzednikow szlo mi na reke znacznie bardziej niz przewdywaly to rozne nieznane mi Wazne Ustawy i Rozporzadzenia, a w najgorszym razie zachowywalo postawe neutralna. Byl jeden jedyny wyjatek : ZUS. To jest jedyna instytucja jawnie wroga wszystkim, ktorzy wchodza w jej progi, na wszelkich szczeblach hierarchii i przy dowolnym typie „zalatwianych” spraw. Sa gorsi od skarbufki (w ktorej , swoja droga, tez siedza niezle smoki). Serio serio. Chcialem to kiedys nawet opisac, ale zrezygnowalem. Na samo wspomnienie odechciewa mi sie czegokolwiek.  

Stary Werter 

PS : szczegolnie „cieplo” pozdrawiam Panie z ZUS-u na Czerniakowskiej. Specjalne kotly ze smola juz sa dla was podgrzewane, mile Panie. Doktor Faust mi o tym powiedzial, a on ma info z pierwszej reki, od swojego bliskiego znajomego, ktory przy tym robi ;o) 

Russians love their children too

Ta historia byla opisywana niedawno w GW, teraz przypomnienie z okazji wydania polskiego tlumaczenia tej ksiazki. 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2552286.html

Po cwierwieczu paletania sie po rozmaitych umieralniach Ojczyzny Proletariatu Gdzie Czlowiek Jest Najwyzszym Dobrem, dopiero w Jaskini Krwiozerczych Kapitalistow  Gallego zobaczyl na wlasne oczy, ze niepelnosprawny moze byc traktowany jak czlowiek. Szok. Gdy kilka tygodni  temu czytalem te opowiesc, nasunela mi sie analogia z „Pianista”. Podobny ciag cudownych ocalen i zbiegow okolicznosci. I zaraz ja odgonilem, no bo jak mozna porownywac los kaleki w Zwiazku Radzieckim i z losem Zyda w hitlerowskich Niemczech. No jak mozna . Przeciez to nie ma nic wspolnego.

A taki jeden to spiewal kiedys , ze Rosjanie tez kochaja swoje dzieci. To przeboj byl, prosze Panstwa. I bardzo piekna ballada.

niedziela, 13 lutego 2005
Scriptoterapia

(Tekst powstały w wyniku przeczytania kilku blogów, których nie mam zamiaru linkować.Ze względów oczywistych).

 Pisanie nie jest chyba dobrą formą terapii. I nie myślę tu tylko o blogach, lecz także o „zwykłym” spisywaniu swoich uczuć, nieważne, czy na papierze czy na twardym dysku naszego Osobistego Powiernika (PC – Personal Confessor). Słowa mają bowiem wielką siłę. Może nawet zbyt wielką. I nie zawsze uzdrawiającą. Są niezwykłym katalizatorem, paliwem, utrwalaczem. Słowo, powstałe z myśli, rewanżuje się nadając im kształt, aby znowu nakarmić się nimi i ponownie je uformować, by następnie wchłonąć je jeszcze raz, po to by ... I jeszcze, i jeszcze. Słowo – Wielki Wywoływacz Sprzężeń Zwrotnych.

 Dopóki wypełniające nas emocje są pozytywne - wszystko jest w porządku. Kwitniemy. Ogrzewamy nimi siebie i innych. Problemy zaczynają się, kiedy coś zaczyna nas dręczyć, kiedy nie możemy sobie poradzić z gonitwą myśli, z kotłowaniną sprzecznych uczuć. A przecież właśnie wtedy najczęściej wpadamy na pomysł , aby je spisać, uporządkować i skanalizować lub zwalczyć. Niestety, Proszę Państwa, mam dla Państwa złą wiadomość – bardzo rzadko się to udaje.

 Ulga, jeśli w ogóle da się odczuć, będzie krótkotrwała i pozorna. Wraz z pierwszym opisem, nasze czarne myśli, złe przeczucia, wyrzuty sumienia i żale dostały pierwszą pożywkę. Nabrały kształtu. Ponieważ napisaliśmy szczerze i od serca – spodobały się nam, więc je adoptowaliśmy, a one wymościły się w naszym umyśle i urodziły następny czarny miot. Też dorodny, przystojny. I mnożny jak stado królików. O, jacy jesteśmy nieszczęśliwi, samotni, skrzywdzeni, jak nam do twarzy w tym nieszczęściu. To może jeszcze raz spróbujemy to nazwać, trochę inaczej, doskonalej ? Tak, to też jest dobre określenie, pasuje jak ulał, pięknie podkreśla kształty naszych Czarnych Myśli i naszego Nieszczęścia. Sublimuje je. Dobrze jest mieć coś wysublimowanego, po raz pierwszy nas to spotyka,  a jest tego juz tak wiele, że możemy juz nie tylko się w To ubrać lecz wręcz się w Tym zanurzyć. A To Coś już nie jest wdziankiem, lecz narkotykiem, to odurza, daje ostrość spojrzenia, natchnienie. Och, jak bosko, potwornie bosko, super potwornie źle.Więc może jeszcze raz....  można to długo ciągnąć, niekiedy bardzo długo.Ale nie w nieskończoność.

 Zakończenie zależy od fartu, od tego, czy Wasz Anioł Stróż wreszcie się ocknął czy Was olał, jako przypadek beznadziejny. Na tej ścieżce może Wam pomóc już tylko ktoś inny. Druga osoba. Przez podanie ręki, wsparcie lub zdrowe potrząsnięcie. I nie musi to być od razu lekarz-specjalista, ani osoba z Waszych snów, może to być na przykład Ktokolwiek. Ktokolwiek w zupełności wystarczy, bo może okazać się, że to jest ten Ktoś.

 Niestety, pisanie jest działalnością absorbującą i nie ułatwia spotkania Ktosia. Pochyleni nad kartką papieru  czy klawiaturą, zajęci cyzelowaniem swojego nieszczęścia możecie Ktosia nie zauważyć. Ktoś też może Was ominąć, lub co gorsza odejść, zniechęcony Waszym stanem permanentnej introspekcji i bezowocnymi próbami ratowania Was. A wtedy macie naprawdę prze-je-ba-ne. Na dodatek występowaniem i częstotliwością pojawiania się Ktosia rządzi Czysty Przypadek, a Czysty Przypadek bywa wredny.

 Dlatego też, Drodzy Państwo, nie spisujcie swoich negatywnych uczuć, jeśli są to jedyne emocje, jakie w tej chwili odczuwacie.  Wasze pisanie może, owszem, przydać się ewentualnemu czytelnikowi, który przekona się naocznie, że jednak Wy macie gorzej , ale Wy nie odniesiecie z tego żadnych korzyści. To juz lepiej w ogóle nie pisać.

 A skoro już koniecznie musicie pisać tkwiąc w dołku,  piszcie o czym innym, albo przynajmniej też o czym innym (to „też” jest programem minimum). Wasz trzechsetny wpis na temat Waszej Niedoli tylko Wam wydaje się nowy i oryginalny. Tak naprawdę działa odstręczająco, a publiczne cięcie żył robi wrażenie tylko za pierwszym razem. Piszcie więc o czymkolwiek, dlaczego by nie Pierdołach, na przykład. Albo o tym, jak minął dzień. O Ulubionym Małym Puszystym Zwierzątku. O Pierwszych Stronach Gazet. O Innych Blogach. O Północnym Mroźnym Wietrze i o Chorym Terometrze. Najlepiej w miarę dowcipnie. Z pogodnym  uśmiechem dobranym starannie do okoliczności – do osobników pogodnych i dowcipnych ludzie lgną jakoś bardziej, więc może uda Wam się złowić Ktosia. „C’est de bonne guerre”, jak mawiają Francuzi, Wasza sytuacja was usprawiedliwia. Efektem ubocznym może tez być to, ze się Wam spodoba pisanie na temat inny, niż Wy sami i Wasze Cierpienia. Może zajmiecie się tym czymś, a Nieszczęście powoli odejdzie, zmieniając się stopniowo w Zgryzotę, Problem, Niepokój, wreszcie – Nic. Szanse na to są co prawda niewielkie, ale są.

 W ostateczności, jeśli już nie możecie pisać o pierdołach,  to przynajmniej nie spisujcie swoich nieszczęść tylko dla siebie, na swój własny użytek. Zamiast  zapisywać je w kajecie lub Osobistym Powierniku, piszcie blogi. Ktoś to przeczyta, może się odezwie, może okaże się być Ktosiem. Pod warunkiem, że mu odpowiecie.

 I jeszcze jedno : Drodzy Państwo, jeśli zobaczycie, że ktoś uporczywie brnie w żył cięcie, zajmijcie się nim, jeśli macie czas i ochotę. Może to Wy jesteście Ktosiem. Zagadajcie, podajcie dłoń, w osteczności kopnijcie w dupę – czasami pomaga.

 Niestety, bycie Ktosiem pochłania czas. Ale przecież, skoro siedzicie na tych blogach, to znaczy, że ten czas macie. Nie ograniczajcie się do prostego „Hej, co słychać, fajnie piszesz, zajrzyj do mojego bloga”. Bloger coś napisał, jeśli ani Was to ziębi, ani grzeje, olejcie to, ale jeśli Was poruszyło, to napiszcie. Napiszcie coś od siebie. Słowa wypowiedziane, czy napisane i przysłane nam przez Ktosia  mogą działać jak balsam, leczniczy okład lub przytrzymanie ręki w ręce. Może kiedyś napiszecie e-maila, wyślecie sms-a. Może staromodny  papierowy list w kopercie ze znaczkiem. Może zagadacie na GG. Może się umówicie na spotkanie w realu.

 Nie bójcie się spotkań w realu - jeśli macie odrobinę oleju w głowie czeka Was najwyżej rozczarowanie. A może wręcz przeciwnie. Wystarczy nie oczekiwać zbyt wiele. Nie musicie przecież za wszelką cenę olśnic Ktosia, rzucić go na kolana ani wywołać piorunującego wrażenia. Nie musicie być długonogim vampem ani księciem z bajki. Nic nie musicie, i w tym tkwi tajemnica sukcesu. Jeśli zaś się uda, to nie musicie od razu iść do łóżka. Zresztą – ani od razu, ani za rok, ani nawet za sto. Łóżko czasem się przydaje, ale jest opcjonalne,  Ktoś może byc płci dowolnej a niemusienie wspólnego przyjmowania pozycji horyzontalnych i innych znacznie ułatwia kontakt. Pogadać też jest fajnie. I posłuchać. O sprawach istotnych i o pierdołach. I być. To są jedyne obowiązki Ktosia.

 Stary Werter

 

PS : jest jeszcze jedna możliwość, ale nie śmiałbym sugerować. Żeby realne problemy rozwiązywać w realu.

  

04:06, stary_werter , Bloxowisko
Link Komentarze (5) »
Znowu bloxowisko

Calkowicie zabloxowiona sobota, tym razem dwóch zawodnikow pci brzydkiej.  Raven ( http://raven.blox.pl/html/ ) i Zdrowo Walnięty Boguś ;-) (http://zdrowowalniety.blox.pl/html ). Nie Hemingway, nie Hłasko ani inny osobnik na Ha, ale prawdziwa “męska literatura”, cokolwiek by to miało znaczyc ;-) Bardzo różni, ale coś ich łączy,  choć nie wiem co …  No i jakby to powiedzieć ? Może tak : gdybym był Małym Chłopcem, to pewnie chciałbym być Zdrowo Walniętym Ravenem, gdy dorosnę  ;-) A tak, to mogę sobie spokojnie popodziwiać spokój (pozorny ? nieważne), ostrość spojrzenia i styl. Howgh.

I jeszcze dwa inne bloxy męskie, ale nie będę linkował. Z powodu że porażka :-(

Stary Werter

03:55, stary_werter , Bloxowisko
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 lutego 2005
Publiczne przeprosiny.

Bogdan Borusiewicz zgodził się przyjąć przeprosiny Cholewy, ktory na niego donosił do SB, pod warunkiem ,że zrobi to w obecności dziennikarzy.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2546256.html

 

Tja, bo zwykła rozmowa fejstufejs to za mało, jak wybaczać to publicznie. Moim zdaniem zwykli „papierowi“ dziennikarze to za mało. Borusewicz powinien jeszcze zaprosić telewizję, która sfilmowałaby tę piękną scenę, gdy skruszony były agent klęka i całuje Bohatera w pierścień, a On kładzie mu rękę na głowie i odpuszcza mu grzechy, mówiąc „Idź i nie grzesz więcej“.  Albo „Niech Ci Pan Bóg przebaczy, bo ja nie mogę“, już bez kładzenia ręki na głowie. Alboco. Puszczamy to w prajmtajmie, a do płyty DVD (uwaga, uwaga, dziś w promocji !) dołączamy gratis paczkę chusteczek.

Tja. Ta lista miała wywołać katharsis,  a wyszedł khatar i zapalenie mózgów, które dotyka coraz więcej ludzi. Panie Bogdanie, jest Pan jednym z niewielu ludzi na świeczniku, którzy przez ostatnie lata nie skompromitowali się jakimiś żenującymi wybrykami. Po co to Panu było ?

 Bardzo Stary Werter

 PS : Miałem nie pisać o tej liście, ale jak widać, to jest niemożliwe. Bo przy okazji przeprosin agent Cholewa powiedział, że nie był Reytanem, tylko nieszkodliwym Zbigniewem. Niezabitowska też twierdzi, że nie donosiła przez rok, tylko miała dwa spotkania na początku stanu wojennego i wsio. Karkoszka zaprzecza wszystkiemu, wójt Człuchowa też. Takich będzie więcej, dotknie to zapewne tysiące ludzi. Ale oni będą przynajmniej mogli dochodzić swoich racji przed sądem. Co z  nieżyjącymi ? Czy prawo do obrony dobrego imienia wygasa po śmierci ?

 

11:44, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (5) »
Penetracji bloxowiska ciag dalszy

Dzisiaj  http://misteriumministra.blox.pl/html . Ech, co się będe strzępił, gdy wystarczy jedno słowo : fascynujące.

00:39, stary_werter , Bloxowisko
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 lutego 2005
Inne Miasteczko

Dla równowagi – casus przeciwpołożny :-)

Zacznijmy od ab owa. Już od dawna Werterostwo wiedziało, że po ewentualnym powrocie na Łono nie będzie już chciało mieszkać w Stolycy i że postarasię, żeby nie. W końcu, kiedy się dopełniły dni, nieomal w ostatnim momencie, tuż tuż przed Wielkim Powrotem stało się jasne, gdzie Stary Werter będzie orał na szynkę do chleba : to tereny CK, w okolicach Stołeczno-Królewskiego CK-Grodu, miały być obszarem powiększania pekabe. Okoliczność sympatyczna, gdyż i miasto niczego sobie i werterowa bliższa oraz dalsza rodzinka licznie rozsiana między CK-Grodem a Ciupagolandią. A StaryWerter jest, mimo swej zrzędliwości, osobnikiem rodzinnym, a nawet, za przeproszeniem, prorodzinnym. Jest wręcz, familiofilem i zwolennikiem Nepotyzmu Oświeconego, więc znaczne i wieloletnie oddalenie od kilkudziesięcioosobowego klanu odczuwał jako pewien dyskomfort . Werterostwo postanowiło więc osiedlić się i zacząć zapuszczać nowe korzenie właśnie na terenach bliskich CK-Grodu.

Z przyczyn wygodnościowo-transportowych w rachubę wchodziły wschodnie obrzeża Grodu lub polożone na wschód od nich mniejsze gródki. Stary Werter zaczął więc gwałtownie googlać. Pogooglał, pogooglał i rychło się okazało, że na CK-Grodzie możemy odrazu postawić krzyżyk, z powodu, że kasa. Werterostwo jest liczne, a posiadane zasoby pozwoliłyby wyłącznie na wynajęcie czegos malutkiego w Nowej Chuci, Prokocimiu lub czymś równie pociągającym.  Stary Werter googlał więc dalej, w stronę Kopalni Soli , gdy nagle przypomniał sobie artykuł śp. Magazynu GW sprzed lat, w którym Redaktor z entuzjazmem opisywał podpuszczańskie miasteczko N. i jego dynamiczny rozwój. Googlanie dało dosyć przekonujący zestaw statystyk, opisów subiektywnych i jotpegów, krakoscy forumowicze GW dodali swoje , po czym Stary Wertre ruszył na przeszpiegi (to własnie wtedy zniknął z bloxowiska). Na miejscu okazało się, że jest tak, jak to opisano w gazecie i internecie, czyli fajosko i decyzja zapadła. Pozostało już tylko (?) znaleźc jakieś gniazdo i je zasiedlić. W końcu się udało I pod koniecwrześnia Werterostwo osiadło i częściowo odetchnęło (perypetie zaszłe w zwischenzeicie opiszę kiedy indziej).

Miasteczko N. jest naprawdę lokalną perełką. Oddalone o ok. 20 km od CK-Grodu, przytulone do Puszczy, z pięknym, odrestaurowanym Zamkiem (zbudowanym przez Wiadomokogo. Ależ on się nabudował, ten Kaźmierz), wychuchanym ryneczkiem, czystymi i równo wybrukowanymi ulicami (przynajmniej w Centrum). Domki ładne, w większości zadbane, muzea dwa, obserwatorium astronomiczne, basen w budowie i wogle klawo, powiedziałbym nawet, że prawie gemütlich. ;-)

Od N-iczan dowiedzieliśmy się, że miasteczko N jeszcze w niezapomnianym roku 1989 było jednym z biedniejszych miasteczek w województwie podwawelskim. Teraz zaś, dzięki  staraniom burgmajstra i obywateli, jest w swej kategorii wagowej drugim pod względem dochodu na główkę miasteczkiem w nowym woj. podwawelskim dużym. Moglyby waaadze Iłży wziąć przykład, naprawdę. I stwierdziliśmy tez, że N-iczanie są w przeważającej liczbie dumni z tego, że nimi są, co ich odróżnia od.

Werterostwo postanowiło więc pójść w ślady i też wbić się w dumę i zadowolenie, a Pani Werterowa to chyba nawet zacznie społecznie się udzielać. Werter jakby nieco mniej, albowiem ponieważ głównie  zajmuje się powiększaniem pekabe, ale popiera i obiecuje, że też kiedyś.

Co prawda, na dzień dobry werterowego Mundka pozbawiono wszystkich czterech kółek (już w trzeciej dobie po zasiedleniu gniazda) i osadzono troskliwie na styropianowych klockach, ale Werterostwo się nie zraziło. I dalej lubi miasteczko N. Szczegóły wkrótce.

 Nieco Mniej Stary Werter

Małe miasteczko

Miałem pisać o czym innym,ale przeczytałem w dzisiejszej GW przygnębiający artykul o Iłży i iłżeckiej inteligencji ( http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2531099.html?as=1&ias=4).

 Trochę znam to miasteczko, przez prawie 10 lat jeździłem tam regularnie 2-3 razy do roku - gdyby zebrać to wszystko cuzamen do kupy to spędziłem tam na pewno ponad rok. Niestety, jest tam dokładnie tak, jak to opisała Autorka, a przynajmniej kilka lat temu tak było. Wyczuwalny na każdym kroku, przytłaczający marazm, dodupizm i zwis. Osób wymienionych w artykule nie znam (z 2 wyjątkami), lecz poznałem wówczas sporo młodzieży. Ci bardziej wartościowi i wrazliwi juz w wieku licealnym planowali ucieczkę gdziekolwiek, byle dalej, niektórzy już wtedy popadali w alkoholizm, większość nakładała ochronne maski – maski twardzieli i cyników. Te maski z czasem poprzyrastały im do twarzy, wpuszczały korzenie wewnątrz mózgu. Prawdopodobnie w końcu stawały się ich jedynym i prawdziwym obliczem. Piszę “prawdopodobnie”, bo nie wiem - po paru latach  życie rzuciło mnie zupełnie gdzie indziej – ale taki scenariusz wydawał mi się najbardziej prawdopodobny. Mam nadzieję, że się mylę chociaż w kilku wypadkach. Pamiętam jednego, który po studiach tam wrócił – niebawem kolega zatłukł go po pijaku bejsbolem, albo “sprzedał mu kosę”, nie wiem dokładnie, na ten temat krążyły dwie wersje, zresztą teraz jest to nieważne. Ci kolesie trzęśli wtedy miasteczkiem, a przynajmniej jego”młodzieżową” częścią. Było to w sumie zaledwie kilku zdegenerowanych łysoli, lecz udało im sie narzucić ten gangsterski styl całej (?) reszcie. O układach rządzących wolę nawet nie wspominać, bo scyzoryk otwiera się na samą myśl.

 A miasteczko jest rzeczywiście pięknie położone, jego potencjał turystyczny, tak jak napisała Autorka,  niewiele ustępuje Kazimierzowi. Piękne ruiny zamku, zalew Iłżanki, kilka ciekawych uliczek, sporo malowniczych wąwozów i ciekawa, choć typowa dla środkowej Polski historia. Tylko co z tego ? Co po zamku, zalewie i malinowym chruśniaku ? Juz nie chodzi nawet o gastronomię (ta powstaje najszybciej), ba – są tam nawet, a przynajmniej kiedyś były, miejsca noclegowe na campingu. Lecz kto zatrzyma się na dłużej w miejscu, którego nie cenią sami mieszkańcy ? Wśród ludzi, ktorzy sami siebie nie lubią ? Ech, zawsze gdy myślę o Iłży, dopada mnie deprecha. Bo ja z czasem, niestety, polubiłem to miasteczko. Patrzę na nie, jak na kogoś bliskiego, kto rozsmakował się w swoim upadku, dopieszcza się nim, kultywuje i nie chce sobie pomóc, a wszelkie uwagi traktuje , jak ataki na swoją osobę, mówiąc, ze gdyby tylko chciał, to hoho, ale mu się nie chce, a poza tym wszyscy wokół są źli i udupiają, w dół ciągną, kłody pod nogi rzucają. No i że w sumie fajnie jest w tej melinie, kumple są, panienki też. Jutro sprzeda się flaszki i będzie git. A co  pojutrze – zobaczymy pojutrze, sie nie martw, lepiej pożycz stówę albo chociaż z pięć dych i juz nie pierdol.

 Końcówka artykułu daje jakiś cień nadziei na poprawę. Może rzeczywiście coś się zmienia na lepsze ? Może rzeczywiście znajdzie ktoś, kto nie ucieknie, kto wróci po studiach ? Tym którzy się na to odważą, życzę sił i samozaparcia. Żeby nie wpadło im  do głowy założenie ochronnej, wrastającej maski. Żeby ich było coraz więcej.  I żeby się jakoś skrzyknęli, bo przecież na pewno się znają.  Może ten artykuł w GW ich do tego natchnie, choć jest skrajnie deprymujący.

 Bardzo Dziś Stary Werter

środa, 09 lutego 2005
Bloxowisko - odszczekuje

Cofam ewidentne brednie napisane kilka dni temu na temat czytania tylko znanych bloxow. Wpisu nie kasuję – niech zostanie jako pomnik głupoty niżej podpisanego. Przejrzałem kilka nowych (dla mnie nowych, znaczy się, z powodu że długa przerwa), potem jeszcze i jeszcze.To istna kopalnia wiedzy o człowieku, o radościach, klęskach, przeżyciach. I skarbnica wiedzy wszelakiej, przydatnej i całkowicie zbędnej ;-) Zacznę w końcu wklepywać linki do nich, bo mi się wszystko pomerda i sklei w całość, a niektórych pereł drugi raz nie znajdę. A niektóre z  nich są tak napisane, że się samemu pisać odechciewa, z powodu że brak talentu, niestety. I nie jest to takie mizdrzenie. I nieważne, czy to wszystko jest prawdą, czy nie. Ważne, że piękne.  Będe niektóre z nich tutaj reklamował. Ciekawe, czy mi się wszystkie te linki z boku zmieszczą. Nic to, w razie czego, poproszę Panglossa, na pewno nie będzie świnia i pomoże ;-)

 Na początek może Young Lady ( http://katarzyna.blox.pl/html ). Lektura obowiazkowa dla wszystkich nadętych maminsynków, młodych  szczurków wyścigowych - dusz towarzystwa, wschodzących gwiazd nauki,  biznesu czy dowolnej innej dziedziny życia. Przeczytajcie to, a potem przyjrzyjcie się też może swoim bliskim (bliskim ?). Może coś zaskoczy, kto wie ? Ja co prawda nie dorastam nawet do zrogowacenia na piętach Twojemu ślubnemu, ale tak sobie myślę, że Pani Werterowa będzie mogła Ci podziękować, Kasiu.  Ja to robię teraz.

 Gwiazda wieczoru zostaje Another_story ( http://innahistoria.blox.pl/html ) . Taka mała, a taka chitra, no ;-). Na tle wielkiej lukrowanej masy ruziowych blogaskuf licealno-gimnazjalnych to perełka talentu, ostrości spojrzenia i wogle. Wogle zwłaszcza. Jak mawia Pewien Znajomek : “gdy się porówna, to w ogóle nie ma porównania”. Acha - wcale nie polecam tej lektury. Pomijając fakt, że najzwyczajniej w świecie zawiszczam talentu, to jeszcze rożne myśli mnie nachodzą, typu : a może by tak zakazać Werterzątkom chodzenia do szkoły ? Jest jeszcze gorzej, niż za moich czasów, a już wtedy wydawało mi się, że to jakis koszmar i groteska. Niebezpieczne są takie mysli. Lepiej wziąć sie w garść i szczerze wyszczerzony w uśmiechu numer 5 pozdrowić swoich nauczycieli. Byczo było, prosze Panśtwa. A będzie jeszcze byczej, jak mawia Pangloss.

 Tyle tego. Trzeba będzie stopniowo się przebijać przez tę dżunglę ponad siedemnastu tysięcy  bloxów, o onetowych nie wspominając. Ja wiem, że , jak mawiają Starożytni Slowianie, “wsiewo mira nie prajebiosz”. Ale dodają zazwyczaj : “Nu, pradołżat’ nużno”. I tego się trzymajmy. Czego sobie i Wam życzy

 Stary Werter

00:24, stary_werter , Bloxowisko
Link Komentarze (3) »