czwartek, 26 października 2006
Wszystko, co na drzewo nie ucieka ?

Skarżyła mi się wujenka

że gdy kocha wuj to męka.

Zadręczały ją

te szały

i brewerie.

Za to radość niepomierną

niosła jej wuja niewierność,

bo jej całą

zawdzięczała biżuterię.

hop hop, hejże ho!

całą biżuterię...

 

Złotą broszę za tę Olę,

co z nią młócił wuj w stodole.

Bransoletę

za konkietę

madame Lili.

A ten pierścień ze szmaragdem,

to wuj wujnie dał za Magdę,

co go w życie

z nią o świcie

wykosili.

hop hop, hejże ho!

w życie wykosili...

 

Cud pektorał wuj na święta

kupił wujnie za bliźnięta,

co je wzięła

z nim poczęła

panna Zocha.

Krzyżyk z kości i emalii

za tę praczkę, co do balii

głową wpadła

gdy ją z nagła

wuj pokochał.

hop hop, hejże ho!

z nagła wuj pokochał...

 

Wachlarz z pereł i szylkretu

za szantezę z kabaretu.

A egretkę

za subretkę

Teklę Pośpiech.

Brylantową aureolę

dał wuj wujnie za pacholę,

gdy zabronił

mu kanonik

kobiet w poście.

hop hop, hejże ho!

ksiądz kanonik w poście...

 

Tak szafując zdrowiem bujnem

wuj odumarł Hanię...żonę..wujnę.

Pewnej doby

wpadł w choroby

na ostatek.

A gdy zapalała świce

to wuj jeszcze...zakonnicę,

po czym "Haniu"-

- szepnął "za nią to już spadek"

hop hop, hejże ho!

wieczny odpoczynek...

Panie Pośle Bestry. Jak widać na załączonym, nie ma tu ani słowa o relacjach nauczyciel-dwunastoletnie uczennice ani o gwałceniu pasażerek pekape. Znaczy, nawet gdy tak tęgiego chędożnika przyprze, może się on zrealizować na różne sposoby – niekoniecznie kryminalne.

Stary Werter 

Fait divers

Miałem dziś skrobnąć taki więcej wesoły kawałek o Zbigniewie B, birbancie-hazardziście, murowanym polskim kandydacie do Nagrody Darwina, ale (jak wszyscy, choć z opóźnieniem) przeczytałem TO i TO, a potem jeszcze dodatkowo u Gudniusów i mi całkiem przeszły wesołości. Jak wynika z tekstów,  ci niewinni chłopcy już od dłuższego czasu wesoło zabawiali się przy pomocy rówieśników, nauczycieli oraz sąsiadów i nikt słowa nie powiedział, niech się chłopcy normalnie wyszumią, sąsiedzkie stosunki i święty spokój najważniejsze som. Według rówieśników też – wszystko normalnie, chłopaki taki wypasiony numer odstawili, jajca były jak berety. Dla uczycieli zaś najważniejszy jest spokój i dobre imię (sic!) szkoły. Nawet rodzice ... ech, szkoda słów. Jeszcze okaże się, że wszystkiemu winna ta młodociana histeryczka, dobrze jej tak, bydła tylko dzieciaczkom i somsiadom narobiła, a tak wogle to ona jest samobójczyni i nie powinien jej ksionc na świeconej ziemi chować, zgorszenie by było. Młodsza, choć bliska krewna Magdy Ka, co to nie wiadomo, co się z nią stało. Każdy, kto choć trochę otarł się o małe prowincjonalne społeczności, zna te klimaty.

Oczywiście od razu odezwało się to przerośnięte dziecko specjalnej troski i dalejże, że trzeba izolować i skutecznie przeciwdziałać. Oczywiście ta hiena doskonale wie, że na wszystko są procedury, ale to nic, taka okazja przed wyborami spada, jak gwiazdka z nieba. I to też mu zapamiętam, razem z innym kwiatkami

 A tak na marginesie – mogę se tu mądralować i labidzić, ale przyznam się, że gdyby tak któremuś koleżce Werterówny przyszłaby kiedyś do głowy taka rozrywka, to finał byłby krwawy, niezależnie od stopnia (powierzchownego, jak widać) ucywilizowania i (pozornego, jak widać) ukulturalnienia niżej podpisanego

 Starego Wertera 

poniedziałek, 23 października 2006
Zbiegi ...

... okoliczności znaczy. Odsunęły mnie od mojego zajefajnego blogaska. A ściślej – skordynowany atak mojego netprowajdera oraz sił Ciekawego Zawodu. Oraz wielofalowego solenizantowania Pani Werterowej. A na koniec – zwykłego niechciejstwa.

Siakoś tak misie niechciao, ani o wiadomym eurodendrologu (polecałbym już raczej TO i TO, a tak swojo szoso, to eurofrankensteina musiał właśnie jakiś ocalały smok wawelski pokąsać, bo powszechnie wiadomo, że od smoczego jadu albo się umiera, albo idiocieje), ani o Gosiu-expressie (jedynej zrealizowanej inwestycji transportowej w Polsce), ani o dzielnych krynickich hotelarzach-samorządowcach, ani o niegdysiejszych szkolnych podbojach miłosnych kolejnego Prawego i Sprawiedliwego Ludowo-Narodowego(po prostu, takie prawo, taka sprawiedliwość, taki narodzik i taki ludek).

Ani nawet o tym, że, Paniedziejaszku, strach powiedzieć, ale ten cały, za przeproszeniem, Michnik, to wie Pan, ten wredny Żydokryptokomuch, to on, panie, tego, wutke pija w podejrzanym towarzystwie, podwładnych opierdala, i ten tego, no, przeklina. Jak szewc, Panie, na Ka, na Cha i na całą masę innych liter. Całkiem nie jak chumanistyczno-romantyczny bochater-intelektualysta, tylko właśnie jak jakiś pieprzony komuszy żulik. On wogle nie powinien był z komuno udawać że walczy i że siedzi, bo to jest jeden wielki Układ, ten cały Michnik. I pewnie też pedofil.

O. O tym właśnie misie niechciao. I o wielu innych rzeczach. Ani nawet czasu i możliwości nie miałem. Ale już mi przeszło. Znaczy niechciejstwo tylko mi przeszło, bo Ciekawy Zawód ciągle upomina się, skubany, o swoje. Będziem zatem walczyć.

 Stary Werter

  

czwartek, 19 października 2006
Samobójczy sen semeńskiej sotni (shaggy-dog story)

Szczupaki szeleściły sierpniowym sitowiem, stawem snuł się siny smog sycony swądem smażonej słoniny. Stopiony smalec sączył się strużką, stykając spaloną sośninę syczał, strzelał snopami skierek. Schrupane szczątki siedmiofuntowego sandacza sterczały spośród sflaczałych serdelkowych skórek. 

Sterany służbą sumiasto-szuwaksowąsy sierżant Szczepan Skierko, setnik sapieżyńskich semenów, spiwszy sześć setek samogonu, śnił spokojny sen sytego sybaryty. "Sssss, setna samica, sssss, sprytniutka szansonistka, sssssss" szeptał śniąc, śmiejąc się serdecznie. Skierko, sceptyk-szyderca, sekretnie szczycił się swymi sentymentalno-samczymi snami. Słynne sierżanckie sny sprawiały skierkowej sotni setną satysfakcję. Słysząc sapanie sierżanta, siedzący sąsiedzko szeregowy Saszka, syn siedleckiego szynkarza-sodomity, siedemnastoletni safandułowaty Semen skrycie szczytował, sam się seksualnie satysfakcjonując.

Skrępowana siermiężną sytuacją sanitariuszka Szarlota, smukła szatynka, skromnie skrywająca swymi splotami sterczące sutki, samotna sierotka, sentymentalna siostrzenica siedmiogrodzkiego szambelana Seleny'ego „Szlema”, słynnego szlagona-szulera, symulowała sen. Skromnością sanitariuszki Szarloty, sporadycznej szynkwasowej szansonistki, szczycił się szczerze stuletni szamotulski szpital specjalistyczny.

Skonfundowany sierocym seksapilem, sąsiad Szarloty, Symplicjusz, sfrustrowany, szpetny szesnastoletni sekretarz smoleńskiego sądu skręcał się sekretnie, szczypiąc sempiternę. „Sieknę se seppuku, storturowany samotnością, szarpany sylwetką sterczących szarlocich sutków” szlochał spocony, serwując sam sobie semantyczną sieczkę sercowo skołatany, szczurzonosy szczeniak, szarpiąc szarobrunatnymi szponami swój stary surdut skrywający sparciałe sztuczkowe spodnie.

Starszy sześcioma sezonami Spycisław, starościc szczebrzeszyński, sympatyczny sfrancuziały szaławiła, student sadownictwa szegedzkiej szkoły specjalnej, superczempion sycylijskiej szkoły szermierki sztyletem, stłamsiwszy szare sfilcowane sakpalto, szemrał strumykopodobnie. Supersprawne synapsy spragnionego szałaputy skomponowały sakramencko sprośny sen : superrealny striptiz sprostytuowanej Szarloty, skończony staniko-stringospadem.

Stary siwowłosy salwatorianin Skarga, słynny stygmatyk, surowy scholastyk, specjalista satanistyki stosowanej, spowiednik samego Szumiwoja Smagłolicego, starosty skarżyskiego, stuliwszy sutannę, spał spokojnie snem sprawiedliwego. "Sacrebleu" szeptał sennie, śniąc straceńczą szwoleżerską szarżę Somosierry.

Semeńska sotnia spała szerokim szeregiem, spomiędzy stuletnich smreków słyszało się senne sapania. Śmierdziały skwaśniałym serem semeńskie skarpety, senni strażnicy sarkali, strącając sosnowe szyszki spisami, stukając saraceńskimi szablami, szurając skórzanymi sandałami, szamerowanymi sahajdakami, szmelcowanymi szyszakami. Stowarzyszony semeńskiej sotni spolonizowany szkocki szlachcic szaraczkowy, Sir Sean Samuel Smithandwesson, słynny skąpiec, schizmatyk-skrytobójca, straciwszy swego stajennego, sam szorował szorstką szmatą swoją starą szkapę, skrzętnie schowawszy swą skórzaną sakwę spęczniałą szylingami. Sczerniały starością semen, setnik Soroka, spokojnie sącząc słomką szklankę samogonu, skrobał scyzorykiem sękaty słup sosnowy : strzelały szczapy, snycerski sztukmistrz strugał scjentologiczne symbole, serpentyny, szarotki, shamrocki... Szumiały szpalery smreków, stękały smukłe sosny, śpiewały swe scherzo słowiki, skowronki, szpaki, synogarlice. Skowyczały smętnie szczekliwe sfory spuszczonych samopas spanielopodobnych stworów sąsiedniej studusznej sadyby.

Salwa samopałów skosiła senną semeńską sotnię. Stojący szyldwach schylił się, spadł. Spomiędzy sitowia, smreków, sosen, stokłosy, strzelał szwadron spieszonych strzelców Stiopy Suchoruki, sławetnego szowinisty, samozwańczego satrapy siczowych sił secesyjnych, skrytobójcy, sułtańskiego sługusa (stambulski suzeren sułtan Sulejman siódmy „Sinobrody”, syn Sulejmana szóstego, semitożerca-słowianofil, szesnastokrotny synobójca, symbol szachimidzkiego samodzierżcy, skrajnego socjopaty, schizoidalnego swawolnika-sadysty. Sugestywy szkic sylwetki szalonego satrapy spisał szesnastowieczny skryba, stróż sulejmańskiego seraju, Salim Salima-Salimirski – Sulejman spożył skropione sojowo-szałwiowym sosem sproszkowane szczątki swego skrycie strutego stryja ; skonsumował seksualnie sześcioletnią szympansicę Sarę ; sułtańscy słudzy słonimi szczynami szorowali szosy stambulskich suburbiów).

Sprzymierzeńcy siczowców – szwedzcy strzelcy sztabskapitana Svena Svenssona (straszliwego szwarccharakteru, syna sztokholmskiego seksera, sturczonego skandynawa, superneofickiego szyity, sułtańskiego szpicla-szantażysty), strojni szkarłatnymi szarawarami, stojąc szeregiem, strzelali swymi sztucerami sponad skarpy. Skandaliczno-samobójczy sen semeńskiej sotni skończył się stromotnie. Straszliwe sceny, sodomagomora. Spazmatycznie skrzecząc, ścigani szaleńczym strachem semeni sadzili sążniste susy, szukając schronienia, spuszczali szalupy. Stalowe salwy siczowców siały spustoszenie, siekąc spadających skarpą straceńców. Staw stał się semeńskim sarkofagiem. „Sformować szyk!” Skrwawiony sierżant Skierko skrzyknął sześciu semenów, skoczył samosiódm, sieknięty szpontonem skręcił się, spadł, stężał.

Starzy stepowi siepacze systematycznie szlachtowali spanikowanych, skołowaciałych, sterroryzowanych sapieżyńskich semenów szablami, szpadami, spisami, sztyletami, starodawnymi serpentynitowymi siekierami. Szalały sypiące się szczodrze szwedzkie szrapnele. Spalił się strącony spisą sagan smakowitej soczewicy, spalił się sąg smolistej sośniny. Samogwałciciel Saszka, szesnastoletni szpetny szczyl Symplicjusz, starościc Spycisław, szalony Szkot, samotny salwatorianin, stugłowa sotnia semenów – sromotnie skonawszy, skamienieli.

Smolistobrody spasiony szubrawiec Suchoruka smiał się szatańsko, szturchając szablą swego siwka. Szyderczo spluwał, straszliwym skurczem szczerząc swą szczerbatą sztuczną szczękę. Spojrzawszy na struchlałą, sparaliżowaną strachem sanitariuszkę Szarlotę, stary satyr sprośnie szepnął „szykowna szyksa” i szybko spełniwszy się seksualnie, sieknął smukłą szyję spazmującej szatynki sztychem swego szabliska. „Szkoda sapieżyńskiej suki, smakowita była” - splunięciem spostponował szarlocine szczątki szurnięty sadysta.

Skończywszy strzelaninę, suchorukowe sołdaty skoczyły szukać secinnego skarbczyka. Sołdacka szperanina skończyła się szokującym sukcesem-siurpryzą : stał sobie samotnie, skryty starymi spłowiałymi szubami, skarbiec sapieżyński : skrzynie szampana, szczerozłotych i srebrnych sztućców, sobolich, szynszylowych szub, szytych srebrem szyfonowych sukni, stuł, szynionów, stosy szesnastowiecznych szterlingów, szekli, starodawnych sestercji, szlifowanych starannie szmaragdów, szafirów, szylkretowych sztabek, staroromański szkaplerzyk, siedemsetczęściowy srebrnozłoty serwis stołowy, samowary,  stylizowany sukcynitowy sekretarzyk, setka steatytowych starochińskich statuetek, słoniokościane szachy, sudeckie szlifowane szkło, superrzadkie sadzonki specjalnie sprowadzanych subsaharyjskich sukulentów, szwajcarski szpinet, srebrzysty szybkostrzelny sztucer Stanisława Sapiehy seniora, szafa skoroszytów skrywających sekretne szyfry sapieżyńskich służb specjalnych, szkielet stegozaura, sześćsetletnie suszone szczątki szoszońskiego szamana, słoik solonych soliterów. Skamienieli siczowcy, struchleli Szwedzi, scichł sardoniczny schrypnięty śmiech Suchorukiego.

„Sumiennie sprezentujemy sapieżyński skarb samemu Sułtanowi, synowi Słońca” sapnął szef siczowców, spoglądając strasznie. Smagnięty szpicrutą szeregowiec skamlał skulony. Szyję skarconego strzelca szpeciła szkaradna sina szrama. „Szczeźniesz, swołocz, skunksie, sobaczy synu, szykuj sobie stryczek” syknął spurpurowiały szef siczowców. Soldateska sarkała, szemrała, szumiała, szturchała spisy, szable, samopały, snadź słynny sadyzm sułtańskiego satrapy-samozwańca sugerował strzelcom samokontrolę.

Szybko spotulnieli, sklecono stoły, stołki, stołeczki, strudzeni skończonym szlachtuzem siepacze-stachanowcy spokojnie siedli społem. Strzelały skrami smoliste szczapy. Skwierczały smażone schaby, soczyste szaszłyki suto skropione słodko-słonymi sosami, siczowcy szarpali szczękami sarninę, szynki, serdelki, suszone szprotki, solone szparagi,  ssali szpik, szafowali szafranem, siorbali szczodrze serwowany słodkawy semeński samogon, schładzając się sapieżyńsko-sułtańskim szampanem. Szacując skalę straszliwego sukcesu, sowicie spłacona, setnie spita skandynawsko-siczowa sfora sułtańskich szubieniczników serdecznymi słowy schlebiała swemu schizofrenicznemu szefowi, szafując superlatywami, silnie się spoufalając.

Smyczki smętnie szarpały struny skrzypiec, skrajem stawu snuły się smutne siczowe szanty, sentymentalne serenady, sprośne sołdackie szlagworty, sznapsbarytonowy szwargot szwedzkich strzelców. Sinozielony staw szemrał spokojnie, sepulkralnie. Skrwawiony szynel Skierki spływał spokojnie strumieniem. Stopniowo szarzały spędzane spokojnym szkwałem stratocumulusy, szarówka spowijała stary stepowy szlak. Schowane, senne sierpniowe słonko szykowało spojrzenie spoza szumiącego starodrzewia. Szlus.

Spisał : Stary szelma

 

05:15, stary_werter , Igraszki
Link Komentarze (4) »
Mkw98 ma rację

Blog bespolityki lub prawiebez jest fajowszy od bloga spolityko. Ale cojamoge, jak ostatnio polityka atakuje mnie ze wszystkich stron. Ciągle mam nadzieję, że kiedyś zajmę się tylko Ciekawym Zawodem, Zieloną Czarodziejką i innymi przyjemnościami, ale chwilowo zaprząta mnie głównie ogólnopolska dintojra (o której piszę) oraz wymigiwanie się przed plajtą (o czym nie piszę). Może dlatego mniej mam skłonności do igraszek, a i pisze mi się już nie tak , jak drzewiej. Specjalnie więc dla Mkw oraz dla innych osób rozczarowanych starowerterową reaktywacją, w ramach zadośćuczynienia za straty moralne, wyciągnąłem z archiwum pewną zakurzoną rzecz, którą, po rozbudowaniu, wklejam powyżej. Taki odmrożony, odgrzany i doprawiony kotlecik, który, mam nadzieje, nie spowoduje niestrawności.

Odgrzewany Werter

 

PS : No i się przyznam, że chodziły mi między uszami takie myślątka, żeby tu rzeczywiście były raczej zrzędzenia o Wiśle i przemyśle, a do chwalenia Czfartej Erpe zagonić kolegę Panglossa, bo akurat jego panoptymizm pasowałby jak ulał  to naszej nadrzeczywistości. Ale on leniwy jest strasznie, ten gupi staruch, no i przyznał mi się, że ostatnio trochę się w tym wszystkim pogubił, bo byczość sytuacji bieżącej oraz świetlaność przyszłości deczko go przerosła. No więc nie wiemy ... reaktywować dziada czyco ?

  

05:09, stary_werter , Bloxowisko
Link Komentarze (3) »
wtorek, 17 października 2006
Beczka śledzi

Koniec miziania po egu, wracajmy na szychta. Się okazuje, że jeśli chodzi o śledzenie, to  Kaczosław też lubiał był te, no, „czynności operacyjne” zastosować w stosunku do nielubianych.

 "Milczanowski, podobnie jak ja, był przekonany, że Tymiński został +zrobiony+ przez służby. Twierdził nawet, że wie, którego oficera służb wojskowych trzeba by przycisnąć, by dowiedzieć się, jak dokładnie to było" - zeznał Kaczyński. "Pytał mnie, czy w moim przekonaniu warto to zrobić, co wymagałoby działań pozaprawnych. Ja odpowiedziałem, że tak, bo sprawa jest bardzo ważna"

 W rozmowie J. Kaczyński miał też prosić Milczanowskiego o wyjaśnienie powiązań szefa gabinetu prezydenta Wałęsy Mieczysława Wachowskiego. "Milczanowski powiedział, że powoła małą grupę z zaufanych oficerów.(...) Po jakimś czasie przed gabinetem prezydenta zaczepił mnie Wachowski i powiedział, bym dał sobie spokój z tymi grupami" - zeznał w 1998 r. J.Kaczyński.


I z lojalnością w stosunku do szefa bywało, że miewał nasz Kaczosław chwilowe przejściowe :

 

"Na moje stwierdzenie, że tego Wałęsa nie mógł napisać, bo by nie potrafił, jako że tekst był dość spójny, w miarę gramatyczny, a w każdym razie zrozumiały [...]”

 

Z całego artykułu wychodzi, że ta Prawda, co nas wyzwoli, to chyba niejedna jest i niejedno ma imię. Znaczy nie sam Kaczosław, nie sam Lesiak, tam każdy każdego i wtedy i teraz i zawsze i na wieki wieków amen. Czemu mię to nie dziwi ? Czyżbym był rzeczywiście 

 

Starym Werterem ?

 

00:31, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 16 października 2006
Mam super-cikavy blog pra palityku

A co ! A jak ! Wolno Brosze, to i mnie wolno sie pochwalić. Chwalou nas na Białorusi i narzekajou, że u nich takich nie ma. Nie wierzę. Tą drogą pozdrawiam Zolaka ;-) 

I skoro tak, skoro misie przypomniało to zaraz pójdę do szafeczki i wychylę se jednego na pohybel Łukaszence. Żeby nie było, że tylko przeciw kaczoleperorydzykogiertychizmowi przechylam głowę do tyłu. 

Pomiziany po egu

 

Stary Werter

23:27, stary_werter , Bloxowisko
Link Komentarze (7) »
Ministerstwo Porządku, Prestiżu, Patriotyzmu, Prawdy i Paciorka

W zamian za poparcie w walce z Układem szarej sieci łżę-elitarnych wykształciuchów post-komuno-ubecko-mafijno-biznesowo-michniko-różnych, Kaczosław dał Romkensteinowi Edukację do zabawy. No bo to nic ważnego przecież, niech się ten przerośnięty brzdąc wyhasa.

No i jest dobrze, wbrew różnym nieżyczliwym e-histerykom w typie : Makoskiego, Brochy, Joe, Socjopatycznej, Spieprzajdziada i wielu wielu innych wykształciuchów. Jest dobrze, bo przecież każdy nauczyciel może mieć swoje poglądy. Problemy mogą pojawić się, jeśli będzie te poglądy krzewił. Wszak, jak stwierdził wiadomy wiceminister : Dyrektor Sielatycki nie został zwolniony za poglądy, tylko za krzewienie tego typu poglądów w szkole”.

No bo też krzewił w sposób nie do przyjęcia – wziął i wydał zatwierdzony przez ministerstwo podręcznik. Z tym, że było ministerstwo sprzed odzyskania, obce nam. Nuance.

I w związku z powyższym Minister przesłał wszystkim nauczycielom swój konterfekt z życzeniami w Ich Dniu. Niech se lażdy belfer przyklei buzię Romkensteina na okładce dziennika, żeby se pamiętał, co i jak i kto tu rządzi Leon czy jego dzieci, zanim swoją otworzy (buźkę, znaczy). A co i jak , to jest tak :

Pan Bóg stworzył Świat w sześć dni dzieśtak ze sześć tysięcy lat temu. I Adama, i Ewę z żebra jego. Potem się okresowo złościł, że chućruja porubstwo i a to wygonił, a to wodom zalał, a to pierworodnych wytłukł i takie tam różne. Skoro się złościł, to znaczy że miał za co. Sodoma-Gomora była co i rusz. I wiadomo, że wszystko przez Żydów. Ale dość chistorii. Troche o świecie : te zwierzęta, co się na ostatnią Arkę załapały, to się rozbiegły po świecie całym, któren to świat jest płaski jak talerz i stoi na czterech pieruńskich słoniach co stojom na wielgim żółwiu co pływa po bezkresnym oceanie. A księżyc, słońce i inne planety (ile by ich nie było, i tak je uporządkujemy, jak słusznie zanotował Brocha) kręcom się dookoła. I nad nimi jest Niebo z Panem Bogiem i Aniołami, a pod spodem (znaczy pod tym oceanem chyba, jest otchłań piekielna i smoła ze siarkom wrzące. I tyle jest i dość, bo się więcej nie zmieści . Bo poza tym, szkoła ma nauczać Porządku, Prestiżu, Patriotyzmu i Prawdy. I Paciorka (Pan Minister zapomniał , że na P jest jeszcze paternoster). Wszystkiego po co najmniej godzinie dziennie. A nie jakieś tam tulerancje i inne pederastyczne wymysły. Świat sobie już radził bez tolerancji i poradzi sobie dalej. Bo nie może tak być, że kilku maniaków będzie decydowało o losach cywilizacji... Amen.

 

 Stary Werter

 

 PS : Ciekawy jestem, czy ktoś oficjalnie zareaguje na wypowiedzi tego cymbała i cymbała pryncypała. Czy Kaczosław coś napomknie ? A może odpowiednia komisja sejmowa ? Może opozycja ? Eeeeee tam, som ważniejsze sprawy, czeba Ojczyznę ratować przed PO i/lub PiSem. Ciekawym, czy w takim razie chociaż nauczyciele się zbuntują, czy raczej będą po cichu sabotować, czy też ze strachu pozwolą zrobić ze sobą wszystko, co wpadnie do głowy tym wygolejeńcom. Cóż pozostanie ludziom ? Chyba tylko powiedzonko „Ciemny jak wiceminister oświaty
 

niedziela, 15 października 2006
Non nobis, Domine

 Ech, spodobało mi się, że Komisja Kościołowo-Policyjna na tajnym posiedzeniu dała biednym braciszkom cystersom parę spłachetków gruntu w jakimś tam Krakowie. I że być może sam minister Ziobro zajmie się  tym prezydenciną, co to braciszkom wbrew robi. Siemi przypomniało też, że niedawno z Wojskowej Agencji też coś tam braciszkom cystersom kapnęło. Też niewiele, jakieś gupstewko w Krakówku. A tu od razu taki raban. Wstydzilibyście się, bezbożniki.

A też spodobało mi się, że dziś na kazaniu Ksiądz Dobrodziej zwrócił nam uwagę, że u każdego szanującego się parafianina powinna znaleźć się w domu kropielnica, choćby i nieduża, ładna, dobrana stylem do wystroju domu/mieszkania. I że akurat takie kropielniczki gustowne, do wyboru do koloru, można nabyć drogą kupna w przykościelnym, wicie-rozumicie, sklepiczku, nieprawdaż. Amen. Jak kupicie, to odejdźcie w pokoju. Re-amen.

„Non nobis, Domine, non nobis, sed nomine Tuo da Gloriam” 

 

sobota, 14 października 2006
Miszcz eskalacji

Zaczęlo się od tego, że UOP inwigilował tzw. Prawicę (hue hue hue) z poduszczenia Elektryka i jego Kapciowego.

Potem (rok temu) było : „Nie ma dowodów na to, żeby Jan Maria Skrakowa wiedział o inwigilacji”

Następnie : Jan Maria prawdopodobnie wiedział o inwigilacji

Dalej : Jan Maria na pewno wiedział o inwigilacji

Teraz mówi się : On być może inspirował inwigilację.

Pozostały jeszcze tylko dwa stopnie :

1. Jan Maria na pewno inspirował inwigilację.

2. Jan Maria śledził Kaczyńskich osobiście przebrany za Lesiaka.

To tylko kwestia czasu

O czymś zapomniałem ?

Stary Werter

A może : Jan Maria oraz Kapciowy przebrani za Bliźniaków wspólnymi siłami demontowali polską , hue hue hue,  Prawicę ?

Usiłując zachować resztki powagi napomknę tylko, że gdyby Kaczosław nie był takim durniem i looserem, to być może sprawa inwigilacji partii politycznych, która jest ewidentnym skandalem, nie zmieniałaby się powoli w farsę. No, ale noblesse oblige, albo się jest tym Midasem à la polonaise, albo nie.

 

23:49, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 października 2006
Bukiet kfiatków polskich i nie tylko czyli prasufka.

 

Dla każdego coś miłego, z kraju i zagranicy.

Euro-(p)osiołek Tatko Romkensteina się odezwał. „Ewolucja nie znajduje potwierdzenia w obserwacjirzekł on i zapowiedział kampanię przeciwko nauczaniu w szkołach tej niesprawdzonej i błędnej hipotezy. Pasjonujący artykuł. Przy okazji dowiadujemy się, że Tatko jest profesorem genetyki w PANie. „W swych publikacjach powołuje się na wyliczenia, z których wynika, że arka Noego miała wyporność 14 tys. ton.”

Tymczasem francuski emerytowany pułkownik szykuje się do Wielkiego Skoku. Będzie spadał z wysokości 40 km i może mu się uda wycelować w Kanadę ;-)  Zgłaszam wniosek racjonalizatorski : a może by tak Francuzowi  doczepić euro-(p)osiołka Giertycha ? Naprawdę bez spadochronu. Mógłby przetestować prawa Newtona, w które być może też jeszcze nie wierzy.

Wracając do Polski, to życie toczy się (słowami Tyrmanda)jak gówno na kole – raz na górze, raz na dole”. Na górze zdecydowanie wczorajszy meczyk. Z tej okazji fajoski tytuł w Derdzienniku : „Polska – Portugalia 2:1. To nie jest błąd drukarski”. ;-)

Na górze (przynajmniej na razie) jest też sprawa orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który bezczelnie pozwala lżyć i szkalować Najjaśniejszych. Ten cały,  za przeproszeniem, TK, to trzeba będzie odzyskać jak najprędzej. Przecież to niesłychane.

A na dole, to trwa zwyczajowa kaczystowska hucpa w sejmie. Nawet nie ma się co denerwować, tylko zapisać, zapamiętać i przypomnieć we właściwym czasie. Przy okazji polecał duży artukuł Zaremby, również w Derdzienniku, o ewolucji stosunków między Tusko-Rokita a Bliźniakami. Niby nic odkrywczego, ale wreszcie ktoś to wreszcie zebrał, opisał, usystematyzował i zwerbalizował. Diagnoza brzmi : od pewengo czasu polskie życie polityczne można opisywać jedynie w kategoriach psychoanalizy i dopóki ta czwórka będzie stała na czele swoich partii, dopóty gorze im i nam, bo na pokój między tymi panami szans już nie ma. Coś w tym jest, a wtedy wnioski nasuwają się same. I paczciepaństwo , o ile jestem w stanie sobie wyobrazić Platformersów destytuujących w demokratyczny sposób swoje szefostwo, o tyle Pisiorów pozbywających się obydwu wodzusiów jakoś nikak nie mogę zwizualizować. Niewiedziećczemu..

Ale pszeciesz nie samym sejmem Polska żyje, mamy też żąt.  Żąt, którego premier obiecywał między innymi, żepriorytetem jego rządu będzie ułatwienie życia przedsiębiorcom”. Inna rzecz, że Kaczosław  zdążył ogłosic tyle priorytetów, że w zasadzie nie ma żadnego

Ooops, sorry-gregory, skłamałem . Priorytetem rządu Jarosława Kaczyńskiego jest przetrwanie. A potem, gdy tylko się da  – doj[...]ć całej reszcie.

 

I na koniec tej przydługiej prasówki coś z zupełnie innej bajki. Pewnie wyjdę na lewaka, ale  trudno. Moim skromnym, to 10 tysięcy dolarów za umycie samochodu – to niesmaczne. Odpowiada to rocznemu utrzymaniu średniej rodzinki (a nawet dwóch) w Polsce. O Trzecim Świecie wolę nawet nie myśleć. Zawsze mnie taka ostentacja i bezmyślność na granicy kurestwa doprowadzały do szału. Złote wanny, kolekcje Rollsów i tym podobne bzdety

Ktoś powie : „Ze swoimi pieniędzmi mogą robić, co chcą” . Być może, ale tu kończy się mój niby-liberalizm, a budzi się uśpiona populistyczna, faszystowsko-czerwona świnia.

 

Zniesmaczony Stary Werter

 

22:51, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (7) »
środa, 11 października 2006
Apolitycznie.

Agencje podały, że norwescy naukowcy chcą szczelać do łosia-albinosa. Bo jest inny i będzie psuł populację, jeśli uda mu się wychędożyć jakąś niewybredną łosiczkę. To bardzo dobry pomysł jest, takie szczelanie, i należałoby go przeszczepić na nasz lucki grunt. Wyszczelac wszystkich nienormalnych, zostawiając tylko myszowatych ciemnych blondynów między 170 a 180 cm wzrostu, z mazowieckim wąsikiem, piwnym brzuszkiem, dziesięcioletnim Poldkiem i wykształceniem przedmaturalnym. Reszta do piachu. Niestety  nie wszyscy są tego zdania, łosie polskie stworzyły oddział szybkiego reagowania, który w ramach zemsty o małoco nie odszczelił pierwszego lepszego Norwega, który mu się nawinął, nie bacząc, że to nie żaden naukowiec, tylko derechtor browaru. Żródła milczą, czy w komandzie polskich łosi byli albinosi. Zebrał i skomentował dla Państwa Wasz

 Stary Werter,

 który musiał nastąpić.

 

Na marginesie ...

... wydarzeń ostatnich dni, czyli : szafy, taśm, kwitów, WSIowych ludzi, inwigilacji, niedoszłego zamachu, agentów itede itepe. Ciekawym, czy całe to koleżeństwo poprzestanie na obrzucaniu się błotem, czy też zacznie się wielkie wzajemne wsadzanie. Znaczy teraz jedni drugich a potem drudzy jednych (nic nie trwa wszak wiecznie i dłużej klasztora niż przeora, jak już kiedyś pisałem). Eeech, gdyby tak jakiś gajowy ...

Stary Werter

01:20, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (5) »
Nie strasz, nie strasz ...

Taki kwiatek. Wszystko, co było do napisania, napisał Brocha. Dodam od siebie, że chociaż do tej pory zwykłem głosować na partie mi bliskie (i nie była to PO), to od tej pory będę głosował na najsilniejszą partię antykaczyńską. Jakakolwiek by ona była i sans états d’âme. Punkt schluss.

A co do Rokity, to nie płakałbym po nim, ale wolałbym, gdyby zniknął razem z Braćmi malutkimi (i nie szydzę tu ze wzrostu, wbrew pozorom).

Stary Werter

00:33, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 października 2006
Do Czarnego Pijara - Lesława

Lesławie,

Na Twój komentarz miałem dać w miarę krótką odpowiedź w komentarzach, ale wzięło i siemi rozrosło. Dlatego wklejam ją w oddzielnym wpisie, razem z Twoim poprzednim komentarzem „sprawczym”, który brzmiał :

 „Chyba nie zaprzeczysz, Stary Dobry Werterze, że elity bezpieczniackie w Polsce przewidziały upadek komunizmu i odpowiednio się do tego przygotowały? Po cóż innego by wysyłaly swoich najzdolniejszych przedstawicieli na staże na Zachód? Jak się popatrzy na takie postacie jak Stypułkowski, Olechowski, Nawrocki i wielu, wielu innych, to fakt istnienia Pokolenia'84 jest niezaprzeczalny.

Czy to źle, że komuniści się nawrócili na kapitalizm? Nie, nie jest źle. Okrągły Stół był dobry, plan Balcerowicza był dobry. Ale nie róbmy z Wejcherta, Solorza, Benbenka czy Rapaczyńskiej międzynarodowych wzorców uczciwości biznesowej.

Pytasz co zrobili Kaczyńscy? Zobaczymy, dopiero zaczęli ;-) Dostali mandat wyborczy i mają prawo rządzić. Nawet jeżeli nam się nie podoba (ja nich nie głosowałem, podobnie jak Rafał Ziemkiewicz czy Maciej Rybiński). Nie oznacza jednak, że mam krzyczeć, że się dzieje koniec świata.”

 Nie umiem Ci odpowiedzieć na pierwsze pytanie, gdyż nie byłem elitą bezpieczniacką.  Wiem  jedno - teraz to wszyscy są mądrzy i dalekowzroczni. Same, kurna, Wernyhory i wzjonery dalekiego zasięgu. Że w latach osiemdziesiątych komuna gniła, to widziały i wiedziały nawet przedszkolaki z zespołem Downa, ale dziwnym trafem samo zdarzenie zaskoczyło najsłynniejszych sowieto- i  peerelologów. Pamiętam, że towaszsze z KC jeszcze pod koniec maja ’89 martwili się, co będzie, gdy „za bardzo” wygrają. Pamiętam, że pierwsze numery „GW” starannie zbierałem  jak dawniej bibułę (pierwszą setkę mam prawie w komplecie) , na wszelki wypadek i wieczną rzeczy pamiątkę, bo „nigdy nic nie wiadomo, a szczególnie nie wiadomo, jak to się skończy”.  Pamietam, że do października-listopada 1989 w ogóle  nic się poza Polską nie działo, a przynajmniej tak się wydawało. Wydaje mi się, że w latach osiemdziesiątych „elity bezpieczniackie” wysyłały się na Zachód w celach wywiadowczo-zarobkowych, z akcentem na „saksową” stronę wyjazdów. Jest to „przeczucie graniczące z pewnościa”, gdyż pamięć mam jak słoń i jak dziś pamiętam atmosferkę z tamtych lat, kiedy wyjazd na zachód bywał celem samym w sobie, okazją do awansów towarzyskich, profesjonalnych i finansowych. Otco.

 Co do Wejcherta i innych, to zastrzegłem się w mojej  poprzedniej odpowiedzi, więc tekst „nie róbmy z nich wzorców uczciwości biznesowej” jest deczko nieuczciwy. Jest to klasyczny podbrzuszny chwyt erystyczny, polegający na przypisaniu komuś tezy (najlepiej fałszywej lub absurdalnej), o której nawet nie wspomniał, ale ja niestety-stety za stary werter jestem, żeby się na to łapać. No ale powiedzmy, że zapolemizuję z pojęciem „Układu”, czyli Wielkiej Mafii Komuszo-Finansowo-Bezpieczniackiej, bo chyba taki był podtekst tego zdania. Jak większości ludzi, również i mnie nie podoba się rozpanoszenie się w gospodarce po 1989 r. starych sprawdzonych towarzyszy. Ale, z drugiej strony, gdy obserwuję naszych kochanych Rodaków (swoich pracowników i nie-pracowników, partnerów, zleceniodawców i zleceniobiorców, kolegów, nie-kolegów, krewnych i nie-krewnych, partyjnych i bezpartyjnych, po prostu wszystkich) to widzę, że z bardzo nielicznymi wyjątkami, wszyscy oni tworzą jakieś „układy” , czyli przy pomocy krewnych i znajomych usiłują sobie zapewnić maksimum dochodów przy minimum wysiłku. Część z nich po prostu kradnie. Czasami jest to młotek, łopata lub kilo gwoździ, czasami lewa faktura na kilkaset złotych, a jak Bóg da i Urząd pozwoli – przekręcik na parę baniek. Nieomal jak u Marksa – każdy według potrzeb i możliwości. Podobne zjawisko, choć na mniejszą skalę, obserwowałem w uczciwej i praworządnej Szwajcarii, we Francji, że o Trzecim Świecie nie wspomnę. Dlatego nie wierzę w Układ. Wierzę natomiast  w istnienie milionów grupek ludzi wzajemnie „drapiących się po plecach”, ale z różnymi możliwościami drapania. I z pretensjami, że oni też by chcieli móc więcej. Zresztą, na całym świecie twórcy-założyciele wielkich fortun i rodów byli i są postaciami raczej nieciekawymi. „Posiedzieć raczej niż postać”, jak pisał Kisiel o nieodżałowanym towarzyszu Moczarze. Ale, niestety, dopóki nie łamią prawa, można im skoczyć. A jeśli łamią, to niech się tym zajmą prokuratorzy i sądy, a nie spec-trójki. Na razie nie słyszałem, żeby któremuś z przysłowiowych już polskich ludzi sukcesu spadł włos z głowy. Więc albo tzw. organy są nieudolne, albo oni są, niestety, zbyt zdolni, żeby zostać uznanych za winnych w świetle obowiązującego prawa.

 Temat trzeci. Piszesz, że Kaczyńscy dopiero zaczęli ? Znaczy są to tacy ludzie znikąd ? Teraz to ja się roześmieję w głos, pozwolisz. Przecież od kilkunastu lat już działają, dwoją się i troją. I jeszcze nic im się nigdy nie udało, umieli tylko marnować wyniki wygranych wyborów. Obecny swój mandat wyborczy dostali, żeby do spółki z PO (taki był wynik wyborów) wyczyścić Państwo z bezprawia i niesprawiedliwości. Tak przynajmniej obiecywali i takie były oczekiwania tych naiwnych, którzy im uwierzyli. A oni co zrobili ? Najpierw wychujali „przyjaciół z PO”, bo ta była zbyt silna, jak na koalicjanta, a obecnie, do spółki z jakimś wyrokowo-wygolonym planktonem i pod hasłami odnowy moralnej oraz walki z Układem tworzą swój własny mega-układ bazujący wyłącznie na lojalności do wodzusia i partii. Tworzą już nawet nie rzeczpospolitą kolesiów, tylko – bo ja wiem – ziomali ? Majstrują przy spółkach, przy bankach, przy służbie cywilnej, przy samorządach. Sami pogrywają w najlepsze bezpieczniackimi materiałami. Na forum międzynarodowym miotają się  jak pijane dzieci we mgle , albo raczej, jak rozwydrzone szczeniaki, izolując coraz bardziej kraj, którym rządzą. To wszystko sprawia, że, moim skromnym, ich działalność jest wybitnie szkodliwa, bo nie inaczej zachowywałby się jakiś prawdziwy „ruski agent” na tych stanowiskach. Ponadto są jak ten człowieczek w jednym z odcinków Asterixa, którego sama obecność powodowała, że ludzie brali się za łby. Piszę „oni”, a na myśli mam głownie Kaczosława, czyli Bliźniaka Starszego, osobnika, który musi szczuć i obrażać, bo tak według niego funkcjonuje cały Świat.

 Nie obchodzi mnie, na kogo głosowali Ziemkiewicz z Rybińskim. Obchodzi mnie natomiast, że obecnie w publicystyce używają chwytów podobnych do tego Twojego z Wejchertem i spółką.  Znaczy polemizują z poglądami lub frazami, które sami wymyślili na użytek swoich tekstów. Jest to pójście na łatwiznę, które nie dziwiłoby u takich tytanów felietonistyki, jak Semka czy Zalewski, ale  Ziemkiewicza i Rybińskiego stać by było na więcej. Znaczy „by było”, gdyby kaczyzm nie wyjaławiał umysłowo.

Kłaniam nisko,

 Stary Werter

  PS : przepraszam za przydługi wpis,  poważnych dyskutantów staram sie traktować powąznie i przy okazji siemi ulao.

piątek, 06 października 2006
Jackowo - c.d.

I jeszcze to,  bo się w poprzednim nie zmieściło. Dedykacja i nastrój te same.

Muszkieterowie już nie ci sami
Dojrzałości pożółkli goryczą
Zaczęli liczyć się z realiami
Choć realia się z nimi nie liczą

Słaby tron, książęta żadni, kwaśne wina
Cech żebraków i proboszczy trzęsie miastem
Nagrabionym srebrem karmi się kardynał
Dawna służba na polityków wyrasta

D'Artagnan jest muszkieterów oficerem
Sam purpurat raczy dawać mu rozkazy
W przedpokojach władzy czeka na karierę
Szpadą oskrobując but z zapachu władzy

Brat Aramis stal w biskupiej skrył sukience
Maścią intryg pielęgnuje gładkość dłoni
Kiedy trzeba zdradzi i umyje ręce
Kiedy trzeba Pismem Świętym się zasłoni

Muszkieterowie już nie ci sami
Dojrzałości pożółkli goryczą
Zaczęli liczyć się z realiami
Choć realia się z nimi nie liczą

Portos w hołdów i tytułów tłuszcz obrasta
Szpada służy mu za rożen na zające
Można lepić i urabiać go jak ciasto
Byle olśnić jakimkolwiek celu słońcem

Prawy Atos przestał wreszcie pić na umór
Czci i chroni szpady etos dumny Atos
Choć wątroba nie ta, wciąż ta sama duma
Jego syn zapłaci kiedyś życiem za to

Przyjaciele okłamują się w ukłonach
Nie ufają sobie dawno już za grosz
Nowych czasów bólem dali się przekonać
Że się zdradą a nie szpadą kreśli los

Każdy za siebie kosztem każdego
Na prywatną miarę grób mości
Jeden za wszystkich wszyscy za jednego
Stara baśń niewinnej młodości

Jeszcze stać ich by historii się przypomnieć
Wskoczyć w siodło i wykrzesać iskry z ostrza
Znów uwierzyć w zew: Muszkieterowie do mnie!
Lecz historia - czy się stanie przez to prostsza
Psieje świat, czy może właśnie psieją oni
Psiocząc na to co ich dziełem w jakimś stopniu
Z siebie samych szydzą, gdy im się przypomni
Jacy byli kiedyś pięknie nieroztropni

Właśnie wspomnienia jak cudze losy
Trzosy pełne, a serca próżne
Fałszu zeskrobać z prawdy nie sposób
Zaledwie w dwadzieścia lat później
Zaledwie w dwadzieścia lat później!
Zaledwie w dwadzieścia lat później!!!

 

 

Jackowo – zrzędzenie długie

Tak mnie dziś wieczorem jakoś naszło. Dedykuje obydwa panajackowe kawałki różnym takim, których (jeszcze) lubię, tym, których już nie bałdzo  a także tym, których już całkiem nie. I sobie też, ofkoz.

 Bardzo Stary Werter

 Pod prąd wąwozem w twarz ognistym wiatrom
Po końskie brzuchy w nurt płynącej lawy
Prze szwoleżerów łatwopalny szwadron
Gardła armatnie kolanami dławić
W mokry mrok topi głowy szwoleżerów
Deszcz gliny ziemi i rozbitej skały
Ci co polegną - pójdą w bohatery
Ci co przeżyją - pójdą w generały

Potem twarz z ognia jeszcze nieobeschłą
Będą musieli w szczere giąć uśmiechy
Z oczu wymazać swoją hardą przeszłość
Uszy nastawiać na szeptów oddechy
Zwycięskie piersi obciążą ordery
I wstęgi spłyną z ramion sytych chwały
Ci co polegli - idą w bohatery
Ci co przeżyli - idą w generały

Potem zaś czyści w paradnych mundurach
Galopem w wąwóz wielkiej polityki
Gdzie w deszczu złota i kadzideł chmurach
Pióra miast armat państw krzyżują szyki
I tylko paru nie minie pokuta
W mrowisku lękiem karmionych koterii
I nieść będą ciężar wytrząśniętej z buta
Grudki zaschniętej gliny Somosierry

Ale twarz z ognia jeszcze nieobeschłą
Będą musieli w szczere giąć uśmiechy
Z oczu wymazać swoją hardą przeszłość
Uszy nastawić na szeptów oddechy
Nie ten umiera co właśnie umiera
Lecz ten co żyjąc w martwej kroczy chwale
Więc ci co polegli - poszli w bohatery
Ci co przeżyli - muszą walczyć dalej

Krótkie zrzędzenie

Można ją lubić lub nie, ale moim skromnym Warszawa sobie na to nie zasłużyła.

Stary Werter

Skąd ten cały cyrk

Wejchert dixit a propos  wiadomoczego : „[...] jest grupa ludzi, którzy nie są w stanie zrozumieć i uwierzyć, że można zbudować coś wartościowego po prostu ciężką pracą, bez żadnych przekrętów. Nie wiem, z czego wynikają te opinie. Może z głupoty tych, którzy je głoszą, albo z tego, że sami w życiu nic nie osiągnęli, nie zbudowali [...]"

Bardzo celna uwaga, mimo iż postkomuszymi wypowiedziana usty.

 

Stary Werter

16:55, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (4) »
czwartek, 05 października 2006
Bycie młodszym bliźniakiem

Chodziło to za mną już od jakiegoś czasu, ale zdjęcie znalezione prze Fraglesiego dało mi kopa w tyłek, żeby wreszcie to wydusić. Chodzi o Prezydęta. Niektórzy wiedzieli to zapewne już od dawna, większość narodu przekonała się dopiero po ptokach, że Młodszy Bliźniak nie tylko nie nadaje się na ten akurat urząd, ale że on sam zdaje sobie z tego sprawę. Nie chciał, nie lubi, źle się czuje, a do Belwederu poszedł , bo Kaczosław, czyli Bliźniak Starszy potrzebował kogoś absolutnie pewnego w Belwederze, żeby samemu móc hulać do woli. W końcu, gdy się spojrzy spokojnie wstecz, to Prezydęt ma na koncie znacznie mniej wybryków niż Wiadomokto. Człowiek spokojny, wbrew pozorom pojednawczy (moim skromnym, sposób, w jaki uhonorował byłych kolegów z KOR-u nie był pokazówką, ponadto jakiś czas temu w „Der Dzienniku” czytałem o seminariach, które współorganizuje i na których bywają osobnicy podejrzewani o łże-elitarność lumpenliberalną lub wręcz prounickie sympatie), tyle, że niestety uwikłany w braterską lojalność. Wydaje mi się, że najlepiej by się czuł gdzieś na uczelni albo w instytucji typu NIK (gdzie podobno bardzo dobrze gazdował), a nie jako prawie-że-głowa-państwa u boku oszalałego braciszka. Ciekawy jestem, czy kiedyś mu przejdzie ? Jaki numer musiałby wyciąć Kaczosław, żeby zamiast „meldowania wykonania zadania” Prezydęt zachował się nie jak marionetka ale jak rzeczywisty , samodzielnie myślący i działający Prezydent RP dowolnego numeru. ? Może chociaż (program minimum) odszedłby  ze względu na zły stan zdrowia, bo z tym to chyba rzeczywiście nietęgo ? Eniłej, na koniec tych elukubracji wzdechnę tylko z ulgą, żem jedynak. Uffff ....

 Stary Werter

23:39, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (5) »
Déjà vu

Azrael wybrał co trafniejsze cytaty, więc (za przeproszeniem) spuśćmy się na niego. Znowu mam uczucie déjà vu (a raczej  déjà entendu). Swego czasu, dawno dawno temu, niejaki Paweł Jasienica okazał się być bandytą od Łupaszki a „komandosi” czyli bananowa młodzież - pomiotem stalinowskich zbirów.  Znacznie później Rulewski miał w rodzinie volksdeutscha, a jeszcze później pokazano Geremka , jak się fraternizuje z agentem CIA. etc, etc. ...  Czyli nic nowego. Nic nie zastąpi bezpieczniackich materiałów w walce z wrogiem.

 Pamiętam, że gdy ruszała walka o lustrację, gdy jeszcze nie mówiono że „Prawda nas wyzwoli”, naczelnym argumentem za ujawnieniem esbeckich archiwaliów było to, że nieodkryci ex-agenci w służbie Odrodzonej Najjaśniejszej będą podatni na szantaż i manipulacje. Że będzie można różnymi przeciekami manipulować. I udzielono raz-dwa lekcji poglądowej. Pokazuje i omawia na przykładach wujek Antek : 1992 – raz. 2006 – dwa. Za pierwszym razem to wujek Antek całkiem niewinnie sponiewierany jest, skopany przez życie i ludzi złych. Raz mu się wydaje, że przedstawił listę agentów, innym razem – że wyciąg z zasobów archiwalnych SB. Za drugim razem wujek Antek w ogóle nic nie wie, to nie on, samo się przeciekło. To taki przypadek był, że agentem razwiedki okazał się być pracownik telestacji, która w złym świetle pokazała Partię Jedynie Słusznych  zaledwie kilka dni wcześniej.

 Czego jeszcze nie słyszeliśmy ? Nie słyszeliśmy jeszcze o w/w „bananowej młodzieży”, nie było kosmopolitów i syjonistów, nie nazwano nikogo „człowiekiem o moralności alfonsa”, śląska woda jeszcze nikomu niczego nie miała gruchotać. Znaczy nie jest tak źle.

 Ciekawe, czy doczekamy się aktywu z zakładów pracy dojeżdżającego na manifestacje w autokarach z napisem „wycieczka”. Sprawiedliwości dziejowej stałoby się zadość, moim skromnym, gdyby tym razem to aktyw robotniczy pałował zomowców (którzy wtedy stali  tam, gdzie uczciwi ludzie teraz nie stoją).

 Stary Zomower

  

02:01, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 października 2006
Takie drobne radości

Świat nie jest wcale taki szary i bżytki.

Towarzysz Mojzesowicz zapytany czy podjął już decyzję w sprawie swojej dymisji, odpowiada : „nie mam w tej sprawie informacji, czy podjąłem, czy nie"

A Romkenstein bojkotuje BBC. Mam nadzieje, że z wzajemnością. 

Uchachany jak norka Wasz

 Stary Werter

 PS : Towarzyszce Septe i Towarzyszowi Makoskiemu – z młodzieżowym pozdrowieniem (czu-uu-waj!)  serdeczne bukzapłać.

 

16:58, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (5) »
Są i sukcesy

Nie może tak być, żeby tylko narzekać, zrzędzić i pozytywów nie dostrzegać, tym bardziej, że som. Między innymi, tak jak obiecywano, w infrastrukturze komunikacyjnej. Na takim natenprzykład Żoliborzu warszawskim, to w nieomal jedną noc zbudowano Premierowi chodnik. I tylko jakieś warchoły nazwały to nocą taczek. Drugim sukcesem jest niewątpliwie stacja we Włoszczowej. Taki Express „Gosiu” to będzie naszom , kurna, wizytufkom. O czym z radościom niekłamanom zawiadamia Państwa

Stary Werter

 PS : i dobrze, że aż tyle, bo na ałtostrady przyjdzie nam, jak pisał niedawno „Der Dziennik”, troszku poczekać.

 

Cały PiS buduje swoją stolicę, czyli wesołe miasteczko

Jak to fajosko mieć wybory. Gdyby to ode mnie zależało, takie wybory odbywałyby się przynajmniej co pół roku. Z okazji tych najbliższych, samorządowych, warsiaski PiS zaprezentował warszawiakom kolejne Niderlandy niebanalne rozwiązanie urbanistyczne, mianowicie miasteczko studenckie na Polach Mokotowskich.

Jajako stary werter pamiętam, że pomysł szybkiego połączenia Ochoty z Mokotowem przez wytyczenie skrajem rzeczonych Pól dwupasmowej ulicy łączącej Banacha z Batorego upadł był głównie ze względów ekologicznych, choć Pola miały w zasadzie być nienaruszone. Teraz proponuje się zbudowanie w miejscu parku  pięciu bloków na 1500 mieszkańców. A dojeżdżać doń będziemy tunelem. Z niecierpliwością czekam na kolejną kampanię przedwyborczą, chociaż i ta obecna dostarczy nam zapewne jeszcze sporo rozrywki.

 Stary Werter

 

poniedziałek, 02 października 2006
Na naukę nigdy za późno

“Nigdy więcej nie wolno już rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji” podzielił się swojom myślom Kaczosław. Poszło fśfiat i fpolske całom ; komentatorzy różni, w tym podobno poważni, siem wzieli i zachłysnęli.

Przypominam dla porządku, że To-wa-rzysz-Ka-czo-sław (baczność!) ma już dawno skończone pięćdziesiąt lat, znaczy raczej szęśćdziesięciu dobiega.

A taki ja, mimo, że stary i prawie że z Alc-Chajmerem na przez per ty, to pamiętam, że gdzieś koło pięciu-sześciu lat miałem, gdy mamusia z tatusiem mi to powiedzieli, przykłady pokazując omówili, kazali powtórzyć i zapamietać.

Aha, dodam jeszcze, że nie było tam wtedy żadnych „już” ani „nigdy więcej”. Było proste samotne „nigdy”. Tak to przynajmniej zapamięałem.

A ś.p.dziadek powtarzał ze swej strony : „Nie właź w plewy, to Cię świnie nie zeżrejo”. Co też zapamiętałem i Kaczosławowi oraz, na wsjaki pażarnyj słuczaj, Kolegom Bloxersom ku przestrodze, powtarzam,

 Stary Werter

 PS : Nie będę już dodawał, jakie ta reguła powinna mieć implikacje dla ewentualnych chętnych na koalicję z Kaczosławem.  Szkoda howoryty.

 

23:32, stary_werter , Polit-gramota
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8