wtorek, 12 września 2006
Wyjechani za granicę bałwaństwa

Link do tekstu, który wyprowadził mnie z równowagi bardziej niż jakiekolwiek doniesienia ze sceny politycznej :

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,75055,3608616.html

 

Biedny dziubdziuś, ma już 27 lat (toszto, paniedziejaszku, prawie nad grobem stojący starzec), AŻ pięć lat doświadczenia zawodowego (ho ho ho) jako informatyk. No i, kurdebalans, tylko 7 kawałków miesięcznie razem z małżonkom. Stary, bo aż siedmioletni , paniedziejaszku, samochód, mieszkanie nie własne tylko cudze za piniondze, noszkurwamać, poruta i bryndza. Nic tylko się urżnąć z rozpaczy, pierdolnąć tym wszystkim i wzionść wyjechać gdzieś tam, dajmynato, na Zachód, na ten przykład, o.

 

A tam na Zachodzie, przyhołubiom, przytulom, domek dadzom i bryke nowom co rok (ale takom, wicie, niebylejakom, bo bylejakimi siem brzydzimy), pracę godziwom i, ciekawom, takom wiencej rozwijajoncom i z pszyszłościom. I laptopa i cyfrufke. No i  tesz ze siedem kawałkuf albo i dziesięć, ale w eurosach i na twarz męską – damską. Dlatego muszem, Panie Redaktorze wyjechać stego syfu, bo sie tu , kurna , nie dorobie.

 

Jak śpiewał Wiadomokto : „Tam poeci kieszenie mają pełne dolarów i za szczęście ludzkości przelewają swój tusz”.

 

Kociaczku, sierotko boża, jedną radę mam. Pakuj się i czym prędzej wypierdalaj. W podskokach i gdziekolwiek. Albowiem tylko ostra tyrka na Zachodzie i kilka razów w dupsko mogą nauczyć Cię rozumu.

 

Stary Wkurwiony Werter

 

---------

 

A teraz już nieco spokojniej i gwoli wyjaśnienia :

 

Po pierwsze primo, nie mam nic przeciwko wyjazdom  na Zachód, ani nawet na Wschód, Północ, Południe ani nawet do Państwa Środka. Wyjazdom na studia, na zawsze, za chlebem, za szynką , za głosem serca, z powodu że Weltschmerz albo inna migrena. Nic a nic. Wręcz przeciwnie, gdyby to ode mnie zależało, każdy młody obywatel byłby prawnie zobowiązany do przynajmniej rocznego wyjazdu za granicę.

 

Po drugie primo : wcale nie uważam, że obecna fala wyjazdów jest jakąś tragedią narodową. Część zostanie, część wróci dorobiona (albo i nie, życie to niejebajka), wszyscy i tak będą dofinansowywać pozostawione rodziny albo wręcz inwestować. Na miejsce wyjechanych pojawią się inni, choćby i z zagranicy, a w niektórych branżach wzrosną zarobki (już wzrastają). Tak na marginesie dodam, że całym sercem popieram wyjazdy lekarzy i pielęgniarek, uważam też , że masowo powinni zacząć wyjeżdżać nauczyciele i inni – niezbędni, a systematycznie przez dziesięciolecia nabijani w butelkę przez wszystkie bez wyjątku rządy.

 

Po trzecie primo :  choć nie jestem wielbicielem miłościwie nam panującej kualicji, to uważam, że obarczanie jej odpowiedzialnością za aktualną falę wyjazdów jest, delikatnie mówiąc , nadużyciem. By nie powiedzieć skrajną głupotą, tym bardziej, że stosowanie zarzutów fałszywych osłabia wagę i wiarygodność tych prawdziwych i uzasadnionych. Każde dziecko wie, że z Polski wyjeżdżano zawsze (jak to z biednego kraju), a obecny pęd przybrał na sile już w połowie 2004, a teraz po prostu trwa.

 

Podsumowując : tak się złożyło, że poznałem dziesiątki ludzi, którzy wyemigrowali z powodu rzeczywistej nędzy, braku pracy i perspektyw na takąż lub głodowych zarobków. Oni naprawdę nie mieli nic, lub niewiele, do stracenia. Dlatego czytając wynurzenia osoby, która w zasadzie żyje sobie, jak pączek maśle, trafił mnie jasny i niespodziewany szlag. W tym wieku i w tej sytuacji życiowej wyjazd może być tylko ciekawym wyzwaniem, ale , do k. nędzy , nie tragedią. Skoro wyjeżdżasz, Kolego,  z powodu pewnego dyskomfortu psychicznego, to wyjeżdżaj, ale nie płakusiaj, że wyganiają Cię bieda i brak perspektyw. I pamiętaj, że gdziekolwiek wyjedziesz, będzie trudniej.

 

SW

 

poniedziałek, 11 września 2006
Niezłomni strażnicy budżetu

Nenene, dziś nie będzie o kualicji (choć i ona, paniedziejaszku, ma co nieco za uszami, delikatnie mówiąc).

Dziś zakonotujemy  sobie w pamięci, jak  „Nasi Przyjaciele z PO”, Niezłomni Strażnicy Budżetu, z trosko pohylajo sie na cieżko dolo emerytairencisty. http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3609142.html

Jak powiedział jeden z posłów wnioskodawców : Po cichu liczymy na to, że PiS to uwali”. 

 

Oj Panowie, Panowie, żebyście nie przefajnowali. PiS  pewnie chętnie  by to uwalił, ale może mu nie wypadać tuż przed wyborami , a nawet gdyby, to ochoczo może podchwycić to bardzo szerokie spektrum zatroskanych, od prawa do lewa, od komuny po wszechswojaków. O Jędrusiach nawet nie wspomnę , bo to taki prezent dla nich, że ta joj. Zwłaszcza teraz..

Tak więc, drogi Czytelniku, gdy kiedyś „Przyjaciele z PO”  zaczną  Ci  [... pi ... pi ... pi ...] jacy to oni są liberalni i odpowiedzialni (w odróżnieniu od kualicji, ofkoz, to przypomnij sobie  dzień dzisiejszy oraz wcześniejszą akcje z becikowym i zacytuj im Onufrego Zagłobę : ”Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni”. Albo nawet coś mniej cenzuralnego, na przykład wujka Staszka, mistrza celnej riposty.

 Tak naprawdę, to „Nasi przyjaciele” z obydwu stron są tak do siebie podobni, że jeszcze nigdy, odkąd głosuję, nie miałem takich trudności z odmierzeniem, o ile mniejsze jest to mniejsze zło i gdzie ono. Ale o tym kiedyś indziej, prawdopodobnie niebawem.

 Bardzo Stary Werter

 PS : Miało być dziś więcej notek, ale coś się mój komputer nie może dogadać z bloxowymi serwerami. No to pa.

 

22:16, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (5) »
niedziela, 10 września 2006
Otrzeźwienie

 

Nie wiadomo, czy to za sprawą chłodniejszego fińskiego klimatu, czy też za sprawą Ducha Świętego (być może mocniej działającego w łykendy), ale Jarosław K. jednak otrzeźwiał,  spotkał się w Helsinkach z Angelą Merkel, rękę jej podał, spokojnie porozmawiał i wycofał się z elpeerowskiego  pomysłu na „pokazanie Niemcom” żeśmy to nie jacy tacy i że Niemiec, nawet opolski, posłował u nas nie będzie. Pomysłu, który onegdaj tak ochoczo podchwycił.  Kazał też szefowej odzyskanego ministerstwa spotkać się i pogadać ze Steinmeierem, jej niemieckim odpowiednikiem.

 

Idą jesienne chłody, kampania samorządowa i inne takie tam różne, typu dekomunizacja, lustracja, Balcerowicziada etc, więc może jest nadzieja, że nasi Żonkosie Stanu zajmą się czym innym i nie będą bezsensownie ujadać na sąsiadów. Są to bowiem sąsiedzi z którymi warto jednak mieć dobre stosunki, z powodu : raz - że silni, dwa - że ważni w Europie, trzy - że wbrew temu, co bredzą wszechswojacy et consortes, życzliwi.

 

I jeśli się plecie duby smalone o asymetrii, warto się wcześniej zastanowić, ile ci źli Niemcy zrobili dla nas w ostatnich dwóch dekadach, nawet jeśli robili to w swoim dobrze pojętym interesie. Może czas byśmy sami też zaczęli dobrze pojmować swój interes. W końcu jedna rzekomo wypędzona kobita nie może być traktowana jako reprezentacja całości narodu i państwa, a jej działania można spokojnie i z pożytkiem dla wszystkich pominąć milczeniem, tym bardziej, że ona żywi się wyłącznie medialnym szumem, który usilnie wzbudza.

 

Podobnie z naszej strony Jaro powinien zwrócić Romkensteinowi , że skoro już w ogóle musi egzystować w polskiej polityce, to "z racji obowiązków pełnionej funkcji" powinien ograniczyć się do psucia szkolnictwa, a w pozostałych sprawach trzymać dziób na kłódkę i odzywać się ewentualnie dopiero po uzgodnieniu stanowiska rządu i że działania mające na celu skłócenie Polski z Niemcami i Europą mogą być utożsamiane z działaniami rosyjskiej agentury.

 

Ale nie łudzę się, że tak będzie, aż tak naiwny jednak nie jestem. Jaro musiałby wpierw umieć zapanować nad samym sobą.

 

Stary Werter

Gruba kreska

 

Obserwując casus „Obrona Jasińskiego” , muszę przyznać (bez wstydu), że złośliwą satysfakcję sprawia mi sytuacja, w której Kaczyński Jarosław i podlegle mu Prawie jak Sprawiedliwość zaczynają coraz konsekwentniej realizować politykę odkreślania komunistycznej przeszłości grubą linią.  Jak to bywa w ich zwyczaju, w formie karykaturalnej. Nie jest to oczywiście precedens, pamiętamy bowiem , że na odcinkach ”specsłużby”  i „ sprawiedliwość” działają już niemal od roku towaszsze Wassermann i Kryże. O lokalnych pisowskich ludzikach z peerlowskim rodowodem nie piszę, za dużo tego.

 

I przyznam się, że wcale mnie nie oburza fakt zatrudniania „ludzi z przeszłością”. Jeśli ktoś jest potrzebny i sprawny, to daj mu Panie Boże zdrowie, niech na sławę Rzeczpospolitej Dowolnego Numeru pot wypaca i wypłatę comiesięczna pobiera. Niech Kryże porządkuje wymiar sprawiedliwości , na zdrowie, w końcu jest sędzią (inna sprawa z Wasserwannem, to temat na odrębny wpis). W przypadku Jasińskiego śmieszy mnie szczególnie, że Jareczek musi to gówno łykać (i mówić, że musztarda) akurat dla gościa o wątpliwych kwalifikacjach, klasycznego poputczyka. Dodatkową radością napełniła mnie wieść, że niezawodny i ucywilizowany kualicjant przedstawił Jareczkowi dwóch wyjątkowo wdałych kandydatów na ministrów budownictwa : do wyboru, do koloru, możesz Jaro swobodnie wybierać między PZPR a PZPR.

 

I przewiduje, że rodząca się właśnie w bólach ustawa dekomunizacyjna (ustawa nota bene klasycznie „igrzyskowa”, a zważywszy na wielokrotne zwycięstwa wyborcze komuchów - całkowicie oderwana od realiów życia politycznego) przysporzy mi jeszcze wielu radości. Panowie, po co wam to było ?

 

Co się tyczy ustaw, to również dalsze losy swieżutkiej ustawy lustracyjnej budzą moją wielką unicką schadenradochę. Tęgi senatorskie głowy  nie usłuchały  się nawet Romaszewskiego i Borusewicza i uchwaliły gówno, które teraz będą w podskokach własnymi malinowymi usty odsysać, żeby Jarosław z Lesiem nie musieli za każdym razem i do końca życia decydować, kto był agentem, a kto nie, czyje teczki są wiarygodne, a czyje są esbeckimi falszywkami. Oczywiście można uchwalić artykuł mówiący po prostu, że „nasi są czyści, wrogowie są esbekami”, ale sytuacja jeszcze nie dojrzała.

 

 Nawet Rafał Ziemkiewicz nie zdzierżył i w łykendowej Rzepie dał wyraz wkurwieniu, posuwając się nawet do cytatu z Goeringa, czyli czyniąc skandaliczną paralelę między IV RP a III Rzeszą (cytat brzmiał : „ o tym, kto był komunistą, my decydujemy”) . Niniejszym pragnę zatem stonować nieco swoje przedwczorajsze wypowiedzi na temat R.Z. – to już drugi  niebałwochwalczy względem koalicji tekst jego autorstwa, jaki znalazłem w ciągu ostatnich dni. Znaczy to, że i R.Z. zaczyna doznawać, no, powiedzmy, „pewnego  dyskomfortu” w związku z rozwojem sytuacji. Skoro nawet jemu zaczęło się ulewać, to znaczy, że jest ogólnie coraz byczej. O czym z schadenradochą zawiadamia

 

Stary Werter

 

piątek, 08 września 2006
Wpis pozytywny

 

Żeby nie było , że ja tu same nieprzytomne ataki na PiS, koalicję rządzoącą i (baczność!) Najwyższe Władze urządzam, będzie tu wpis optymistyczny. Bez zrzędzenia, epitetów i oskarżeń. Ani słowa o ordynacji, TKM-ie, swojakach, przepychankach  i podłostkach. Nic, same pozytywne fale.

 

Otóż dziś rano w Trójce program prowadził Wojciech Mann. Dwie godziny  go słuchałem, jak za dawnych dobrych ...

 

Nieco Mniej Stary Werter

Trzy pytania

Proszę najpierw przeczytać to  tu o:

 

http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/prezydent_tylko_analizowal_zyciorys,789226,2943

 

Pytanie za dowolną ilość punktów : Co Państwa zdaniem dzieje się w przestrzeni międzyusznej biednego akrobaty, który musi uzasadnić fakt, że jego szef, a przy okazji Głowa Państwa, ma głęboko w dupie prawomocne orzeczenia sądu, w myśl starej  pawlakowokargulowej zasadzie „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Cokolwiek by się sądziło o postaci Kapciowego. Jak wysoka musiałaby być gratyfikacja, aby podjęli się Państwo takiego mentalnego wygibasa ? I to publicznie.

Pytanie drugie (podobnie punktowane) : Jaką drogę musiał przejść człowiek, aby z doktora prawa, opozycjonisty walczącego z komuną m.in. o państwo prawa, stać się malutkim człowieczkiem o duszy w/w Pawlakokargula, a przy okazji zakładowego personalnego (czyli , jak pamiętamy, bezpieczniaka).

 

Pytanie trzecie : Czy i kiedy  pojawią się ankiety personalne typu : krewni w redakcji  Trybuny, Polityki, Gazety Wyborczej, rodzina w Rosji lub w Niemczech (tfu tfu), funkcje sprawowane w aparacie układu rządzącego łże-III RP.

 

Coraz Starszy Werter

 

PS : zauważyliście, że Lesio nic nie insynuował ? On tylko analizował życiorys. Ech, splunąć nawet szkoda. Właściwie to dojrzałem do tego, aby dołączyć Lesia i Jareczka do Romkensteina, Antka Teczkierewicza , Lepperoida i Bullshit-terriera, czyli postaci, których insynuacje, pomówienia i epitety należy traktować jako komplementy.

 

PPS : Na wszelki wypadek,  pragnąc oszczędzić trudu ewentualnym amatorom analizy życiorysów i genealogii, podam od razu swoją. Jeśli może wam to sprawić przyjemnośc, to mogę być synem volksdeutscha-własowca i żydówki-enkawudzistki. Powinno wystarczyć na dobry początek.

Czy to fatum jakieś ...

 ... ciąży nad urzędem Prezydenta RP ? Jak nie sowiecki namiestnik, to Dyzma, jak nie krętacz i birbant, to tyci tyci malutki człowieczek. I nie mam tu na myśli wzrostu. Urwał żesz nać.

 Zacznijmy od tego :  Prezydent Lech Kaczyński komentując w czwartek orzeczenie i jego uzasadnienie [w sprawie Gilowskiej - SW] zaznaczył, że uzasadnienia wysłuchał "z niesmakiem". "Pani sędzia Mojkowska nie jest osobą, której nazwiska nie znam. Wiem z jakich środowisk się wywodzi. To nie powinno mieć żadnego znaczenia, ale wczoraj straciłem tę pewność, że to takiego znaczenia nie ma" - dodał.”
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3603930.html

 To oczywiście nie pierwszy i na pewno nie ostatni wyskok Małego Lesia. Poczynając od sprawy pewnego sybirackiego orderu, przez Bartoszewskiego , po sprawę Tagesanzeigera, i wiele innych, których było dość, by już się zlały w jedną całość.  Malutki człowieczek, który zajął najwyższe stanowisko w Państwie. Nawet za Magistra Golenia niekompatybilność osoby i urzędu nie były aż tak krzyczące, a i Wielki Elektryk  tylko niekiedy osiągał ten poziom.

 Stary Łże-Werter

 PS : A tak na marginesie. Czy ktoś mnie oświeci, z jakich to specjalnych środowisk wywodzi się  ta łże-sędzina ? Znowu KPP czy coś jeszcze bardziej zdradzieckiego ? Niedajbuk lewica korowska (buueeee ....) ????

 

15:07, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (6) »
Bob Budowniczy

 

Wstyd się przyznać, ale jeszcze cztery-pięć lat temu w ogóle nie miałem pojęcia o istnieniu Rafała Ziemkiewicza, publicysty i pisarza. Siekajam, usprawiedliwia mnie tylko pobyt za granicą, wieloletni (i trwający do dziś) brak TV, wybiórcze używanie mass-mediów i bardzo spóźnione zainteresowanie literaturą fantastyczną. Zarzut postponowania R.Z. odpieram, bo nawet o istnieniu takich gwiazd jak Michał Wiśniewski, Kuba Wojewódzki, Doda i bramkarz Majdan dowiedziałem się dopiero w okolicach lat 2003-2004, a personaliów i tytułów najznamienitszych polskich seriali codziennych nie znam do dziś. Tak że to tak. 

 

Z twórczością w/w zetknąłem się w sposób całkowicie przypadkowy, kiedy w ramach akcji wymieniania się polskim książkami dostałem od kolegi „Viagrę mać”, czyli zbiór felietonów z lat różnych z prasy wszelkiej. Przeczytałem, ale bez jakiegoś wielkiego nabożeństwa. Znaczy w kwestiach gospodarczych się zgadzaliśmy, w społecznych różnie bywało, w politycznych zaś – he he he - jeszcze różniej. Znaczy stylistycznie i merytorycznie był to dla mnie w linii prostej potomek Korwina i Łysiaka, a czasami to nawet coś jakby bywalec ciocinych imienin, bo takie miałem wówczas punkty odniesienia, ja, biedny emigrant zajęty uprawianiem zawodu i utrzymywaniem rodziny. I dopiero po jakimś czasie inny znajomy ze zgrozą w oczach uświadomił mnie, że ja gupi werter nie doceniłem Najtęższego Pióra Młodej (wtedy jeszcze) Polskiej Publicystyki Prawicowej. Acha. Jaka prawica, tacy przodownicy, pomyślałem.

 

Ale ale, do adremu, stary sklerotyku i dygresjonisto. Teraz,  kiedy już prawie dwa i pół roku siedzę Ojczyźnie na Łonie, z miesiąca na miesiąc obserwuję rosnące nasycenie mediów wszelkich twórczością publicystyczną omawianego Autora i Publicysty.  Rzeczpospolita, Najwyższy Czas, Gazeta Polska, Newsweek, Dziennik, prasa lokalna, telewizja, rozgłośnie radiowe różne oraz portale internetowe wszelkiej maści. Ba , nawet w komentarzach nienawistnej GW i Polityki przewijają się wzmianki o. Nie chciałbym nadużywać wyświechtanego grepsu o strachu przed otwarciem lodówki, ale niestety sam się narzuca.

 

Wydaje mi się, że R.Z. jest zbyt inteligentny, żeby nie zdawać sobie sprawy z tego, że pisanie miliona felietonów tygodniowo musi się odbić na ich jakości, że grozi monomanią, powtórzeniami i ogólnym zakałapućkaniem się. Nawet w przypadku takiego Tytana Myśli i Stylu. Więc dlaczego ? Po co ? Ojczyzna wzywa ? Mam niestety inne wytłumaczenie, moim skromnym IMHO, jedyne poważne :  otóż, całkiem po prostu, Rafał Ziemkiewicz się buduje. Znaczy,  dom stawia i dramatycznie potrzebuje kasy. Bo nie wierze,  żeby u tak szacownej osoby  w grę wchodziło jakaś cyniczna chęć wykorzystania koniunktury albo (Boże, cojogodom) jakaś histeria polityczna (no bo przecież obowiązującym obecnie hasłem jest  „Histerii stop”).

 

A po co i dlaczego ja wypacam to wszystko ? No bo mię  ostatnio rozbawił tekst R.Z. „Krytyka małpiego rozumu” w „Dzienniku” (oczywiście „Der Dzienniku”), który jak zwykle przeczytałem z kilkudniowym opóźnieniem. Autor jak zwykle bezkompromisowo rozprawia się  z histeryzującymi  łże-elytami i oszołomami (przeciwstawiając im takich rozsądnych publicystów, jak Łysiak Waldemar , bonapartysta i michnikolog oraz Nowak Robert z toruńskiej i częstochowskiej Almae Matris, honorowy obywatel miasta Jedwabne). Którzy to oszołomi i histerycy wyrzucają Autora ze swoich zapyziałych saloników. Których jedynymi argumentami przeciw obecnym rządom jest to, że bracia Kaczyńscy  są mali, brzydcy i bliźniaczy. Bo przecież wiadomo powszechnie, że obecnym rządom uczciwy człowiek nic innego zarzucić nie może. Gdysz byczo jest. IA będzie jeszcze byczej , pod warunkiem , że różni tacy nie będą przeszkadzać. O czym z radością zawiadamia

 

Stary Werter

 

13:57, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (4) »
Kolejna komunistka w domu

 

Tak, tak, niestety, zdarza się w najlepszej rodzinie. Werterówna będzie w maju komunistką. W maju, zaznaczam. A teraz jaki miesiąc mamy ? Wrzesień ? Omatkoboskojedyno, toszto ostatni dzwonek, żeby wszystko jakoś dopiąć. Suknie i gajerki już się szyje-kupuje-pożycza (choć i tak obowiązują alby), lokalne lokale już rezerwacje przyjmują.  Serio serio. W związku z powyższym i na fali ogólnego kociokwiku odbyło się w szkole spotkanie dla rodziców. Ja na szczęście pracuję, poszła więc Pani Werterowa.  Werterowa jest wierząco-praktykująca, zaznaczę tak na wszelki wypadek, ale wróciła wqrzona, że bez kija nie podchodź.

 

Pomijając różne głupoty oraz dyskusję na temat „czy ośmiolatki rozumieją problem nieśmiertelnej duszy”  okazało się, że maluchy , zdaniem ksiondza dobrodzieja,  będą ochoczo zapierniczać na godzinne różance, roraty (6 rano) i inne spec-imprezy, a poza tym „zadecydowaliśmy z siostrą Jakjejtam”, że będą chodzić  na msze fatimskie (każda pow. 2 godzin). Nowięceśmy z Werterowo uchwalili : takiego, o, jak Polska cała. Mała chodzi w niedziele do Kościoła, więc pójdzie do komunii i basta.

 

Nosz urwałnać, tak jakby dwie godziny tygodniowo religii (w szkole!) nie wystarczało,  kiedy na angielski i informatykę mają po jednej. I słowo honoru, skłaniam się powoli ku temu, żeby głosować na jakąkolwiek partię, która obieca mi, że wyprowadzi klechów ze szkół, choćby to miało być eselde (no nie, trochę się tu zagalopowałem). A Panu Profesorowi Samsonowiczowi, Pierwszemu Niekomunistycznemu Ministrowi Edukacji Narodowej (baczność)  będę to i owo do końca życia pamiętał, bo taki już ze mnie pamiętliwy sukinsyn.

 

O innych michałkach oraz poważniejszych ekscesach lokalnej czerni nie chce mi się pisać. I tak wszyscy mają podobne u siebie pod nosem. Tak trzymajcie, chłopcy , a ani się obejrzycie (no, powiedzmy, za ćwierć wieku) , gdy będziecie kościoły sprzedawać na galerie, lofty,  magazyny i czort wie co jeszcze. Spowodużepuste.

 

Stary Wkurzony

 

środa, 06 września 2006
O Kur ... (2)

 

Tym razem będzie o , uczciwszy Państwa uszy, Kurskim Jacku. Tak przy okazji tego o drobnego zdarzonka :

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3598461.html

 Oczywiście wzmiankujemy to już bez jakiegoś wielkiego oburzenia, albomiem ponieważ w temacie  „jaja z wymiaru sprawiedliwości” to zapracowany Lutek Dorn będzie długo nie do pobicia (pamięta ktoś jeszcze wezwanie sędziego na przesłuchanie, hę ?) a i Jacuś przez ostatni rok  nie takie rzeczy wyczyniał, tyle, że na innych polach. Toż to, przy dziadku i bilboardach, gupstefko takie, drobiażdżek doprawdy.

 Chciałbym raczej z nieco innej beczki napomknąć o JK. Pamiętacie Państwo oczywiście wywiad, w którym stworzenie to wyznało, że jest i pragnie nadal być bullterrierem Kaczyńskich. Otóż nie , moim zdaniem ta rasa powinna nazywać się BULLSHIT-TERRIER.

Bullshit-terrier wygląda tak :

 

 

 Bullshit-terrier jest rasą dość nieprzyjemną i uciążliwą, zarówno dla hodowcy , jak i dla otoczenia. Łatwy w tresurze, wszystkożerny, daje liczne dowody przywiązania i uwielbienia dla swego Pana . Niestety do czasu, gdyż w/w cechy kończą się, kiedy właściciel przestaje być najsilniejszy w całej wsi.

 I to by było na tyle.

 Stary Werter

 PS : a skoro już jesteśmy przy gatunku canis familiaris, to mam jeszcze jedno skojarzenie lingwistyczne : kanalia. To oczywiście tylko taki nieszczęśliwy skrót myślowy.

  

23:47, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (2) »
O Kur ...

 

O Kuroniu znaczy będzie, jeszcze raz. Do wpisu sprzed tygodnia chciałem dodać, że w odróżnieniu od wielu osób nie oburzył mnie sam artykuł w ŻW. Żurnaliści  mają zbójeckie prawo pisać o dokumentach , do których ”dotarli” (hehehe). Natomiast sierść mi się jeży  gdy czytam komentarze różnych hien internetowych i politycznych, w tym Naczelnej Hieny Wszechswojskiej, aktualnie z kaczej łaski ministra edukacji (o kur...) i wicepremiera ( re-kur...).

Z czym do gościa, łajdusie ? Jeśli miejsce Kuronia w historii jest między targowiczanami, to gdzie będzie twoje ? Mam wrażenie, że nigdzie, a jeśli już , to w przypisach do przyczynków, obok takich sław jak tow. Moczar, towarzysze z Forum Katowickiego i Grunwaldu (kto pamięta ich nazwiska ? nawet taki pamiętliwy sukinsyn  jak ja  może wymienić tak „od ręki” najwyżej ze dwa-trzy, ale sieminiechce) oraz redaktorskie sławy  typu Gontarza i Krasickiego.

A tak przy okazji, to przyznać należy rację Franciszkowi Szwajcarskiemu ( http://powyborczy.blox.pl/2006/09/Kuron-i-lewica.html#ListaKomentarzy ). To, że eseldowskcy aparatczycy do spóły z Onyszkiewiczem podpinają się pod Pana Jacka, to też jest wielki wstyd, poruta i świństwo. Hołota.

 

I przy okazji jeszcze słów parę o „Dzienniku” („Der Dzienniku”, oczywiście), na który tak ostatnio fajnie jest wybrzydzać. Wiadomy „obyczajówkowy” tekst z Dziennika,  sam w sobie nie wzruszył mnie ani ani. Kto choć trochę otarł się o ówczesne knucie, ten wie, że „nie zaznał życia, kto nie służył w marynarce”.  Ludzie są tylko ludźmi. Co nie zmienia faktu, że ci Tylkoludzie bardzo dużo wóczas ryzykowali i że w końcu doprowadzili komunę do upadku (no, powiedzmy, przyczynili się do). A cała heca wokół, te komentarze i komentarzyki, to walka obrażonej głupoty z jednej , a zwykłymi kanaliami z drugiej strony.

A Książę Józef  Poniatowski, to, paniedziejaszku, w austryjackiej armiji swego czasu służył, a za Prusaka to nawet po pijaku z kompanami po Warszawie na golasa jeździł i mieszczan porządnych, bywało, bijał. I co ? Psińco, drodzy rodacy.

 

Stary Werter

 

PS : tak na marginesie, to „Dziennik” („Der Dziennik”, oczywiście) jest ciekawszy od mojej ulubionej niegdyś (i kupowanej ciągle jeszcze)„GW”, zwłaszcza jeśli chodzi o publicystykę i wywiady. Nie wiem, może to urok nowości ;-) ?

 

 

22:48, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (1) »
Uroki życia na wsi ...

  

... polegają m.in. na tym, że gdy w piątek wieczorem stwierdzimy awarię dostępu do netu, to już we wtorek wieczorem sprawa jest załatwiona.

W związku z powyższym przepraszam osoby, którym nie odpowiedziałem na komentarze (również w innych blogach).

 

Stary Werter

 

środa, 30 sierpnia 2006
Kuroń oczywiście też

No i wreszcie okazało się , że i Kuroń też jest umoczony. Wiedziałem, kuźwa, wiedziałem, że tak będzie. Teraz muszę się wyłączyć na dwa dni , więc tylko trzy zdania :

Trzy wam w cztery, łajdaki. I kawałek szkła. Moglibyście Panu Jackowi buty czyścić, gdyby wam pozwolił.

 

SW

wtorek, 29 sierpnia 2006
Przełom w polityce zagranicznej

Pan Premier Rządu RP (nie na uchodźtwie niestety) raczył właśnie odwołać dwa spotkania w Brukseli : z polskimi europosłami oraz z brukselskimi dziennikarzami i biznesmenami. Szum się podniósł, że nieprofesjonalnie i w ogóle skandal. Szum całkiem niepotrzebny i przesadny, dodajmy. Przecież spotkań z Solaną i Barroso nie odwołał ? A mógł, bo lubi i ma wprawę. To taka rodzinna specjalność. W takiej sytuacji nie ma co się obruszać na  „Kommiersanta” , że napisał ;”Kaczyńskim w ciągu kilku miesięcy udało się zrobić z kraju pośmiewisko". Bo wychodzi na to, że niestety ma rację.

 

Skoro już mowa o pośmiewisku i polityce zagranicznej, w której miał podobno nastąpić przełom, to właśnie jesteśmy owego przełomu świadkami. Ja rozumiem, że polityka zagraniczna, a zwłaszcza polityka względem Rosji nie jest łatwa, bo w niej niewiele od Polski zależy , a znacznie więcej od humorów naszych wschodnich, za przeproszeniem, „partnerów”. Może tak ma już być? Nie wiem. Rozumiem, że trudno o idealne stosunki z państwem , które co chwila podejmuje nieprzyjazne kroki (Gazociąg, cieśnina , embargo na żywność, itd. itp.) Ale skoro nie umiemy czy też z przyczyn obiektywnych nie możemy poprawić sobie z Rosją stosunków, skoro ten stan „ograniczonego zaufania” ma trwać, to może dobrze byłoby znaleźć jakieś oparcie gdzieś indziej. Gdzie ? Ano niestety , wychodzi na to, że za miedzą, czyli w Europie, głównie w Niemczech, Francji i Anglii, choćby nie wiem jak bardzo wam się to, Panowie, nie podobało. Ale skoro przełom w waszym wykonaniu ma polegać na podgrzewaniu antyniemieckich nastrojów, odwoływaniu spotkań, obrażaniu się na gazety, udzielaniu pouczeń, firmowaniu jakichś nieprzytomnych deklaracji w Europarlamencie, to nie ma się co dziwić, że się wszyscy powoli odwracają. Jeśli chodzi o Europę to zachowujecie się jak zapijaczony kuzyn-menel, którego się zameldowało w mieszkaniu z litości lub z poczucia pokrewieństwa, a on, korzystając z faktu, że nie bardzo można go wywalić, rozpycha się i szarogęsi, awanturuje, żąda przemeblowań, a i tak naprawdę to interesuje go tylko to, jak się dobrać do zapasów w spiżarce i skąd wziąć kasę na gorzałę. Bo mu się należy. Tak też będziecie traktowani – jak menele. Bo się wam należy. Na Amerykanów nie liczcie, bo i do nich dociera smutna prawda, że Polska w stosunkach międzynarodowych jest , na swoje własne życzenie, coraz słabsza i coraz bardziej wyalienowana. A ze słabymi nie trzeba (nie wolno) się liczyć. I tak zostaniecie, a raczej – zostaniemy - osamotnieni, nos w nos z coraz silniejszą  i nieprzyjazną Rosją, która za cichym przyzwoleniem, a nawet przy słabo skrywanej satysfakcji sąsiadów będzie mogła wycinać wam - czyli nam wszystkim - dowolne numery, przy których przesunięcie gazociągu przez Bałtyk będzie zaledwie drobnym psikusem pierwszoklasisty. I nie zdziwcie się, jeśli wtedy wyborcy kiedyś wam powiedzą : „Wy ruscy agenci, załatwimy was”. Bo nie wystarczy mieć wśród przodków stu dwudziestu akowców, sybiraków, legionistów i powstańców, nie  wystarczy oszałamiać „ciemny lud” bogoojczyźnianą i narodowo-powstańczą tromtadracją oraz pożal się Boże „polityką historyczną” (co za bęcwał wymyślił to pojęcie, tak swoją drogą). Czasami przydałoby się jeszcze pomyśleć na skutkami swoich działań. To podobno nie boli.

 

Stary Werter

Co wolno wojewodzie ...

 

Po powiedzeniu do Wrzodaka : „Ty ruski agencie, załatwimy cię", Kaczyński tłumaczył : „Nie były to słowa wulgarne ani obraźliwe, tylko stwierdzające moje przekonanie co do tego, w czyim w istocie imieniu działa pan Wrzodak."

Po stwierdzeniu, że „większość spośród nich [poprzednich ministrów spraw zagranicznych] w przeszłości była agentami sowieckich służb specjalnych, Antek tłumaczył, iż „użył niewłaściwego skrótu myślowego

 

Kiedy po sławnym już głosowaniu nad ordynacją posłanka Śledzińska-Katarasińska powiedziała „po raz pierwszy spotyka się z sytuacją, że głosujemy tak długo, jak to odpowiada panu marszałkowi i koalicji rządzącej" i "Chcę zapytać pana marszałka (...) czy pan kiedykolwiek widział marszałka, który tak prowadzi obrady" , szef klubu PiS Marek Kuchciński, który zabrał głos po Śledzińskiej-Katarasińskiej, stwierdził, że "jedna z pań posłanek bezprzykładnie zaatakowała (...) marszałka Sejmu".

 Pamiętajcie drogie dziatki, że gdy ktoś kiedyś zająknie się, że może ordynacja wyborcza mogłaby być mniej manipulowana kreatywnie modyfikowana,  osoby publiczne oskarżane o agenturalność i korupcję dopiero po uzyskaniu czegoś na kształt cienia dowodu, a stanowiska w radach nadzorczych i administracji państwowej przyznawane ewentualnie może według kryterium kompetencji (Jezu, co jo godom) ...  będzie to nieprzytomny, wściekły atak na PiS, koalicję, rząd, Premiera, Prezydenta i Polskę.

 Dlatego też pragnąłbym podkreślić, iż mój poprzedni post był tylko skrótem myślowym, w żadnym wypadku nie był obraźliwy lecz odzwierciedlał moje przekonanie.

 Stary Werter

 PS : swoją drogą, burza wokół „antka” puszczonego przez szefa-likwidatora WSI  na szczęście nie cichnie, tak jakby przebrała się miarka  kalumnii, oszczerstw i insynuacji , których tyle przeszło wcześniej praktycznie bez reakcji. Sam (baczność!) Ojciec Dyrektor (spocznij!) mówił coś o linczu ... Czyżbyśmy osiągnęli ten sam punkt,  w którym znaleźli się rok temu mieszkańcy pewnej mazurskiej wioski ? 

19:18, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (2) »
Głos ma Towarzysz Kamasz

 

Przeczytałem wczoraj wywiad z (baczność!) Panem Ministrem Ludwikiem Dornem (spocznij!)  w weekendowym „Dzienniku”. Pan minister był łaskaw ubolewać nad brutalnym językiem opozycji , aby nastepnie użyć w stosunku do sporej grupy ludzi terminuwykształciuchy”. Czyli ludzi stanowiących „znaczną część warstwy wykształconej, która posiada pewną profesjonalną kompetencję, ale straciła kontakt z resztą Polski”. 

 

Jako typowy wykształciuch pragnąłbym spytać się  Pana Ministra jaki może mieć kontakt z Polską on sam, człowiek, który ostatnie kilkanaście lat spędził wyłącznie w Sejmie lub w kanapowych opozycyjnych partyjkach pozaparlamentarnych, czy jeszcze na paleniu różnych kukieł. Przykładem stopnia kontaktu Pana Ministra z krajową rzeczywistością jest zapewne Jego zachowanie w stosunku do podkarpackich powodzian czy do strajkujących lekarzy, podobnie jak stosowanie argumentu „ad kamaszem” pozostanie na zawsze Pańskim wkładem w sztukę erystyki.

 

Co zaś się tyczy „pewnej profesjonalnej kompetencji”  to zwrócę uwagę Pana Ministra, iż jako tłumacz , fraszko- i bajkopisarz osadzony zrządzeniem losu w fotelu ministra administracji i spraw wewnętrznych, lepiej by było, gdyby tę kwestię pomijał dyskretnym milczeniem. Dodam od siebie, iż moim skromnym zdaniem apologia ciemniactwa nie uchodzi ministrowi. Nikomu nie uchodzi, tak naprawdę.

 

Następnie ubolewał Pan Minister, iż Ci Ludzi Źli, czyli wykształciuchy, wyśmiewają się. Się wyśmiewają ze wszystkiego, w tym z genetycznej wady w budowie ciała  Edgara. Z tego , co ja zauważyłem, to wyśmiewane są raczej inne wady (genetyczne i nabyte) wyżej wymienionego : jego głupota, zachowanie prowincjonalnego aparatczyka i tzw. „parcie na szkło”, czyli niepohamowane umiłowanie mediów. 

 

Na pytanie o budowanie Państwa prawa w koalicji z partia składającą się głownie z wyrokowców, Pan Minister był uprzejmy stwierdzić iż „to niełatwe pytanie i nie chcę na nie odpowiadać na okrągło”. Tak jakby kiedykolwiek odpowiedział. Nie na okragło, Panie Ministrze, nie na okrągło. Jeden raz, raziczek choćby, nawet półdupkiem półgębkiem. Po czym sprawę wykroczeń prawa sprowadził do ukarania posła Wójcika za jazdę po pijaku. W związku z czym mam dla Pana Ministra prezencik, który niebawem pozwolę sobie przesłać : miękką szmatkę do polerowania miedzianego ministerialnego czoła.

 

Pan Minister ubolewał też, że wykształciuchom „marszczą się nosy na widok Leppera i Giertycha”. Otóż nie tylko Leppera i Giertycha, Panie Ministrze, tylko całości tych złodziejskich i/lub nacjonalistycznych gangów, zwanych od pewnego czasu koalicjantami. Dodam też, że od pewnego czasu marszczy mi się nos również na widok Pana i wielu pańskich partyjnych kolesiów, w tym Prezydenta i Premiera. Niewiedziećczemu. Panu się nie marszczy nos ? Zapewne Pan przywykł i  uznał to wszystko za swojskie.

 

Co na temat sejmowych głosowań (nad ustawami o służbie cywilnej i ordynacji wyborczej) mógł Pan Minister powiedzieć, już nie napiszę , bo i tak wszyscy wiedzą. Powołął się Pan m.in. na prezydenta Francji Mitteranda, któremu wg Pana nikt nie czynił zarzutów z powodu majstrowania przy kolejnych ordynacjach. Otóż myli się Pan głęboko – do tej pory mu się to wypomina, choć tyle już lat minęło. Mało tego, po wielu latach zasługi Mitteranda (chociażby w sprawach integracji europejskiej) idą w zapomnienie, a pamięta mu się krętactwo, rozpanoszenie korupcji i kolesiostwa na najwyższych szczeblach władzy, matactwa i manipulacje ordynacjami wyborczymi oraz doprowadzenie do wzrostu znaczenia Frontu Narodowego Le Pena.

 

Oprócz tego powiedział Pan to , co zwykle . Zrobiliśmy tak i będziemy tak robić, bo tak. Bo jest nas więcej. Bo jesteśmy partią skuteczna, a nie „partia żałosnych niedojdów” (takiego terminu raczył Pan użyć). Otóż myli się Pan, Panie Ministrze. Jesteście partią żałosnych niedojdów, Tyle, że niedojdów aroganckich i zadufanych, którzy każde wyborcze zwycięstwo potrafią zmienić w gówno i zgliszcza. Co widać już teraz, a co ukaże się w całej okazałości  jeszcze przed końcem waszej kadencji.

 

Niech Dobry  Pan Bóg da Panu dużo zdrowia, Panie Ministrze. Na całą resztę już za późno.

 

Stary Werter

18:18, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 sierpnia 2006
Ku pokrzepieniu serc

 

Na koniec dzisiejszej słownej biegunki chciałbym coś dodać – ku pokrzepieniu serc. Proszę nie panikować na tematy pisowskie. Proszę sobie przypomnieć, że „ten nieszczęśliwy kraj, nasza Ojczyzna” przeżyła w ciągu ostatnich 17 lat co najmniej dwie czterolatki komuszego rozkradania  i  jakoś z tego wyszła.  Że o rządach Olszewskiego, zetchaenowskich ministrach i awuesie nie wspomnę. Dłużej klasztora niż przeora, jak mawia moja mama. I z tym optymistycznym akcentem ... dobranoc.

 

Stary Werter

 

23:18, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (2) »
Objawy choroby

Uprzejmie donoszę, iż niejaki Jotesz, w swoim Chamopolu wymyślił nowy termin – „puszczenie antka” czyli niewłaściwy skrót myślowy.  

  http://jotesz.blogspot.com/2006/08/niewaciwy-skrt-mylowy.html

   

 Moim zdaniem, nie jest to nowy typ operacji mózgowej, lecz raczej symptom choroby. Tak jak piana na pysku sugeruje pogryzienie przez wściekłego psa, tak skłonność do antków wskazywałaby na "ukąszenie kaczyńskie". Specjalnie nie powiem "kacze", żeby nie było, że z nazwisk się nabijam. Poza tym pogryzienie przez kaczkę jest obrazkiem komicznym, a przecież zjawisko jest raczej groźne niż śmieszne. Nieustająco pozdrawiam.

 

Stary Werter

20:58, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (2) »
Nie będę ...

Obiecuję : nie będę tu szydził z nazwisk, wzrostu, tuszy,  urody oraz wad genetycznych i nabytych. Rzecz niby oczywista, bo to ani ładne, ani chwalebne, ani specjalnie trudne, ale musiałem to sobie obiecać, ponieważ właśnie czytam coś, co aż domaga się niewybrednego komentarza. O tym kiedy indziej.

 

Swoja drogą, co do tych wad, to muszę jednak wprowadzić pewne ograniczenie : niektóre wady genetyczne (głupota) i nabyte (skurwysyństwo) będą komentowane, i to często. Bo tak.

 

Stary Werter

 

18:14, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (4) »
Architektura IV RP

Ministrowie-agenci sowieckich służb, skorumpowany Balcerowicz , zblatowane bilboardy i sondaże, dziadek-wehrmachtowski ochotnik, znikające misie i lodówki, Układ, KPP i łże-elity, a wcześniej magdalenkowy spisek ,  „wykończymy cię, ty ruski agencie” itede itepe.

 

Wygląda na to, że dominującym elementem architektury Czwartej Erpe jest kalumniada. Taki to jest styl ... stylisko raczej.

 

Potem zawsze można powiedzieć, że „nie były to słowa wulgarne ani obraźliwe, tylko stwierdzające moje przekonanie co do tego, w czyim w istocie imieniu działa pan Wrzodak” (ten właśnie ruski agent- przyp. SW), że dziennikarska prowokacja, że niewłaściwy skrót myślowy, że notatka o notatce, że kampania wyborcza. I liczyć, że ciemny lud to kupi.

 

Kontynuujcie śmiało, panowie-budowniczowie, bawcie się tak dalej. Pamiętajcie tylko, że dobrze lub źle wypada się zazwyczaj na czyimś tle. I  żebyście nie doprowadzili do tego, że kiedyś okaże się, że wredny Żyd Michnik miał rację i że (w porównaniu z Wami) generał K. był jednak człowiekiem honoru. 

 

Stary Werter

16:01, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (2) »
Głosując na PiS ...

Od jakiegoś czasu śledzę rozwój nowopowstałej Akcji Obywatelskiej (linki nie rzucam, bo i tak już wszyscy mają). Sie by mi nawet podobało, bo ludziska sympatyczne i bywa, że niegłupio piszą, gdyby nie główne hasło (świetnie zresztą rozrysowane) : „Głosując na PiS, głosujesz na Samoobronę”.

 

Otóż nie, drodzy Państwo, mylicie się okrutnie. Z tego, co dzieje się w ostatnich tygodniach, wynika jasno, że przynajmniej w najbliższych wyborach samorządowych, głosując na PiS, będzie się głosować na PiS.  Zresztą, głosując na Samoobronę też będzie się głosować na PiS , że o głosach oddanych na Elpeer nie wspomnę. I to jest bardzo byczo, jak niegdyś mawiał Pangloss.

 

Zastanawiam się, jakie by tu jeszcze zmiany wprowadzić do ordynacji, aby głosujący na jakąkolwiek partię oddawali w rzeczywistości swój głos na PiS. Jakie przeliczniki, współczynniki i metody zastosować ? Ponieważ w tej dziedzinie możliwości są nieograniczone, myślę, że możemy dożyć czasów, gdy „falandyzację prawa” będzie się wspominać jak niewinne igraszki i wzór praworządności.

 

Stary Werter

Trzecia reanimacja starego

„Wracać, nie wracać?” Pytanie dotyczy Bloxa, bięsiur, bo na Łonoojczyzny  to już dawno... Czasu wciąż niezmiennie mało, ale wszakpszeciesz oprócz działań pozytywnych (znaczy  rodzina, praca, nauka i takie tam różne) trzeba też mieć jakieś nałogi - skoro zatem (jeszcze?) nie jestem alkoholikiem ani narkomanem, to niech sobie przynajmniej pobloguję , a nie tylko te papierochy  i papierochy wciążiwkółkonaokrągło.

Tym bardziej, że budowana już od prawie roku Czwarta Erpe aż się prosi o komentarze. Nie żeby te zrzędzenia starego zrzędy miały coś zmienić albo niedajbuk poprawić, ale tak se kombinuję, że jak se poujadam, to mi może ulży. No i będę miał dowód, w razie cuś, że ja też byłem przeciw.

Zatem chyba wracam. Odrobię parę zaległości z ostatniego roku, poprzetykam zrzędzeniami z aktualności i jakoś to poleci. I skórkę zmieniam, bo niestety nastroje nie są leśno-wycieczkowe fcaleafcale.

Trochę Starszy Werter

poniedziałek, 12 grudnia 2005
Chućrujaiporóbstwo

Sie paniedziejaszku porobiło, w Kożuchowie dyrektor Potstawówki deprawuje niewinną dziatwę , za judaszowo-ogrodnicze srebrniki wystawiając na widok niewinnych i błekitnych słowiańskich ocząt małych kożuchowiątek rzeźbę gołego faceta, i to na dodatek Żyda. Takiego , o :

 

Widziałkto taki skandal ? Sie nie dziwię Pani Kolasińskiej, że osłupiała, niczym żona Lota , a po odosłupieniu postanowiła działać.  Solidaryzując sie z Panio Kolasińsko proponuję, aby Żyda ubrać. Chociażby tak :

 

Chociaż lepiej byłoby tak :

 

a najporządniej o tak o :

 

Nie znalazłem niestety obrazka, na którym Dawid przykrywałby swoje przyrodzenie moherowym beretem. A szkoda. Myślę, że gdyby tak dziarskie kożuchowianki wzięły się w garść i ustanowiły  dyżury, to nie dość, że ogrodowy Żyd nie siałby zgorszenia, to jeszcze udałaby się w/w fotka. Na przykład z Panio Kolasińsko ofiarnie zaykrywającą  swoim własnym (!) nakryciem głowy dawidowego siusiaczka. Takie trendy nakrycie główki.

A swoją szosą, to jakim trzeba być ... [no, wielokropkiem, powiedzmy], żeby z własnej nieprzymuszonej woli stawiać sobie w ogrodzie gipsowego Dawida ????? To już naprawdę wolałbym starego poczciwego krasnala ogrodowego ...

Stary Werter (ogrodowy?)

PS : A tera wstafka dydaktyczna  dla młodzieży szkolnej,  troche nieapropo :  To, że rzeźby i malowidła rzymskie można datować na podstwie damskich fryzur, to już zapewne  Szanowna Młodzież wie ze szkolnych lekcji. Ale tego, że można również datować same korpusiki, bez głów, tego pewnie nie wiedzieliście , co ? A w jaki sposób , pewnie sie spytacie ? A też dzięki "fryzurkom", tyle że dzieińdziej usytuowanej, a co [tu rechotliwy śmiech starego libertyna-lubieżnika i deprawatora]. Koniec wstafki dydaktycznej dla mlodzieży szkolnej. Oczywiście Dawid nie jest rzymski, prosze nie mylić epok. Siemi tylko tak skojarzyło.

Stary Lubieżnik
piątek, 09 grudnia 2005
...brywieczór.

Tja, no. Sezon zamknięty, pozostało już tylko trochę papierkowej. Zatem możemu już z czystym sumieniem, dyskretnie i tak niby od niechcenia, wmieszać się w tłum bloxerów, udając , że w ogóle nie zaglądaliśmy tu od hohoho.

Stary_Udawacz

PS: No naprawdę, miałem bardzo mocne postanowienie, że zrywam z wszelkimi  blogami , forumami i cało światowo siecio Łeb.  Ale co tam ... raz to i królewnie nie zaszkodzi.
19:04, stary_werter , Bloxowisko
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2005
Mówił mi Ojciec, mówiła Matka...

„Jak się ma pecha, to się na rodzonej siostrze trypra złapie” mawiał czasami świętej pamięci Tatko. No i właśnie, co komu sądzone. Prawie 5.000 kilometrów (znaczy – tam i z powrotem plus tam na miejscu) poszło bez żadnych kłopotów, stłuczek ani awarii. Mundzio, choć już w wieku poważnym, sprawował się dzielnie i nawet mimo jakiegoś niezidentyfikowanego odgłosiku typu telep telep pod podłogą nie rozkraczył się ani tam, ani po drodze, tylko grzecznie doczłapał dodom. A sama podróż minęła świetnie – naprawdę polecam wszystkim jazdę nocną (jeden warunek – wyśpijcie się przed, bo ja niestety musiałem kimnąć chwilkę po drodze). Były chwile , i to długie, że mieliśmy z Mundim trzy pasy tylko dla siebie, a z przodu  ani z tyłu ani ani pół  obcego ałtka . No i śmy z Mundim przez te Niemcy śmignęli, bo to i 160/180 a bywało, że i 200. Nawet przez Polskę się udało przejechać bez strat własnych , choć chciałbym w tym miejscu złożyć wiązankę na zbiorowym grobie polskich budowniczych dróg i autostrad. Zresztą , wszystko mi jedno gdzie ją złożę, byle szybko .  Zachowam również parę ciepłych słów dla rajców aglomeracji górnośląskiej, za sposób oznakowania dojazdu do autostrady krakowskiej. Tak trzymać, Panowie. Jestem pewny, że miejscowi wiedzą, jak  na nią trafić. I chwatit’. No ale nic to. Się dojechało. Się umyło, się zjadło i się odpoczęło. Po czym , w wyniku zdarzeń, o których już nie mam ochoty nawet myśleć, najlepszy kumpel wziął i niekconco skasował Mundiemu tyłek. Aha, i pewnie jeszcze sprzęgło poszło się pieścić. Bo mu pomóc chciałem (znaczy - kumplowi). Hehehe, słusznie mawia Mamcia : „Każdy dobry uczynek musi być natychmiast ukarany”... Kochani, słuchajta się rodziców.

A ten telep telep pod podłogo, to prawdopodobnie łożysko, więc po dwóch tysiącach km, pewnie cała piasta pójdzie do wymiany.

No to tyle, bo już więcej mi się nie chce pisać. Niewiedziećczemu  ;o)

Bardzo Stary Werter

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8